DZIEDZICTWO NETANJAHU: GŁÓD W ROLI GENERAŁA, POLSKA W ROLI WIDZA

Warszawa

Benjamin Netanjahu ma swój niepowtarzalny styl — taki, w którym realpolitik pachnie gazem łzawiącym, a pojęcie „bezpieczeństwa narodowego” mieści w sobie odcięcie wody i mąki dla całych populacji. W Gazie głód nie jest konsekwencją suszy czy przerwanego łańcucha dostaw. To produkt polityczny, zaprojektowany z zimną precyzją.

Do 9 sierpnia zmarło z niedożywienia 212 osób, w tym 98 dzieci. Save the Children ostrzega: 930 tysięcy dzieci — niemal każde — jest zagrożonych głodem. Od marca 2025 roku Izrael zamknął Gazę na cztery spusty. Światowy Program Żywnościowy i kuchnie społeczne przestały działać, bo nie miały czym karmić. W międzyczasie izraelskie MSZ publikuje filmy z uśmiechniętymi Gazańczykami i ciężarówkami pełnymi paczek, które wyglądają jak zwiastun świątecznej reklamy.

Prawdziwa cena tego obrazu? Cukier po 76 dolarów za kilogram. Mąka i ziemniaki po trzydzieści. Kobiety w szóstym miesiącu ciąży ważą 40 kilogramów, rodzą przedwcześnie, a wcześniaki leżą po pięcioro w jednym inkubatorze. Mansour Sami Abdi mówi wprost: „Kazali nam wziąć jedzenie, a potem strzelali ze wszystkich stron. To nie jest pomoc. To kłamstwo.” Mohammad Daghmeh opowiada, jak postrzelono go o trzeciej nad ranem, a mężczyzna, który próbował mu pomóc, zginął z kulą w głowie.

Eitan Rom z Breaking the Silence opisuje „żywe tarcze”: Palestyńczyk w mundurze IDF, z zawiązanymi oczami, związanymi rękami i kamerą GoPro idzie pierwszy do budynku uznanego za niebezpieczny. Jeśli wybuchnie mina, to on zginie. „Bezpieczne” w statystyce, brutalne w rzeczywistości.

Wskaźniki IPC mówią jasno: 93% mieszkańców Gazy jest w sytuacji kryzysowej lub gorszej, a 12% w fazie katastrofy, gdzie śmierć i głód są codziennością. Rashid Khalidi nazywa rzeczy po imieniu: zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo. Podkreśla, że uznanie Palestyny w granicach z 1967 roku niczego nie zmieni, jeśli nadal będzie płynęła broń i brak realnych sankcji.

Konstanty Gebert diagnozuje: Izrael jest militarnie zwycięski, ale politycznie pokonany. Wrogość wobec niego jest większa niż wobec USA w czasie Wietnamu czy Rosji w Ukrainie. I to zmiana trwała.


Tymczasem w Polsce lubimy myśleć, że żyjemy w dwóch oddzielnych krajach, oddzielonych nie rzeką, ale murem niechęci. Dane temu nie przeczą. Ostre spory toczą się głównie o aborcję, model szkoły czy niezależność mediów publicznych. W innych kwestiach — gospodarka, podatki, mieszkalnictwo, nawet podejście do wojny w Ukrainie — jesteśmy znacznie bardziej zgodni, niż sugerują telewizyjne debaty.

Wyborcy Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego różnią się drastycznie w podejściu do prawa aborcyjnego (średnia 2,23 vs 5,09 w skali od 1 do 7) czy szkoły świeckiej (2,21 vs 4,94), ale w ocenie dopuszczalności naginania prawa czy ignorowania wyroków sądów mają identyczne wyniki. Problem w tym, że media i politycy karmią nas konfliktem, bo konflikt sprzedaje się lepiej niż kompromis.


Wchodzi Karol Nawrocki, świeżo zaprzysiężony prezydent, i od razu rzuca rękawicę rządowi i Unii Europejskiej. Nie udaje, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Wchodzi na salę sejmową jak bokser na ring, wygłasza orędzie stukając palcem w blat, zapowiada walkę i zmianę konstytucji, a nie tylko blokowanie ustaw. W sprawie praworządności odwraca pojęcia, deklarując „naprawę” rozumianą jako powrót do stanu sprzed obecnego rządu.

Profesor Antoni Dudek ostrzega, że może doprowadzić do podziałów w wojsku na wzór „neosędziów” i „paleosędziów”. To oznacza, że kadencja zapowiada się nie na cichy okres kohabitacji, ale na widowisko o wysokim natężeniu dźwięku, choć o ograniczonej sprawczości.


Przygodny widz ogląda tragedię z dystansu i nie czuje się współodpowiedzialny. W Gazie i w polskiej polityce ten widz patrzy w ekran. W przypadku Gazy — na propagandowy film lub raport ONZ. W przypadku Polski — na kolejną debatę, w której nikt nikogo nie słucha.

Trzeba odrzucić świat, w którym życie ludzkie jest nic niewarte. Ani zbrodnia, ani kłamstwo nigdy nie są uprawnione. Gaza to dziś test tej zasady. Polska to test, czy potrafimy patrzeć i działać, zanim tragedia dotknie nas bezpośrednio.

Bo — parafrazując napis z muranowskiego muru — „gdzie kierujesz wzrok, tam patrzysz”. Jeśli będziemy patrzeć jak gapie, nie zauważymy, kiedy ring, na którym walczą Netanjahu i Nawrocki, stanie się naszym własnym podwórkiem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights