FELIETON NA ŚRODĘ: SZKLANE PÓŁPEŁNE PAŃSTWO, CZYLI JAK TUSK ZAGLĄDA DO KIELISZKA HISTORII

Warszawa

Szanowni Państwo,

Mamy połowę kadencji i – jak mawiał klasyk – szklanka może być do połowy pełna albo do połowy pusta. W przypadku Polski to raczej kufel: trochę ciepłego piwa po poprzednikach, trochę piany po obietnicach, a w środku zawartość nie do końca zidentyfikowana. Ale spokojnie, Donald Tusk jeszcze może z tego coś uwarzyć. Choćby piwo bezalkoholowe – ale własne.

Dwa lata temu odsunęliśmy od władzy PiS – czyli narodowy eksperyment w zakresie zarządzania państwem metodą „kopertową”. Wtedy wydawało się, że wszystko pójdzie z górki. Niestety, górka okazała się Tatrzańskim Zawratem, a Karol Nawrocki stanął na szczycie i postanowił być zaporą. Weta sypią się jak konfetti na weselu u Kurskiego, a każda ustawa ma szansę przeżyć najwyżej do pierwszego „nie podpiszę”.

Ale nie traćmy ducha. Waldemar Żurek – ten sam, który jeszcze niedawno walczył z Ziobro o prawo i sprawiedliwość (pisane małą literą, bo w dużej to była organizacja przestępcza) – pokazał, że można rządzić nawet bez ustawy. Ot, jednym rozporządzeniem skasował „Ziobrolotka” – system losowania sędziów, który działał tak, że algorytm zawsze wiedział, komu trzeba przypisać sprawę, żeby wygrać. I nagle widać, że państwo to nie tylko prezydenckie podpisy, ale też rozum, odwaga i odrobina kodeksowej fantazji.

Bo Tusk – choć zawiódł tych, którzy liczyli na szybkie katharsis, publiczne egzorcyzmy i pokuty PiS-u – wciąż ma szansę zbudować państwo nowoczesne, mądre i skuteczne. Takie, które nie potrzebuje codziennych wieców, by wiedzieć, że żyje.

NAWROCKI, CZYLI PREZYDENT Z LIGI PODWÓRKOWEJ

A tu proszę – Karol Nawrocki, zwany też „Karolkiem z IPN-u”, postanowił zostać głównym strażnikiem konserwatywnej poprawności. To człowiek, który z równym zaangażowaniem wetuje ustawy, jak niegdyś przestawiał wystawy w Muzeum II Wojny Światowej. Ma w sobie tyle wrażliwości, co wykładzina w remizie – i podobne poczucie estetyki.

Dla Tuska to partner polityczny jak złośliwy kuzyn na weselu – przyszedł, nie zaproszony, zjadł cały żurek, a teraz poucza wszystkich o moralności.

KACZYŃSKI WCIĄŻ NA BIAŁYM KOCIE

W tym czasie Jarosław Kaczyński nadal organizuje marsze. Tym razem przeciw Mercosurowi, czyli czemuś, czego 97% jego zwolenników nie potrafi wymówić, a 99% nie wie, co to. Ale nie szkodzi – ważne, że brzmi obco. Obcość to przecież największy grzech w prawicowej liturgii.

Marsz PiS-u to coś między procesją Bożego Ciała a zlotem UFO: jedni idą, bo wierzyą, że coś zobaczą, drudzy – że coś ich porwie. A wszystko w imię walki z pomidorami z Argentyny i kurczakami z Paragwaju.

Konfederacja wtóruje, bo przecież imigrant, gej, kobieta po 40. i ekolog to dla nich czterej jeźdźcy apokalipsy. Braun w tym czasie próbuje podpalić własny mikrofon w Parlamencie Europejskim, tłumacząc, że „ogień to symbol wolności”. Wychodzi mu to tak dobrze, jak wszystko inne – czyli katastrofalnie.

