FLAMINGO, TOMOHAWK I BRODA – CZYLI JAK AMERYKA WALCZY Z RZECZYWISTOŚCIĄ (I Z WŁASNYM LUSTERKIEM)

Warszawa

Wszystko zaczęło się niewinnie. Ot, Ameryka. Kraj, który w jednym ręku trzyma iPhone’a, w drugim AR-15, a trzecim ręku (tak, Ameryka ma trzy ręce – to efekt uboczny GMO) trzyma… siebie za gardło.

Donald Trump, prezydent z kreskówki, który wymknął się spod kontroli animatorów, właśnie postanowił zamienić Departament Obrony na Departament Wojny. Bo przecież czym jest wojsko, jeśli nie narzędziem do tłumienia „ideologii woke” i walki z nielegalnymi imigrantami na ulicach, najlepiej podczas parady. W skrócie: koniec z różnorodnością, czas na jednolity beż i obowiązkowy zarost tylko w siłach specjalnych.

Jeśli myślisz, że to absurd, to trzymaj się z daleka od amerykańskich konferencji prasowych. Pete Hegseth, nowy naczelny kaznodzieja militarnego testosteronu, ogłosił, że żołnierze będą teraz walczyć nie z terroryzmem, ale z klimatem i dumą. Dosłownie. To trochę tak, jakby zamiast kosić trawę, próbować z nią negocjować.

Ale USA to nie tylko retoryka z TikToka dla dziadersów. To też konkretne działania. Jakie? Otóż Trump zamierza pomóc Ukrainie uderzać w rosyjską infrastrukturę energetyczną, bo wreszcie zauważył, że Rosja to nie rubaszny wujek z wódą, tylko coś w rodzaju stalkera z bazooką.

I oto mamy kolejną piękną metaforę naszej epoki: ukraiński pocisk Flamingo, odpowiednik Tomahawka, lecący z gracją egzotycznego ptaka, by uderzyć w rafinerię. Bo nie ma to jak odrobina elegancji w demolowaniu wschodniego imperium.

A skoro o demolowaniu mowa – nie tylko amerykańskie rakiety przelatują dziś nad granicami. Izrael, jakby chcąc udowodnić, że może przechwycić wszystko poza rozsądkiem, zatrzymał flotyllę Sumud zmierzającą do Gazy. Na pokładach – pomoc humanitarna i czworo Polaków, w tym poseł Sterczewski. Na nagraniu woła o wsparcie, jakby to była zapowiedź nowego serialu Netflixa: „Poseł w potrzebie” – sezon 1, odcinek: Międzynarodowe Wody.

MSZ grzecznie informuje, że „monitoruje sytuację”, co w języku dyplomatycznym oznacza: „zrobimy tyle, ile się da, czyli niewiele”. Flotylla została rozebrana jak kanapka na posterunku. Statki przejęte, aktywiści w rękach armii, nagrania gotowe. Reszta świata? Ziewa.

A Rosja? Pułkownik Piotr Krawczyk, były szef Agencji Wywiadu, i leje zimną wodą na naszą gorącą paranoję. Mówi wprost: Rosjanie są ograniczeni. Trochę jak typowy polski budżet domowy – chcieliby, ale nie mogą. Z Ukrainą mają pełne ręce roboty, gospodarka w stanie agonalnym, a marzenia o inwazji na Polskę muszą poczekać na lepsze czasy, czyli nigdy.

Według Krawczyka nie ma co się spodziewać uderzenia w najbliższych miesiącach, a jak ktoś widzi wojnę na horyzoncie, to raczej musi wymienić soczewki. Scenariusz pełnoskalowego ataku oddala się szybciej niż transparentność z biura poselskiego.

Świat jednak nie znosi próżni, więc zawsze coś się dzieje: tutaj brody, tam rakiety, tu flotylle, tam puszki z trotylem. Geopolityka przypomina dziś bardziej chaotyczną operę mydlaną niż zimną kalkulację mocarstw. Wszystko jest spektaklem, a my mamy bilety w pierwszym rzędzie. W cenie – nerwica lękowa i kapsułki na nadciśnienie.

Ale pamiętajmy – świat to teatr, a Ameryka zawsze gra pierwszoplanową rolę. Nawet jeśli zapomniała tekstu, mikrofon jej nie działa, a reżyser siedzi związany taśmą w piwnicy CNN.

Śpij spokojnie, Planeto Ziemia. Twoi przywódcy mają plan. Albo przynajmniej puszkę po kukurydzy.

Smacznego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights