

W pewnym momencie historia przestaje być opowieścią, a staje się parodią własnej parodii. Właśnie tam odnaleźli się Michał Woś i Marcin Romanowski – duet tragikomiczny, aktorzy jednej roli w spektaklu pt. „Jak rozmontować państwo i obrazić zdrowy rozsądek”. Scenariusz? Reformy Ziobry. Reżyser? Kaczyński. Widzowie? Zdezorientowany naród.
WOŚ, CZYLI CNOTA Z FUNDUSZEM NA WYCIECZCE DO CBA
Michał Woś, chłopiec z zapałem i z gestem, uznał w swoim czasie, że najlepszym zastosowaniem 25 milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości będzie sfinansowanie szpiegowskiego oprogramowania Pegasus dla CBA. Bo jak wiadomo – ofiary przemocy domowej i osoby opuszczające więzienie najbardziej potrzebują podsłuchu na iPhonie.
Woś, wiceminister z nominacji Ziobry, dziś bohater aktów oskarżenia, oburza się jak pensjonarka na letnim balu. Zajęto mu majątek? To represje! Poręczenie 200 tys. zł? Skandal! A to przecież on, własnoręcznie, z sercem pełnym patriotyzmu, „altruistycznie ofiarował” (cytat!) państwowe pieniądze innemu państwowemu organowi. Rachunkowość z gimnazjum tłumaczyłby lepiej.
W TV Republika, jego naturalnym środowisku, rzucał groźby jak śnieżki: Żurek do więzienia, Tusk dożywocie. Gdyby jeszcze wiedział, że nie jest w grze komputerowej, tylko w realnym kraju z Konstytucją i systemem prawnym. Cóż, może wciąż czeka, aż Ziobro wstanie z politycznej trumny i zaśpiewa mu kołysankę z Ordo Iuris.
ROMANOWSKI – UCHODŹCA Z WŁASNEGO SYSTEMU
Marcin Romanowski to osobna kategoria człowieka. Eksportowy uchodźca polityczny z Polski do Budapesztu – jedyny znany przypadek, kiedy człowiek ucieka z własnej ustawy o funduszu, który sam nadzorował. Węgrzy dali mu azyl, bo stwierdzili, że w Polsce nie ma dostępu do uczciwego wymiaru sprawiedliwości. Problem w tym, że to on ten wymiar przez lata demolował.
Nie chodzi do Sejmu. Nie głosuje. Nie istnieje fizycznie w państwie, którego nadal formalnie jest przedstawicielem. Nie odbiera pensji – ale nadal prowadzi biura, pisze interpelacje, zatrudnia asystentów i publicznie ogłasza, że wróci, jak tylko odbuduje „prawo i porządek”. To jakby złodziej ogłosił, że wróci na miejsce zbrodni, ale dopiero, gdy znikną kamery.
Tablet sejmowy skonfiskowała mu prokuratura – i od roku nie może się do niego dostać. Być może to jedyne urządzenie elektroniczne w Europie, które przetrwało kontakt z Romanowskim bez trwałego uszczerbku na oprogramowaniu.
PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ: SYSTEMOWA IMPROWIZACJA
Zarówno Woś, jak i Romanowski, są dziećmi politycznej mutacji znanej jako reforma sądownictwa według Ziobry. Reforma, która zniszczyła niezależność KRS, powołała sędziów partyjnych, wyprała Trybunał Konstytucyjny do sucha i rozrzuciła Fundusz Sprawiedliwości jak konfetti na wiejskim weselu.
To, co dziś obserwujemy, to nie są pojedyncze skandale – to architektura bezprawia, zbudowana świadomie, z premedytacją i z pychą. Pegasus był tylko narzędziem – celem było zbudowanie nowego porządku, w którym władza nie odpowiada już przed obywatelem, lecz tylko przed własnym lękiem o utratę kontroli.
I ten lęk dzisiaj kipi. W oskarżeniach. W groźbach. W telewizyjnych tyradach o represjach i zamachach stanu. A kiedy się okazuje, że prawo – to prawdziwe – jeszcze istnieje i potrafi ścigać nawet posła, nagle w państwie PiS słychać płacz i zgrzytanie zębów.
EPILOG: WIELKIE UCIECZKI I MAŁE UMYSŁY
Woś z aktami oskarżenia, Romanowski z biletem w jedną stronę do Orbánlandii. Obaj z dumą opowiadają o patriotyzmie, uczciwości i walce o prawdę. Obaj zasłaniają się flagą i Bogiem, kiedy kończy się logika, a zaczyna krata.
Kiedyś trzeba będzie postawić pomnik Funduszowi Sprawiedliwości – jako największemu eksperymentowi politycznego cynizmu w III RP. Ale najpierw trzeba postawić tych, którzy go rozkradli – przed sądem.
Smacznego. Dziś serwujemy bigos z funduszu i kiszoną hipokryzję po węgiersku.

Dodaj komentarz