EPIDEMIA EPITAFIÓW POLITYCZNYCH, CZYLI JAK CZWARTEK  STWORZYŁ NAM NOWĄ POLSKĄ RZECZYWISTOŚĆ

Warszawa

Czwartki w polskiej polityce bywają jak barszcz instant – niby przewidywalne, ale wystarczy zamieszać i nagle wypływa coś, czego nawet producent się nie spodziewał. A ten czwartek? Ten, to był barszcz, bigos i flaki w jednym – gotowane w kotle, w którym miesza Nawrocki, Hołownia odchodzi z łyżką w ręku, Braun traci immunitet, Mentzen traci partię, a Tusk – cierpliwość.

Zacznijmy od końca pewnej „epoki”. Epoki krótkiej jak kariera celebrytki z TikToka: Epoka Hołowni, Marszałka Rotacyjnego. Człowieka, który przez chwilę sprawiał, że Polacy oglądali obrady Sejmu jak serial. Sejmflix działał, memy latały, a Hołownia przewodził temu wszystkiemu spokojem prezentera teleturnieju, który wie, że publiczność zaraz i tak kogoś wyrzuci.

Dwa lata minęły, jakby bocian przeleciał nad Podlasiem i oto mamy zmianę warty: wjeżdża Włodzimierz Czarzasty – człowiek, który tak bardzo kocha historię Lewicy, że postanowił dopisać do niej własny rozdział: rozdział z fotelem marszałka, czerwonym długopisem i alfabetem pełnym nowych haseł.

Nie zdziwię się, jeśli pierwsza litera brzmi: „A – Awaria. Państwa. W stylu Nawrockiego”. Bo jeśli prezydent miał misję, żeby coś rozwalić, to w czwartek wdrożył ją znakomicie.

Karol Nawrocki wywalił do kosza 46 sędziowskich nominacji. Na raz. Bez mrugnięcia. Jakby zamiast prezydenckiego biurka miał niszczarkę do dokumentów, a zamiast konstytucji – folder z memami Cenckiewicza.

Mówi o „konstytucji”, ale jego brawurowe działania wyglądają bardziej jak próba przyuczenia sędziów do klękania na dźwięk dzwoneczka z Pałacu Prezydenckiego. Ot, taka szkolna musztra: „Sędzia, siad! Sędzia, do kąta! Sędzio, awansu nie dostaniesz, bo patrzyłeś krzywo!”.

Można się śmiać – ale tylko przez chwilę. Bo to już nie żarty, tylko rozciąganie prerogatyw prezydenckich, jak gumy w gaciach, które za chwilę pękną i zostawią wszystkich w sytuacji, której nawet konstytucyjny krawiec nie naprawi.

Tusk z kolei w swoim stylu: spokojny, konkretny, z tym wypracowanym półuśmiechem człowieka, który widział gorsze numery w życiu. Komentując Nawrockiego mówi wprost: „Tak się nie robi, panie prezydencie.” I ma rację. To tak, jakby kierowca autobusu uznał, że połowa pasażerów ma wysiąść, bo nie podobają mu się ich kominiarki.

A teraz wchodzimy w kino akcji klasy B: Grzegorz Braun traci immunitet.

Tak, tak. Ten sam Braun, który od lat próbuje przerobić polską politykę na teatr jednego aktora. Parlament Europejski zrobił mu „ciach!” i otworzył drogę do procesu za naruszenie nietykalności ginekolog. Niektórym się wydaje, że nadchodzi „epoka Brauna” – jak meteor, co błyska, ale zaraz znika, zostawiając jedynie dziurę w ziemi i ludzi pytających: „co to było?”.

Skoro już jesteśmy przy meteorytach: Sławomir Mentzen też gaśnie. Nowa Nadzieja – partia widmo, co to o finansach mówiła jak o zjawisku paranormalnym – zostanie najpewniej wykreślona z rejestru. Bez sprawozdania. Bez papierów. Bez ładu. Bez składu.

Tak kończą politycy, którzy myślą, że zarządzanie partią to to samo co nagrywanie viralowych TikToków.

A teraz przenosimy się do działu sportowego – dla równowagi psychicznej.

Epoka Urbana. Jana Urbana. Polska gra z Holandią. Wszyscy zastanawiają się, czy ten mecz będzie jak nasza polityka: heroiczny chaos z elementami wstydu, czy może jednak coś wygramy. Jeśli piłkarze pójdą tropem PKB, które urosło o 3,7 proc., to może nie będzie źle. Choć PKB rośnie dzięki konsumpcji, a na boisku – jak wiadomo – nie można wygrać jedząc więcej kanapek.

W tle wielka geopolityka: USA kończą historyczny shutdown, Rubio krzyczy na Europę, że nie będzie mu mówić, jak ma się bronić, a świat zapala świeczki w rocznicę zamachów w Paryżu.

A w Polsce? Polska żyje swoim własnym filmem: „Totalna wojna na górze”. Tusk kontra Nawrocki. Premier kontra prezydent. Rozum kontra napompowane ego.

Zapnijcie pasy. Przed nami weekend. A jeśli czwartek był takim pokazem sztucznych ogni, to kto wie, czy piątek nie przyniesie nam fajerwerków z napisem: „ciąg dalszy nastąpi”.

Bo w tej Polsce każdy dzień jest odcinkiem serialu. Tylko aktorzy się zmieniają. I tylko jedna ekipa trzyma się mocno: ekipa zdrowego rozsądku – Tusk, Żurek, Sikorski, Domański. I oby trzymali się długo, bo reszta PiS-owskiej trupy właśnie kończy swój objazd po kraju i wjeżdża prosto na scenę prawną, gdzie nie ma oklasków, tylko akty oskarżenia.

Czwartek? Proszę państwa. To był czwartek z przytupem. A to dopiero początek.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights