
Donald Trump to polityczny szef kuchni świata, który gotuje wyłącznie we własnej mikrofalówce, na gazie z Fox News i z przepisów znalezionych w Mein Kampf for Dummies. Gdy Europa marzyła o bezglutenowym porozumieniu handlowym, on zaserwował jej mielonkę z soją, mięsem z Mercosuru i taryfą 15%, doprawioną nutą pogardy. I jeszcze kazał dziękować. Voilà – nowy wymiar transatlantyckiego poniżenia!
TRUMPOWA KUCHNIA DYKTATU: NA OSTRO, BEZ SERWETKI
Trump nie negocjuje. Trump tłucze. I to nie jak stary dyplomata po Oxfordzie, tylko jak wujek Zdzisiek z Missouri po trzech piwach i awanturze z sąsiadem. Najpierw grozi, potem marszczy brwi, a na końcu łaskawie cofa połowę pogróżek i obwieszcza, że uratował świat. Przed sobą samym. A wszyscy biją brawo, bo w sumie mogliśmy dostać po zębach łopatą, a skończyło się tylko na klapsie w pupę.
Zamiast wojny handlowej mamy 15-procentowe cła. Europa mówi „uff”, Francja mówi „merde”, a Polska mówi „eee… może jednak to dobrze, że Amerykanie nie lubią francuskiego sera?”. Tylko że problem w tym, że od tego sera bardziej śmierdzi… kompromis. Bo to, co wynegocjowała Unia, to nie umowa. To pokutny zestaw lunchowy dla ubogich kuzynów z kontynentu.
FRANCJA W ROZPACZY, NIEMCY W MILCZENIU, POLSKA W BŁOCIE
Premier Bayrou z Francji uznał ten dzień za „czarny dla Europy”. I miał rację – choć bardziej pasowałby tu kolor Trump Orange. Niemcy – jak to Niemcy – nie powiedzieli nic, tylko przeliczyli to wszystko na kontenery z Audi. A Polska? Polska tradycyjnie znalazła się tam, gdzie zawsze – czyli z głową w kiszce wieprzowej, a tyłkiem wystawionym na eksport.
Bo oto umowa z USA popycha Brukselę w stronę porozumienia z Mercosurem – południowoamerykańską mieszanką wołowiny, pestycydów i podejrzanych bananów. I to oznacza jedno: argentyński stek właśnie przesiadł się do TIR-a i jedzie zmiażdżyć nasz swojski schabowy z Podlasia.
POLSKI ROLNIK – GRA W KOŚCI Z LATYNOSKIM BIZONEM
Nasz dzielny rolnik – duma narodowa, ostatnia nadzieja polskiej prowincji i największy fan Trumpa (po Januszu z YouTube’a) – właśnie zorientował się, że jego idol podpisał pakt z Belzebubem. I Belzebub ma plantację soi. Bo jak Mercosur wjedzie na europejski rynek, to nie zostanie z naszego rolnictwa nawet sianokiszonka.
A wszystko przez Donalda, który jak obieca, to zabierze, jak grozi, to dostarczy, a jak się uśmiecha, to oznacza, że właśnie wyłączył komuś respirator.
TRUMP, PUTIN I ULTIMATUM W STYLU FAST FOOD
A propos respiratorów – Trump wyznaczył Putinowi 50 dni na pokój. Teraz ogłosił, że „już zna odpowiedź” i skraca ten termin do 10. Typowa logika Trumpa: jak dziecko w McDonaldzie – nie rozumie, co zamówił, ale już chce frytki.
Putin udaje, że go to nie obchodzi, ale w Moskwie już spada giełda, ropa się poci, a oligarchowie liczą złoto w zębach. Świat zaś, jak zawsze, gra w „czy on naprawdę to powiedział?”, Europa szuka jednocześnie paracetamolu, gazu ziemnego i świętego spokoju.
W TLE – POLSKI TEATR CIENI I WESOŁE MISTYFIKACJE
A co w Polsce? Cóż… wesoło jak zawsze.
Kaczyński snuje „mądrą konfrontację” z Mentzenem, czyli nową odmianę schizofrenii strategicznej. Jednocześnie mówi, że Konfederacja to szarlatani, ale jakby co, to może się dogadamy, a Nawrocki posłuży za tłumacza między braunowskim bełkotem a pisowską patyną.
Hołownia pije herbatkę z PiS-em w mieszkaniu Bielana i mówi, że nie wraca. Kamiński mówi, że nie wraca, ale w sumie wraca na chwilę. PSL… cóż, PSL gra w „kto się jeszcze do nas przyzna”. A rząd Tuska w tym wszystkim wygląda jak jedyny trzeźwy na weselu – wszyscy bełkoczą, rzucają się w objęcia, a on trzyma kieliszek i pyta: „Państwo nie zapomnieli, że to poważna uroczystość?”
PODSUMOWANIE: KOGEL-MOGEL GLOBALNYCH IDIOTYZMÓW
Z jednej strony – Unia podpisuje niekorzystną umowę, żeby uniknąć katastrofy. Z drugiej – Trump gra na Putinie jak na banjo. Z trzeciej – Polska znów została z językiem w bigosie. A rolnicy? Jeszcze kilka miesięcy i zamiast „dożynki z prezydentem” będą musieli zorganizować „dzień płaczu z ministrem rolnictwa”.
Bo jak się sympatyzuje z Trumpem, to trzeba wiedzieć jedno: ten facet nie zna słowa „lojalność”. Ale zna słowo „deal”. Tyle że to zawsze jego deal, a ty jesteś tylko dodatkiem. Jak ogórek do cheeseburgera. Zielony, chrupki i do wyplucia.
EPILOG: ŚWIAT SIĘ KRĘCI, MY STOIMY W KOLEJCE PO ROZUM
W tym całym zamieszaniu najwięcej sensu ma Tusk. I to nie dlatego, że mówi najmądrzej – ale dlatego, że nie mówi głupot. A to, w obecnym świecie, już jest cnota większa niż rynek zbytu.
I pamiętajcie, drodzy rodacy: polityka międzynarodowa to nie jest talerz pierogów, z którego każdy coś sobie weźmie. To raczej rosyjska ruletka z pięcioma nabojami i uśmiechem Trumpa w tle.
Smacznego.

Dodaj komentarz