


Kiedy w niedzielny poranek maszynista pociągu Intercity Wisłok przejechał przez wyrwę w torach w pobliżu stacji Mika, nie spodziewał się, że stanie się bohaterem zwięzłych briefingów i Twittera. A jednak. Premier Donald Tusk potwierdził: doszło do aktu dywersji. Tak, proszę państwa, mamy już nie tylko wojnę hybrydową, ale hybrydowo-hybrydową, bo teraz i kolej, i sieć trakcyjna, i porzucony wagon są elementem frontu.
Ktoś wysadził fragment torów. W Puławach ktoś zarzucił łańcuch na trakcję, doprowadzając do zatrzymania pociągu z 475 pasażerami. A na deser, w Katowicach, we wrześniu, porzucono samotny 20-tonowy wagon węglarki, odczepiony w nocy i zostawiony niczym pułapka na bezbronnych podróżnych. Mamy sabotaż? Mamy. Mamy panikę? Też. Mamy sensowną reakcję państwa? No… mamy konferencję prasową.
Nie, nie jesteśmy w serialu Netflixa. Choć poziom absurdu i niebezpieczeństwa rośnie jak napięcie w kablach PKP.
W poniedziałek rano premier Tusk opublikował nagranie: mówi poważnie, z odpowiedzialnością. Zapewnia, że sprawcy zostaną uwięzieni, a państwo nie dopuści do chaosu. Minister sprawiedliwości Waldemar Źurek zwołuje spotkanie kryzysowe, a minister Siemoniak uspokaja, że służby pracują. Nawet prezydent Karol Nawrocki jest na bieżąco informowany. Czyli nie przeszkadza.
I tu zaczynają się schody. Bo gdy Tusk ostrzega przed zagrożeniem z Rosji, prezydent i prawica siedzą na walizkach retoryki z zeszłego sezonu. Dla Karola „Niepodpiszę” Nawrockiego to kolejna okazja, by nie zatwierdzić nominacji sędziów i oficerów wywiadu. Przecież czemu wspierać instytucje, skoro można je podkopać z pozycji moralnej wyższości. Jarosław Kaczyński w wywiadzie broni Ziobry: „w wielu sprawach miał rację”. Oczywiście, jeśli sprawami nazwiesz prokuratorskie zarzuty.
Podczas gdy państwo zmaga się z fizycznym sabotażem infrastruktury, prawica odpala sabotaż symboliczny: odrzuca unijne pieniądze na remont zabytkowej synagogi w Czarnym Dunajcu, bo „co ludzie powiedzo”. Pewnie to samo, co w czasie licytacji pamiątek po ofiarach Holokaustu w Niemczech, którą zablokowało MSZ na czele z Radosławem Sikorskim. Tam państwo zareagowało. Tu radni powiedzieli: nie, bo żydzi.
Państwo pod ostrzałem nie może sobie pozwolić na ułudę neutralności. Z jednej strony działania sabotażowe: fałszywe alarmy bombowe, werbowanie ludzi przez Telegram, fizyczne zniszczenia torów i trakcji. Z drugiej: dezinformacja, szczucie na uchodźów, gaszenie inicjatyw historycznych i kulturowych. Rosja nie potrzebuje czołgów, kiedy ma internet, narodowców i leniwe służby.
I tu należy oddać sprawiedliwość ministrom obecnego rządu. Sikorski reaguje, Źurek odbudowuje system prawny, Domański ogarnia finansowe zgliszcza zostawione przez Morawieckiego. A Tusk? Ten przynajmniej nie udaje, że nie wie, że pociąg nie ma ostatniego wagonu.
W tym klimacie coraz trudniej odróżnić tragedię od groteski. Czy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem dla państwa? Tak. Czy mamy klasę polityczną gotową z nim walczyć? W połowie. Druga połowa jest zajęta pisaniem postów na X i organizowaniem pikników patriotycznych z grillem i mszą.
A na torach – pociągi nadal jeżdżą. Trochę wolniej. Trochę bardziej ostrożnie. I z maszynistami, którzy muszą mieć oczy nie tylko na tory, ale i na polityków.
Zamiast zamykać granice serc i rozumu, czas otworzyć oczy.
Bo wojna już tu jest. Tylko nie wszyscy zdążyli wysiąść z wagonu iluzji.

Dodaj komentarz