MEJZA, CZYLI FORMUŁA PIS

A propos katastrof: poseł Mejza, ten od cudownych terapii i jeszcze cudowniejszych interesów, postanowił dać pokaz prędkości – 200 km/h na drodze S3. Prawdopodobnie chciał zdążyć na komisję etyki, zanim ona się zbierze. Ale nie zdążył. A teraz tłumaczy się immunitetem, jakby to był pas bezpieczeństwa.

PiS zapowiada, że „sprawą zajmie się komisja etyki”, co w ich języku oznacza: „do wyborów nikt o tym nie wspomni, a potem zobaczymy”. Bo jak wiadomo, w tej partii jedynym nieetycznym zachowaniem jest przeproszenie kogokolwiek.

INWESTYCJE I ZDROWIE, CZYLI POLSKA W NAPRAWIE

Na szczęście wciąż są ludzie  mądrzy, doświadczeni i spokojni, którzy wiedzą, że rozwój to nie tylko lotnisko w Baranowie i atom w PowerPointcie. Mówią: inwestycje prywatne, edukacja cyfrowa, zdrowie rozumiane jako profilaktyka, a nie kolejka do kardiologa. Brzmi rozsądnie, więc wiadomo – żadne z tych haseł nie zmieści się na banerze wyborczym.

Ale Tusk mógłby wreszcie zrobić coś, czego PiS nigdy nie umiał – połączyć kompetencje z odwagą. Niech nie boi się rządzić rozporządzeniami, jeśli ustawy toną w morzu Nawrockiego. Niech buduje państwo, które potrafi samo się naprawiać.

Bo Polska to nie złom – to raczej samochód po wypadku. Karoseria wgnieciona, silnik działa, ale kierownica skręca tylko w prawo. Tusk musi ją naprostować – zanim znowu wsiądzie Kaczyński i pojedzie w stronę smoleńskiej histerii.

NA KONIEC – TROCHĘ NADZIEI (BO TO ŚRODA)

Sondaże mówią jasno: Koalicja Obywatelska nadal prowadzi. PiS sapie za plecami, Konfederacja się drapie po głowie, a Polska 2050 szuka sensu życia. Więc może jeszcze nie wszystko stracone.

Bo jeśli w tej kadencji uda się zrobić choć połowę tego, co zaplanowano – to szklanka będzie naprawdę do połowy pełna. A jeśli nie? Cóż, zawsze można nalać drugą.

I tylko jedno mnie martwi: że do tej szklanki znowu ktoś wleje propagandę z TV Republika. Ale może wtedy Tusk, jak dawniej w Brukseli, po prostu się uśmiechnie i powie: „Spokojnie. Jeszcze się napijemy normalnej Polski.”


A W MIĘDZYNARODOWYM KIELISZKU…

Na drugim końcu globu Donald Trump ogłasza „fazę drugą” w sprawie izraelskich zakładników, jakby prowadził promocję w swoim hotelu, a nie politykę globalną. Władimir Putin udaje, że nadal panuje nad wojną, choć jego armia wygląda dziś jak pijany cyrk na defiladzie. Zełenski trzyma się, mimo że świat – zmęczony wojną – zaczyna udawać, że nie widzi, jak Ukraina krwawi.

Trump znów chce być rozjemcą, a Putin rozgrywającym, ale historia ma już dość tych dwóch panów w garniturach, którzy wierzą, że świat to plansza do rywalizacji samców alfa. Tymczasem Ukraina walczy o coś, co im obu umyka – o zwykłą, przyzwoitą normalność.

I może właśnie w tym tkwi nadzieja: że kiedyś, wbrew wszystkim Trumpom i Putinom, świat również napije się – wreszcie – normalności.


POSTSCRIPTUM DLA PORANNYCH CZYTELNIKÓW

Świat kręci się jak karuzela w lunaparku, na której Trump sprzedaje bilety, Putin obsługuje karabin pneumatyczny, a Tusk – z miną cierpliwego operatora – próbuje tylko, żeby się nikomu nie zrobiło niedobrze. W tej kolejce po normalność warto stanąć – nawet jeśli na razie bilety wydaje Karol Nawrocki, a muzyka gra z głośników TV Republika. Bo w końcu każda karuzela kiedyś zwalnia – i wtedy zobaczymy, kto naprawdę trzymał kierownicę.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights