DLACZEGO NAWROCKI NIE POJECHAŁ DO SZARM EL-SZEJK, CZYLI O TYM, JAK POLSKA STRACIŁA SZANSĘ NA SELFIE Z POKOJEM (I ZE SPÓŹNIONYM TRUMPEM)

Warszawa

W Egipcie wszystko gotowe – reflektory błyszczą, czerwony dywan wypolerowany, a dyktatorzy i monarchowie ustawieni w kolejce po błogosławieństwo od Donalda Trumpa. Problem w tym, że Trump jeszcze nie dojechał. Wciąż tkwi w Jerozolimie, bo w Knesecie został tak długo oklaskiwany, że nawet marmurowe kolumny dostały zakwasów. Rozgadał się, jak to on, do tego stopnia, że świat musiał chwilowo wstrzymać oddech.

Moja córka przeszła na judaizm” – oznajmił z dumą, jakby to miało stanowić dowód na jego osobisty wkład w pokój na Bliskim Wschodzie. Potem jeszcze coś o ośmiu wojnach, które zakończył w dziewięć miesięcy, o cudzie w Gazie i o tym, że „Bóg chce pokoju na wieczność”. W tym tempie, zanim doleci do Egiptu, pewnie zdąży ogłosić się prorokiem, wynalazcą pustyni i jedynym człowiekiem, który zrozumiał Mojżesza.

Świat więc czeka na spóźnionego Trumpa, a wraz z nim czeka cała delegacja przywódców gotowych przyklasnąć jego cudowi pokoju. Wśród nich zabraknie jednak Polski. Prezydent Nawrocki nie pojechał.

Dlaczego? Możliwości są trzy. Po pierwsze – nie zaprosili. Po drugie – nie zdążył się spakować, bo szukał czystej koszuli po sobotnim marszu. Po trzecie – ktoś w Białym Domu przypomniał sobie, że „prezydent Polski” to ten pan od zniczy, kibiców i zdjęć z czekoladowym orłem.


PREZYDENT W DOMU, CZYLI POLSKA W CIENIU ŚWIATA

Trudno orzec, czy Nawrocki się obraził, czy po prostu przestraszył. W końcu taki szczyt to poważna sprawa – trzeba mówić o pokoju, rozumieć różnicę między Izraelem a Iranem i wiedzieć, kto jest kim w świecie, w którym nikt nie nosi biało-czerwonej opaski na ramieniu. Poza tym – tam będą ludzie z klasą. A on ma co najwyżej klasę C, w sensie certyfikatu na prowadzenie wózka z retoryką narodową.

Może też uznał, że po sobotnim marszu PiS-u lepiej się nie wychylać. Bo jak tu mówić o pokoju, skoro Bąkiewicz krzyczał o „kosach gotowych do użycia”? Nawrocki nie miał gdzie jej schować – w walizce nie mieści się ani kosa, ani poczucie przyzwoitości. A poza tym, zanim wyjechałby z kraju, musiałby najpierw ustalić, czy przypadkiem nie jest antysemitą, antyarabem czy tylko antyeuropejczykiem. Bo w jego środowisku to wciąż temat otwarty, dyskutowany na zebraniach przy zamkniętych drzwiach.


PAŁACOWE DYLEMATY I CZARNE RADY

W Pałacu zapewne panuje teraz gorączkowa analiza: „Czy powinniśmy się cieszyć, że Trump zakończył wojnę, czy martwić, że znowu coś zrobił bez nas?” Rada Prezydencka, złożona z Czarnka, Cenckiewicza i paru duchów narodowej dumy, na pewno to rozważa. Prawdopodobnie przy stole z herbatą z torebki, bo kawy im jeszcze nie zafundowano.

Czarnek doradza zapewne ostrożność – żeby przypadkiem nie pochwalić Żyda ani Araba. Cenckiewicz analizuje zdjęcia Trumpa pod kątem symboliki masońskiej, a Nawrocki kiwa głową, czekając, aż ktoś z Konfederacji powie mu, co myśleć. Bo prezydent nie działa pochopnie – on musi mieć wytyczne, najlepiej w formie mema.


POLITYKA NA WSTYD, NIE NA WIZYTĘ

Pamiętajmy, że obóz Nawrockiego przez lata miał problem z ustaleniem, czy Izrael jest naszym przyjacielem, czy może tylko tym sąsiadem, który pożyczył książkę o Holokauście i nigdy nie oddał. Raz byli „za Izraelem”, bo Trump był za, innym razem – przeciw, bo w TV Republika i Trwam mówili, że Żydzi chcą nam odebrać kamienice. Arabski świat też nie miał szczęścia: przez chwilę był nadzieją, potem zagrożeniem, a teraz jest tylko miejscem, gdzie „nie warto inwestować, bo piasek się sypie do butów”.

Więc może dobrze, że nie pojechał. Bo gdyby się zjawił, mógłby próbować rozmawiać z Trumpem o wspólnych wartościach – jak miłość do siły, pogarda dla wiedzy i pasja do murów. A Trump mógłby go objąć i powiedzieć: „You’re doing great, Karol!” – a to mogłoby wystarczyć, by prezydent ogłosił dzień Trumpa w Polsce.


EPILOG: POLSKA NIEOBECNA, ALE ZA TO DUMNA

I tak, gdy świat rozmawia o pokoju, Polska znów stoi w drzwiach, machając flagą i sprawdzając, czy ktoś przypadkiem nie zapomniał o niej wspomnieć. Bo przecież jesteśmy ważni! Tylko nikt nie zauważył, że nasze miejsce przy stole dawno zajęli inni – ci, którzy mają coś więcej niż kosy, cytaty z Jana Pawła II i ministra edukacji w roli rzecznika narodu.

Nawrocki nie pojechał do Szarm el-Szejk. Może nie było biletu, może odwagi. A może po prostu wstyd – bo trudno mówić o pokoju, gdy u siebie trzyma się na etacie Bąkiewicza, a pod ręką stoi kosa.

Trump tymczasem wciąż w drodze – Air Force One krąży nad Synajem, a świat wstrzymuje oddech, zastanawiając się, co jeszcze zdąży powiedzieć przed lądowaniem. Bo jeśli historia czegoś nas uczy, to tego, że Trump nigdy nie kończy tam, gdzie planowano.

Świat czeka. Na pokój, na Trumpa, i na jego ego show.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights