
Wieczorne wiadomości przyniosły coś na kształt dyplomatycznego rzutu kamieniem w witrynę logiki. W „Kropce nad i” wystąpił Zbigniew Bogucki – szef Kancelarii Prezydenta, samozwańczy kustosz polskiej racji stanu i człowiek, który prawdopodobnie z dumą zdał maturę z propagandy.
Bogucki, z miną człowieka, który połknął encyklopedię politycznej bufonady, uznał za stosowne wyśmiać zdziwienie wicepremiera Radosława Sikorskiego. Stwierdził, że „ani tradycji, ani zwyczaju” nie było, by MSZ towarzyszył prezydentowi w rozmowie z prezydentem USA. W tym miejscu warto dodać, że ani tradycją, ani zwyczajem nie było też wysyłanie prezydenta z delegacją złożoną z kolegów z drużyny harcerskiej, a jednak – oto jesteśmy.
Bogucki perorował z przekonaniem człowieka, który myli protokół z poradnikiem „Jak wygrać każdą kłótnię w windzie”. Przypisał Sikorskiemu „idiotyczne wypowiedzi” i uznał, że to tłumaczy jego brak miejsca przy stole z Trumpem. Pan Zbigniew – pełen klasy jak schabowy na kryształowej paterze – nie był nawet w stanie ukryć pogardy.
Na szczęście, zanim Bogucki zdążył rozwinąć skrzydła i wylecieć poza orbitę sensu, odezwał się Andrzej Olechowski. W stylu spokojnego wykładowcy, który właśnie poprawia klasówkę pisaną kredką, przypomniał: to MSZ jest od dyplomacji, nie Kancelaria Prezydenta. A wysłanie prezydenta bez wsparcia profesjonalistów to jak wysłanie foki na rozmowy pokojowe z orką.
Dzień zakończył się jak dramat polityczny napisany przez autora kabaretu – śmiesznie, ale z zaciśniętym gardłem.
PODSUMOWANIE DNIA, CZYLI BALET NA LINIE NAD OCEANEM ABSURDU
- Karol Nawrocki odleciał do USA bez MSZ-u, bez ambasadora, ale za to z wewnętrznym przekonaniem, że selfie z Trumpem to szczyt geopolityki. Lot samolotem bez pilota, ale za to z kompletem entuzjastów historii – scena z filmu katastroficznego z elementami stand-upu.
- Radosław Sikorski w tym czasie robił rzeczy, które wymagają czytania i myślenia. Spotkał się z Markiem Rubio, wręczył mu plakat z 1989 roku i przypomniał, że polityka to nie program śniadaniowy. Uczestniczył też w uroczystości wręczenia Nagrody Solidarności, gdzie jego przemówienie wybrzmiało jak dzwon na otrzeźwieńczym balu w IPN.
- Donald Tusk ogłosił, że Polska dołączyła do „klubu bilionerów”, a Polakom przybywa pieniędzy w portfelach szybciej niż w USA czy Niemczech. „Zła wiadomość – ale tylko dla tych, co źle życzą Polsce” – powiedział i uśmiechnął się jak człowiek, który właśnie sprawdził rachunek bankowy i zobaczył tam polityczne zwycięstwo.
- Zbigniew Bogucki pojawił się u Moniki Olejnik i zademonstrował, że pewność siebie można mieć nawet wtedy, gdy nie ma się racji. Jego występ to była mieszanka kabaretu, PRL-u i gróźb karalnych – cud, że nie zakończyło się wyciągnięciem szabelki.
- Marcin Przydacz nadal ćwiczy retorykę w stylu „MSZ? A komu to potrzebne?”, jednocześnie zarzucając Sikorskiemu, że nie organizuje spotkań, mimo że właśnie takie spotkania odbywa.
- Amerykańska Polonia czeka na Nawrockiego, jakby był zespołem Mazowsze w trasie po Teksasie. Wiara w ideologiczną bliskość z Trumpem jest tak silna, że można by nią zasilać elektrownię.
- Leszek Miller przypomniał, że może czas ograniczyć rolę prezydenta do poziomu reprezentacyjnego – coś w stylu maskotki narodowej, tylko bez pluszu.
- Eksperci tonują nastroje: Trump nic nie obieca, niczego nie podpisze, wszystko przefiltruje przez Putina. Więc jeśli coś przyniesie ten lot, to może batonik z pokładu samolotu.
- Nowy sondaż sugeruje, że bez Konfederacji nie da się złożyć rządu. Czyli wszystko po staremu – bez sensu, ale z emocjami.
- Bogucki (warto powtórzyć) zaserwował wieczorem występ, który powinien być przestrogą dla wszystkich, którzy chcą łączyć arogancję z ignorancją – to wybuchowa mieszanka, ale raczej w stylu petardy z Biedronki.
Wnioski? Rząd robi swoje. Sikorski robi politykę. Tusk pokazuje wyniki. Nawrocki robi zdjęcia. A Bogucki? Bogucki robi wstyd.
Dobranoc, Polsko. Trzymaj się mocno – linia, po której idzie prezydent, może pęknąć.
Z pozdrowieniami (ale nie dla Kancelarii), Wasz KZ Bielejew Sky.

Dodaj komentarz