DYPLOMACJA NA TEKTUROWYM TRONIE

Warszawa

Czwartkowe widowisko polityczne można by nazwać operetką, gdyby nie to, że za bilety płacimy wszyscy. Z jednej strony mamy Waldemara Żurka, który wreszcie odkurza sądy i zamiast przemawiać jak prorok, działa jak hydraulik – naprawia rury, którymi od lat płynęło brudne prawo Ziobry. Z drugiej – Marcin Przydacz, którego jedyną ambicją jest wyciąganie z szafy truchła „dobrej tradycji”, czyli prezydenckiego prawa do blokowania wszystkiego.

Żurek stawia zespół do spraw neosędziów – prokuratorów, którzy mają patrzeć im na ręce. Bosacki i Sikorski rozmawiają o dyplomacji jak dorośli ludzie przy stole, a nie jak dzieci w piaskownicy. Tusk buduje koalicję i cierpliwie tłumaczy światu, że Polska wróciła do gry. I nagle wchodzi Przydacz – cały na biało, jak bohater kiepskiego sitcomu – i opowiada, że to rząd winien paraliżu dyplomacji. Bo przecież jeśli w ponad połowie ambasad są tylko chargé d’affaires, to nie wina lat prezydenckiej obstrukcji, tylko… Tuska i Sikorskiego. Logika godna kabaretu „Pod Egidą”.

A nad tym wszystkim Karol Nawrocki – nowy prezydent, który zachowuje się, jakby dostał tron z tektury i teraz musi udawać, że to marmur z Carrary. Jego otoczenie rozważa wywłaszczenie ambasady Rosji, bo – uwaga – „bliskie sąsiedztwo to jakieś nieporozumienie”. Beata Kempa proponuje, żeby w miejscu ambasady zrobić Muzeum Ofiar Sowietyzmu. Pomysł jak z kabaretu: „Skoro nie umiemy prowadzić dyplomacji, zróbmy z niej wystawę”.

Żeby było weselej, w Warszawie wybuchła awantura o nocną prohibicję. Trzaskowski wycofał projekt dla całego miasta, radni PO przeforsowali pilotaż w Śródmieściu i na Pradze, a PiS wrzeszczał „hańba!”. Na sali radni skandowali, jakby to był koncert disco polo, a wiceprezydent Wiśnicki zrezygnował z funkcji, bo nie chce być „twarzą polityki społecznej na niby”. Warszawa wyglądała jak reality show: jedni chcą ratować ludzi przed alkoholem, drudzy przed samymi sobą.

W tle tego wszystkiego Żurek kpi z Nawrockiego, że niby nic nie wiedział o rakiecie, która spadła na dom w Wyrykach. „Zadziwiające” – mówi minister. Zadziwiające? To eufemizm. To tak, jakby kapitan Titanica tłumaczył, że nie zauważył góry lodowej, bo ktoś mu źle podał notatkę.

Podsumowując: mamy rząd, który coś naprawia, i prezydenta, który bawi się w udawanie cesarza. Po jednej stronie Żurek, Sikorski, Tusk i Bosacki – jak drużyna remontowa wyciągająca kraj z piwnicy. Po drugiej Nawrocki z Przydaczem – jak duet magików z taniego jarmarku, którzy próbują wmówić publiczności, że z pustego cylindra da się wyjąć dyplomację. I niestety, póki co – to my jesteśmy widownią, która musi płacić za ten cyrk.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights