
Wreszcie, po wielu miesiącach zmagań, udało się dotrzeć do recenzji pracy doktorskiej Karola Nawrockiego. Sieć Obywatelska Watchdog Polska dopięła swego, a my wszyscy możemy nareszcie poznać, co takiego napisał magister (dziś już prezydent) Karol w swojej dysertacji o oporze wobec komunizmu w województwie elbląskim. I co na to wszystko profesor Antoni Dudek, recenzent tejże pracy, znany politolog, który potem zaczął bić na alarm jak dzwon z opóźnieniem — takim co to dzwoni dopiero, jak już wszyscy są pogrzebani.
Karol Nawrocki zrobił doktorat. Tak, wiem, to brzmi jak początek kiepskiego dowcipu, w stylu: „Spotyka się doktor, prezes i prezydent… a to ciągle ten sam człowiek”. Gdyby śmieszność była walutą, to może doktor Nawrocki wreszcie zrobiłby coś sensownego dla budżetówki. Niestety, mamy tylko smutek i recenzję profesora Dudka.
Zacznijmy od tej recenzji, bo to dokument, który powinien trafić do muzeum osobliwości, zaraz obok kapsuły czasu z cytatami Mejzy. Profesor Antoni Dudek, politolog, historyk, kiedyś entuzjasta PiS-u, a dziś samozwańczy prorok upadku republiki, w czasach, gdy słońce świeciło nad Nowogrodzką, sam z uśmiechem na twarzy stawiał pieczęć aprobaty pod doktoratem Nawrockiego. W końcu wtedy było modnie — wspierać młodych, zdolnych, lojalnych i nieczytanych.
W swojej recenzji Dudek wyliczał błędy i potknięcia, jakby robił listę zakupów na promocji: literówki, nieścisłości faktograficzne, brak spójności, miejscami słabą strukturę argumentacji, czasem nieczytelną narrację, a i styl bywał — powiedzmy to łagodnie — kulawy jak polityk po wyjściu z komisji śledczej. A mimo to, na końcu recenzji stwierdził, że wszystko jest w porządku. Praca zawiera „wszystkie wymagane elementy składowe”, przypisy są „prawidłowo skonstruowane”, bibliografia istnieje (wow!), a polszczyzna — choć niedoskonała — wystarcza do celów akademickich. W związku z czym, zdaniem profesora, tekst „spełnia z naddatkiem wymogi ustawowe”, więc magister Karol zasługuje na dalsze stadia przewodu doktorskiego. Innymi słowy: walą się ściany, dach przecieka, ale piec jeszcze grzeje, więc można zamieszkać.
Od tamtej pory jednak coś się zmieniło. Dudek stracił wpływy, stołki i złudzenia. I nagle objawił się jako Cassandra III RP. Teraz siedzi, rozmyśla i bredzi o brutalności Nawrockiego, jakby dopiero co przeczytał własną recenzję i zrozumiał, że zamiast doktora wypuścił z uczelni Frankensteina.
To tak, jakby egzaminator stwierdził: „Pan oblał test z jazdy, potrącił staruszkę i wjechał w hydrant, ale podoba mi się pana kurtka, więc dostaje pan prawo jazdy.” Dziękujemy, nauka w Polsce ma się dobrze. Przynajmniej ta imitowana.
Rozprawa dotyczy „oporu społecznego wobec władzy komunistycznej w województwie elbląskim 1976–1989”, czyli tematu tak oryginalnego, że już siedemnaście innych prac pisało o tym samym, tylko lepiej. Nawrocki prawdopodobnie przewertował archiwa IPN-u, zrobił kopiuj-wklej, dorzucił kilka przypisów, z czego trzy do Wikipedii i uznał, że jest gotów na intelektualną beatyfikację.
Nie byłoby w tym nic nowego, gdyby nie fakt, że pan Karol nie jest zwykłym doktorem historii z wiejskiego domu kultury. To, z namaszczenia PiS, prezydent Rzeczpospolitej. Z tą samą subtelnością, z jaką buldożery wjeżdżają w zabytki. I teraz wszyscy mamy udawać, że mamy do czynienia z państwowcem, a nie człowiekiem, który myli badania naukowe z dekretami.
Profesor Dudek, ten sam który pracę zatwierdził, teraz bije na alarm: „Brutalny człowiek! Niebezpieczny!” Cudownie. Czyli najpierw wyposażyliśmy go w intelektualny miecz, a teraz jesteśmy zaskoczeni, że zaczął nim machać. Dudek, z recenzenta zmienił się w Syzyfa z doktoratem w ręku, próbującego wtoczyć na szczyt IPN-u rozum. Do tego dochodzi jego nowa kariera w futurologii politycznej, gdzie snuje wizje dyktatury Nawrockiego i upadku demokracji, zapominając, że jeszcze niedawno przyklaskiwał każdemu narodowo-historycznemu katarowi z Instytutu.
Czemu piszę o tym teraz? Bo jest śmiesznie. Bo w RP 2026 doktorat to nie dowód kompetencji, tylko kolejny rekwizyt z teatru absurdu. A Instytut Pamięci Narodowej? Pod zarządami Nawrockiego to już nie instytut, to osobisty teatrzyk historyczny. Tam, gdzie kiedyś naginano fakty, teraz leci kabaret polityczny. Wolność badań? Przypis do widzimisię prezesa.
A kiedy ktoś odważy się opublikować coś poza nawrockowym źreniem świadomości narodowej, to zaraz pada pytanie: „Czy kolega nie myli czasem wolności naukowej z nielojalnością partyjną?”
Dudek wie, że zrobił błąd. Tylko nie potrafi go odwołać, bo jak tu powiedzieć: „Ten, któremu dałem ocenę pozytywną, właśnie wyburza gmach, w którym pisał pracę.”
Może dziś, kiedy pada śnieg, a prezydent Nawrocki głaszcze łopatę do odśnieżania Pałacu, powinniśmy mu przypomnieć, że historia to nie broń. To lustro. Tylko że on najpierw rozbija lustro, potem każe zbierać odłamki i układać z nich obraz nowej Rzeczpospolitej. I dziwi się, że nie rani rąk.
Karolu, wróć do doktoratu. Przynajmniej tam literówki były mniejsze niż błędy w zarządzaniu państwem. A ty, Antoni, jak już koniecznie musisz ostrzegać przed ogniem, to przynajmniej nie podkładaj pod niego drewna z własnego gabinetu.

Dodaj komentarz