
Witajcie w świecie, w którym nawet Orwell by się zgubił. A przynajmniej wziąłby dodatkową kawę, bo ten poziom absurdu wymaga kofeiny.
Facebook — niegdyś portal, gdzie wrzucało się zdjęcia obiadów i kotów — zamienił się w Ministerstwo Prawdy, tylko bez ministerstwa i bez prawdy. Został sam automat, który udaje, że rozumie świat, podczas gdy w rzeczywistości ma problem z rozróżnieniem kotleta od konstytucji.
A w epicentrum tego cyrku? Ty. Zwykły człowiek z imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, mailem, stroną internetową, zdjęciem i kompletem danych, którymi można by otworzyć konto w banku, kupić mieszkanie i zamówić pralkę.
A jednak według Facebooka — „podejrzany o oszustwo”.
AKT I — ODWOŁANIE, KTÓRE ZAWISŁO JAK PROGRAM POLITYCZNY KONFEDERACJI
Złożyłeś odwołanie 13 lutego. Algorytm powiedział: „sprawdzanie trwa około 1 dnia”.
„Około” — czyli termin równie precyzyjny jak przemówienie Jarosława o suwerenności. Może dzień. Może trzy. Może przyszły wiek. Na pewno około.
Weryfikacja stoi. Jak kontrola NIK w ministerstwie, które coś akurat pali w piecu.
Facebook milczy. Algorytm kontempluje. System myśli.
Prawie go słychać: „Hmmmmmm… człowiek piszący o polityce… hmmmmm… krytyka Trumpa… hmmmmm… OSTRZEŻENIE, OSTRZEŻENIE, OSTRZEŻENIE!!!”.
AKT II — DOKUMENT TOŻSAMOŚCI JAK RYTUAŁ PRZEJŚCIA
Telefon — nie. E-mail — nie. Twoje zdjęcia od 2010 roku — nie. Strona www z twoim nazwiskiem — też nie.
Facebook chce dowód osobisty. Jakbyś ubiegał się o wejście do NATO, a nie o możliwość polubienia posta znajomego o nowym szczeniaku.
Po przesłaniu dowodu — bum! Wracamy do punktu wyjścia jak w zmodyfikowanej wersji „Dnia Świstaka”:
Twoje konto jest niewidoczne…
Sprawdzenie trwa około 1 dnia…
Tak, oczywiście. „Około”. Jak reguły logiki na konferencji prasowej Bosaka.
AKT III — OSZUST, CZYLI TEN, KTO MYŚLI SAMODZIELNIE
Podejrzenie, że jesteś oszustem, wynika zapewne z tego, że piszesz rzeczy, które algorytmom się nie podobają.
Trumpa nie wielbisz. Ambasadorowi USA nie kadzisz. Nawrockiego nie nosisz na rękach. Kaczyńskiego nie podziwiasz. Konfederacji nie lajkujesz.
Więc cóż — najpewniej jesteś przestępcą. Bo w świecie Facebooka oszustem jest ten, kto mówi coś, czego ich automat nie umie zaszufladkować.
A może naprawdę chcą następnym razem zaświadczenie od proboszcza? Choć nie chodzisz do kościoła i nie dajesz na tacę, może dałoby się to jakoś „obejść w systemie”.
AKT IV — A CO Z NICKAMI, KTÓRE WYMYŚLIŁBY PIJANY CHATBOT?
Ty — prawdziwe imię, prawdziwa twarz, prawdziwa strona internetowa.
Tymczasem Facebook przepuszcza takie kwiatki jak:
„PrawdziwyPolak420”
„JanuszZbawcaNarodu”
„TrumpKochamCię69”
„PatriotaXZmłotem”
Wszyscy działają. Oddychają. Publikują teorie spiskowe w ilościach przemysłowych.
Ale ty — ty musisz udowodnić, że istniejesz. Najlepiej w trzech egzemplarzach.
AKT V — META W ROLI WIELKIEGO INKWIZYTORA
W dawnych czasach cenzor przynajmniej miał twarz. Mógł powiedzieć „nie pozwalam” i zatrzasnąć szufladę.
Dziś cenzorski topór opuszcza algorytm, który nie wie, kim jesteś, ale wie, że coś mu nie pasuje. Najwyraźniej — ironia. Najwyraźniej — kontekst. Najwyraźniej — twoje poczucie humoru.
Gdyby algorytmy miały emocje, twój felieton wywołałby u nich atak paniki.
AKT VI — EPILOG: ŻYCIE W EPOCE SZTUCZNEJ NIEINTELIGENCJI
Twoje konto żyje i nie żyje jednocześnie — Schrödinger w wersji social media.
Jeśli uznają cię za zgodnego ze standardami — wrócisz.
Jeśli nie — znikniesz jak niechciany postęp z wyobraźni Kaczyńskiego.
Tak wygląda relacja człowieka z Facebookiem w 2026 roku: Toksyczna, kapryśna i kompletnie pozbawiona logiki.
I jedyne, co można zrobić, to śmiać się dalej. Bo gdyby Orwell żył, dziś nie pisałby książek. Pisałby odwołania do Facebooka.

Dodaj komentarz