Gorące ustadebile: Kamiński i Bielan podpalają koalicję, a Tusk gasi ją kawą

Warszawa

Polska polityka po raz kolejny przypomina spektakl objazdowy prowadzony przez dwóch klaunów, którzy zgubili scenariusz, ale mają zapałki. Adam Bielan i Michał Kamiński – duet, który wygląda jak kabaretowy revival „Końskiego Targu” z TVP1 z 1995 roku – postanowili raz jeszcze pokazać, że jak się nie ma poglądów, to trzeba mieć przynajmniej chrzestnych.

Obaj panowie mają wspólną przeszłość, wspólnych znajomych, wspólne zdjęcia z komunii i wspólną niechęć do Donalda Tuska. Kamiński to polityczny bumerang: rzucony gdziekolwiek, i tak wróci, nawet jeśli po drodze obije kilka twarzy. Bielan? On wygląda, jakby wciąż myślał, że jest rzecznikiem kampanii Lecha Kaczyńskiego, tylko ktoś mu nie powiedział, że Lech od 15 lat nie odbiera telefonu.

Ich wspólna akcja – nocna schadzka z Hołownią w mieszkaniu Bielana – wyglądała jak tajne spotkanie bractwa pogubionych spin-doktorów. „Nie było spiskowania” – mówią. Aha. I nie było alkoholu na wieczorze kawalerskim, a święty Mikołaj przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom z Konfederacji.

Szymon Hołownia, którego poziom politycznej niewinności przekracza granice dyplomatycznego wstydu, najpierw spotkał się z Kaczyńskim jak harcerz z wilkiem, a potem tłumaczył, że „to tylko rozmowa”. Tak, Szymonie. I Titanic to była tylko nieudana próba przeprawy przez Atlantyk.

Koalicja? Żyje. Ale oddycha przez rurkę, a Kamiński trzyma rękę na zaworze z tlenem, jednocześnie pytając, czy czasem nie warto by było spróbować Sikorskiego jako nowego premiera. Taktyka Kamińskiego polega na robieniu wrażenia, że wie, co robi. Niestety, wygląda jak człowiek, który gra w szachy z gołębiem – niezależnie od ruchów, gołąb przewróci pionki, nasra na szachownicę i ogłosi zwycięstwo.

Bielan z kolei działa w imię świętej misji: PO musi być słabe, nawet jeśli nikt już nie wie, po co. Najwyraźniej chodzi o estetykę. Bo jak mówił klasyk, „nie wszystko co się świeci, to Bielan”.

I tylko Donald Tusk – ten spokojny, zmęczony ojciec tej politycznej podstawówki – siedzi z kawą i notuje: „Hołownia znowu się bawił z kolegami z ławki PiS. Kamiński przyniósł zapałki. Bielan rozlał benzynę. Znowu trzeba będzie sprzątać”.

A potem bierze łyk kawy i mówi do siebie: „Spoko. Do 2027 jeszcze trochę. Niech się wyszumią.” I ma rację.

Bo kiedy Michał z Adamem zakładają płonące cyrki, Donald przynosi gaśnicę i długopis. A potem podpisuje nowe rozporządzenie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights