GIGANCI W PIASKOWNICY: JAK PUTIN ZNÓW POSTAWIŁ WIADRO NA GŁOWIE TRUMPA

Warszawa

Współczesna polityka międzynarodowa przypomina niekończące się przedstawienie amatorskiego teatru, w którym aktorzy zapomnieli nie tylko tekstu, ale też sensu sztuki. A może i po co weszli na scenę. I oto mamy kolejne dramatyczne „nie-spotkanie” – tym razem Władimir Putin z wielką gracją odmówił Wołodymyrowi Zełenskiemu udziału w czymś, co przypominałoby rozmowę pokojową, a Donald Trump, niczym klaun wyrzucony z cyrku, próbuje udawać mediatora, chociaż nawet Google Translate nie nadąża za jego logiką.

Ale po kolei.

Putin, mistrz dyplomatycznego tańca do tyłu, znów oświadczył przez megafon Ławrowa, że „agenda niegotowa”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „czekamy aż Ukraina padnie na kolana, odda Donbas, Krym, Zakarpacie, może jeszcze Lwów i bonusowo prawo do oddychania”. No cóż, subtelność Kremla zawsze przypominała operację neurochirurgiczną prowadzoną młotem pneumatycznym.

Zełenski, który próbuje prowadzić kraj w czasie, gdy nad nim latają rakiety, a dookoła biegają geopolityczne hieny z brukselskimi apaszkami, po raz setny mówi „tak, porozmawiajmy”. Ale nikt nie słucha. Zachód ziewa, USA liczy głosy wyborcze, a Trump… Trump jak zwykle wszedł w rozmowę jak dzik w rabarbar, ogłosił sukces, zanim ktokolwiek rozmawiał, i już kombinuje, jak sprzedać pokój w Ukrainie jako część kampanii wyborczej, najlepiej na TikToku. Wersja dla młodych: Putin – zły chłopiec z kreskówki. Trump – dziadek, który myśli, że Minecraft to prawdziwe życie.

Putin tymczasem rozgrywa szachy, podczas gdy reszta świata zgubiła nawet bierki. Jego warunki? Ukraina ma oddać kawałki siebie, wymazać NATO z przyszłości, a rosyjski znowu ma brzmieć w każdej ukraińskiej budce z pierogami. Brzmi jak propozycja napastnika, który po włamaniu do twojego domu pyta, czy możesz mu oddać jeszcze balkon i zrobić mu herbatę.

Zełenski odmawia – i chwała mu za to. Bo jakakolwiek zgoda na tę groteskę, to jakby podpisać zgodę na kolejną wojnę, tylko z datą otwartą. Tyle że potem na Zachodzie pojawiają się głosy: „A może jednak coś by oddać?”, jakby Ukraina była starą kurtką na Vinted.

Ktoś jeszcze pamięta, że to Rosja napadła? Bo wygląda na to, że Zachód bardziej się martwi o dobre samopoczucie agresora niż o to, że jego czołgi właśnie wjechały komuś do salonu.

Trump wychodzi z tego jak zwykle: niezorientowany, przeszarżowany i z włosami ułożonymi jakby zrobili mu trwałą w mikrofali. Człowiek, który jeszcze niedawno mówił, że „Putin to twardziel”, dziś próbuje kreślić plany pokojowe, które mają tyle sensu, co przepis kulinarny pisany przez blender.

I tak stoimy w miejscu. A raczej – świat się kręci, tylko ludzkość nadal nie wie, czy to bieg, czy już zjazd po równi pochyłej. Spotkania nie będzie. Putin nie musi się śpieszyć – Zachód się wykrwawi moralnie, Ukraina dosłownie. A Trump? On zapewne znów opublikuje jakiś wpis, gdzie zamiast „Zełenski” napisze „Zelensnake” i ogłosi, że to „nowy kod Q”.

Złudzeń nie mam. Miałem kiedyś – ale zjadł je algorytm.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights