EUROPA NA TITANICU, TRUMP KAPITANEM, A NAWROCKI W SALONIE LUSTER

Warszawa

Europa przypomina dziś luksusowy statek, który płynie z gracją… prosto na górę lodową. Kapitanowie – czyli nasi politycy – zamiast patrzeć na radar, kłócą się o to, czy bufet ma serwować łososia czy śledzia. Instytucje międzynarodowe się sypią, nacjonalizm kwitnie jak perz na nieużytkach, a każdy naród podzielił się na dwa obozy, które wolą się obrzucać błotem niż budować mosty. Problemy klimatu, zadłużenia czy migracji wymagają strategii długodystansowej – tymczasem rządy wolą szybkie triki wyborcze w stylu „kupimy trochę broni i jakoś to będzie”. To jak leczenie zapalenia płuc pastylką miętową.

Na horyzoncie majaczy groźna chmura w postaci Rosji, ale zamiast solidnej doktryny obronnej mamy zakupy militarne w trybie „Black Friday”. A wszystko przy wtórze deregulacji, bo przecież łatwiej wycinać przepisy niż sadzić drzewa. Społeczeństwa wchodzą w tryb „udawaj, że pracujesz, a my udajemy, że ci płacimy”. Demokracja niby stoi, ale jak mebel z Ikei – krzywo, chyboce się i brakuje trzech śrubek.


Na drugim końcu świata Donald Trump postanowił zapisać się do podręczników historii – najlepiej w rozdziale o sobie. W Białym Domu ogłosił „pokój” między Armenią i Azerbejdżanem, do którego – jak sam twierdzi – nikt wcześniej nie był zdolny. Oczywiście porozumienie jest w stylu Trumpa: głośne, efektowne, ale nie do końca wiążące. Jak kupon rabatowy bez daty ważności.

Eksperci ostrzegają, że to tylko preludium do większej gry – tej z Putinem. Tu mogą być dwa scenariusze:

  1. Trump tupnie nogą, dozbroi Ukrainę i pokaże siłę (może nawet postawi okręt podwodny tak blisko Rosji, że będzie słyszeć szum czajnika na Kremlu).
  2. Nic się nie wydarzy, a Trump ogłosi, że i tak wygrał – bo w tej dyscyplinie jest olimpijczykiem.

Dla Polski problem w tym, że nikt nie wie, czy ten „deal” z Putinem będzie obejmował tylko Ukrainę, czy może w bonusie także naszą wschodnią flankę. A Unia? Cóż… Bez USA to jak drużyna piłkarska bez bramkarza – można grać, ale piłki lecą tam, gdzie nie powinny.


A w kraju… Karol Nawrocki obraził się na Barbarę Nowacką, bo ta kazała mu „skończyć gwiazdorzyć” i podpisać ustawę wiatrakową. Prezydent uznał to za „nieeleganckie” – jakby ktoś wpadł na bal w gumowcach. Nawrocki przy okazji utyskiwał na to, że w muzeach znikają polscy bohaterowie, a w szkołach z polskich lektur robi się sałatka, w której trudno znaleźć Batyra czy Biblię.

Żeby było weselej, do tego wszystkiego doszła burza o KPO – bo pieniądze zamiast iść na rozwój, poszły m.in. na jachty, sauny i ekspresy do kawy. Prezydent uznał, że lepiej byłoby przeznaczyć je na zwolnienia podatkowe dla rodzin. W sumie trudno się dziwić – w kraju, gdzie edukacja chwieje się jak domek z kart, kawa może być ostatnią linią obrony.


Tak więc mamy Europę dryfującą w stronę katastrofy, Trumpa rozdającego „pokój” niczym kupony promocyjne i Nawrockiego w roli kustosza patriotycznej moralności. Wszyscy grają swoje role, a scena coraz bardziej przypomina komedię, w której nikt nie pamięta, czy to jest jeszcze spektakl… czy już próba ewakuacji.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights