







Dzisiaj Polska wygląda jakby wzięła głęboki oddech – i zamiast tlenu wciągnęła dym z pożaru na granicy świata racjonalnego. Nie, nie tego fizycznego – choć i tam ciekawie. Mam tu na myśli granicę między rozsądkiem a populizmem, między narracją a rzeczywistością. Innymi słowy: granicę, którą Konfederacja już dawno przekroczyła na hulajnodze, PiS próbuje przeskoczyć w lakierkach, a Karol Nawrocki skrupulatnie odmalowuje jako świętą linię męczeństwa narodowego. Ale po kolei.
GRANICA: CZY BIAŁORUŚ SIĘ ZNUDZIŁA, CZY PO PROSTU CZAI SIĘ?
Rząd otworzył dwa przejścia graniczne z Białorusią. Hurra? Może. W pierwszym tygodniu – tylko 40 prób nielegalnego przekroczenia granicy. To tyle, co nic – szczególnie dla tych, którzy pamiętają, że niedawno było to 40 dziennie. Albo godzinowo. Albo co 17 sekund, jeśli wierzyć paskom TV Republika.
Czy to koniec wojny hybrydowej? Czy Łukaszenko rzucił ręcznik, spojrzał na globus i pomyślał: „a może by tak odpuścić Polakom”? Nie. To nie koniec. To zasadzka w wersji pasywno-białoruskiej. Taki geopolityczny przyczajony tygrys, ukryty pułkownik. Eksperci ostrzegają – i mają rację. Bo Łukaszenko to nie działacz Ligi Ochrony Przyrody. To zawodowy szachista z zamiłowaniem do blefów i pał.
Póki co mamy spokój. Ale to taki spokój, jak po zaśnięciu Brauna na mównicy – wiemy, że się obudzi i coś wykrzyczy. Najlepiej „Gestapo!” albo „Sodoma!”.
TRUMP, WITKOFF I PLAN POKOJU Z KREMLA (CZYLI SPRAWA DLA DOKTORA STRANGELOVE’A)
Bloomberg opublikował nagranie rozmowy, w której specjalny wysłannik Donalda Trumpa – niejaki Steve Witkoff – doradza rosyjskim urzędnikom, jak rozmawiać z… Donaldem Trumpem.
Witkoff, deweloper z kompetencjami dyplomatycznymi na poziomie zająca z kreskówki „Looney Tunes”, instruuje Putina, jak podejść prezydenta USA, by ten łyknął ich „plan pokojowy” jak pelikan żabę. I choć brzmi to jak parodia, jest to niestety rzeczywistość. Trump, cytując samego siebie: „This is a very standard negotiation tactic”. Tak, Donald. A standardowe są też wrzody po takiej dyplomacji.
Plan pokojowy Putina, który miałby przejść przez Trumpa i wrócić do Moskwy jako „deal of the century”, to klasyk politycznego kabaretu. Ukraina oddaje, Rosja odbiera, a Zachód… płaci rachunek.
KOŚCIÓŁ: JĘDRASZEWSKI ODPŁYWA, RYŚ WCHODZI NA POKŁAD
Wreszcie. Koniec pasterskiej epoki Jędraszewskiego. Kraków otwiera okna, wietrzy kadzidło i dmucha w dzwony z radości. Po dekadzie smogu intelektualno-duszpasterskiego zwanego „tęczową zarazą” i „ideologicznym smogiem”, abp Jędraszewski udał się na emeryturę.
Na jego miejsce wchodzi Grzegorz Ryś – człowiek, który potrafi słuchać i nie widzi wszędzie masonów, feministycznych sabatów i genderowej Armagedony. Kraków świętuje, Łódź płacze. Ryś był tam promykiem nadziei. Jędraszewski pewnie trafi do programów specjalnych TV Trwam, gdzie z pasją będzie opowiadał o zamachu na sumienie narodowe i nielegalnych tęczach w przestrzeni publicznej.
AFERA W POLSKIM KOMITECIE OLIMPIJSKIM: JUDO W GARNITURACH
W Polskim Komitecie Olimpijskim jest tak gorąco, że mogliby zorganizować Letnie Igrzyska Wewnętrznych Intryg. Radosław Piesiewicz – prezes z aspiracjami i podejściem korporacyjnym jak z katalogu 2010 roku – popadł w konflikt z niemal wszystkimi. Marian Kmita oskarża go o donosicielstwo, Adam Korol i Tomasz Chamera – o autopromocję i destrukcję. Listy do prezesa mają ostrość japońskich szabli, a ton jakby cytowali Mickiewicza, tylko zamiast „Litwo, ojczyzno moja”, pisali „Radku, ogarnij się”.
Piesiewicz został pominięty w zespole roboczym ds. organizacji Igrzysk Olimpijskich w Polsce – zamiast niego są jego wiceprezesi. Niektórym się to nie mieści w głowie, ale dla reszty to logiczne: jeśli szef walczy z ministrem sportu i własnym zarządem, to niech lepiej zajmie się sportem wirtualnym. Choć i tam byłby pewnie odwołany przez system.
CBA NA WAWELU TORUŃSKIM
Agenci CBA weszli do siedziby Fundacji „Lux Veritatis”. Zabrali dokumenty, zbadali serca i dusze, zabezpieczyli święte pendrive’y. Ojciec Rydzyk ma się stawić na przesłuchanie. Świętych krów nie ma – tak twierdzi minister Siemoniak. Choć niektórzy wciąż próbują z tego zrobić męczeńską epopeję o prześladowaniu duchowieństwa przez nowoczesność, prawo i elementarną przyzwoitość.
Fundacja może stracić nawet 210 milionów złotych. Na pocieszenie pozostaje modlitwa, Radio Maryja i głęboka nadzieja, że prokuratura nie oglądała zbyt dużo TV Trwam.
PIS NA KRAWĘDZI – I BEZ MORAWIECKIEGO
W PiS napięcia jak w kablu wysokiego napięcia bez izolacji. Mateusz Morawiecki – jeszcze niedawno twarz partii, bankier, premier, kandydat na zbawcę narodu – nie znalazł się w Radzie Programowej PiS. Michał Dworczyk, jego dawny szef gabinetu, delikatnie, acz stanowczo sugeruje, że niektórzy koledzy „grają w drużynie Tuska”. Oczywiście niechcący. Jasne.
Szykuje się więc 2027 rok bez Morawieckiego. A może z nową partią? A może z podcastem? Albo z dziennikiem „Nowy Porządek Premium”. Polityka ma to do siebie, że nie zna pustki – jeśli Morawiecki nie wróci przez drzwi, to zajrzy przez okno. A może przez TikToka.
KONSTYTUCJA PO MANOWSKU – DLA WYBRANYCH, NIE DLA WSZYSTKICH
Trybunał Konstytucyjny znów orzekł – tym razem, że przepis pozwalający sędziom na dalsze orzekanie po ukończeniu 65. roku życia, jeśli nie wystąpili o zgodę prezydenta, jest niekonstytucyjny. Z pozoru brzmi rozsądnie? Tylko że w praktyce oznacza to, że tzw. sędziowie starej daty – głównie niepokorni wobec władzy – mają zniknąć z sądów. Kto zyska? Ano sędziowie z nadania ministra Ziobry oraz… Małgorzata Manowska, która jako I Prezes SN jeszcze bardziej umocni swoją pozycję, pozbywając się niepokornych z otoczenia.
Orzeczenie zapadło w składzie, którego konstytucyjność sama w sobie jest przedmiotem sporu. Ale przecież od kiedy to Trybunał Konstytucyjny sprawdza swoje własne legalne istnienie? Mamy więc sądy, które orzekają jak politycy, polityków, którzy robią za sędziów, i system, który działa tak, jakby Konstytucja była poradnikiem „Jak wygrać wszystko bez wyborów”.
FELIETON PODPALONY – JAK HONGKONG
Na koniec: pożar w Hongkongu. Ogień, dym, śmierć. Ale to także metafora. Świat płonie. Nie tylko realnie, ale i metaforycznie. Zawodzą instytucje, politycy grają pod publikę, Kościół się rozdziela, Zachód się nie dogaduje.
I my – w tej Polsce, która czasem wygląda jak elegancka ruina po dekadzie rządów ludzi, którzy lubią tylko pamięć i martyrologię – próbujemy w tym wszystkim znaleźć coś, co nie wybuchnie nam w twarz.
Nie liczmy na spokój. Liczmy na przytomność.
Bo na końcu dnia, jedyne co nas uratuje, to nie Witkoffy, nie Ryś, nie Nawrocki, nie TSUE, nie Jędraszewski – tylko zdolność rozróżniania kiczu od wartości.
A to, niestety, nie jest dziedzina, której uczą na paskach TVP.
Dzień dobry wieczór. Polska – wersja 2025.

Dodaj komentarz