
Witajcie w sobotę, moi ulubieni konsumenci politycznego popcornu. Dziś, jak co tydzień, rozsiądźmy się wygodnie w fotelach rzeczywistości, otuleni pledem cynizmu i popijając letnią herbatkę z rozczarowań. Przed Wami odcinek specjalny: międzynarodowy cyrk dyplomatyczny, lokalne kabarety sejmowe, rozdział z „Mrocznych baśni o wymiarze sprawiedliwości” oraz dramat w odcinkach pt. Szymon, który chciał być mądrzejszy niż wygląda.
SEGREGACJA SALONOWA NA MANHATTANIE
Na początek przenosimy się do Nowego Jorku, gdzie odbyła się tradycyjna parada ego zwana Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Przy mikrofonach — wszyscy, którzy mają coś do powiedzenia, a jeszcze więcej do zatuszowania. Kiedyś stali tam Fidel z cygarem, Reagan z miną ojca chrzestnego świata wolnego, Arafat z chustą i przeszłością, o której nie mówi się głośno. Dziś? Przemawiał Karol Nawrocki, a sala świeciła pustkami tak bardzo, że echo jego słów musiało się odbijać aż od szklanych ścian Doliny Krzemowej.
Nawrocki — samozwańczy obrońca cywilizacji przed zielonym ładem, emigrantami i… zdrowym rozsądkiem — wysłał list miłosny do Donalda Trumpa, w którym zabrakło tylko czerwonego wosku i podpisu „Twój Karolek”. W jego wersji świata, ONZ to przeszkoda, imigranci to plaga, a CPK to Mesjasz przyjeżdżający pociągiem z prędkością 250 km/h.
NETANJAHU, CZYLI „SPARTA” W KLAPKACH ADIDASA
Obok, na tej samej nowojorskiej scenie, Beniamin Netanjahu — człowiek, który próbując być Churchillem, coraz bardziej przypomina Brama z „Rodziny Soprano”. W przemówieniu, które równie dobrze mogłoby być wygłoszone z pokładu F-16, porównał państwo palestyńskie do… Al-Kaidy pod Manhattanem. Subtelność? Oczywiście, że nie. On nie rozlewa mleka — on wylewa napalm.
Gaza płonie, świat liczy ciała dzieci, a Netanjahu — z błyskiem samozadowolenia w oku — mówi, że „Izrael dobrze karmił Palestyńczyków”. Tak. I Titanic miał doskonały system klimatyzacji.
W POLSCE JAK W SĄDZIE: RZECZYWISTOŚĆ NA PAPIERZE, KREW NA TOGACH
Wracamy do Polski, gdzie prawo i sprawiedliwość rozjechały się na zakręcie jak stary Polonez na zimowych oponach. Trybunał Stanu zamienił się w Fame MMA dla togowych dziadów. Przewodniczący Trybunału wyzywa innych sędziów, niemal spycha ich z krzeseł, a decyzje wydaje w trzyosobowym gronie jakby grał w Uno zamiast rozpatrywać immunitety.
To wszystko to nie są żadne „wypadki przy pracy”, tylko starannie zaplanowana demolka systemu. Ziobro z Kaczyńskim zbudowali z wymiaru sprawiedliwości trampolinę dla swoich partyjnych koleżków. A dziś? Nawet najwięksi reformatorzy nie mogą się odbić — bo sprężyny tej trampoliny są zardzewiałe, a prawo zostało przykręcone na śrubki z bazaru.
HOŁOWNIA: SĘDZIA ANIELSKI Z ŁOMEM W KIESZENI
I tu, drodzy czytelnicy, przechodzimy do prawdziwego crème de la crème politycznego kabaretu: marszałek Sejmu, Szymon Hołownia. Mężczyzna z twarzą kaznodziei i decyzjami handlarza używanymi samochodami. Głosuje z prezydentem Nawrockim w sprawie CPK i mówi, że „to nie narusza koalicji”.
Oczywiście, że nie narusza! To po prostu zdrada z elementami slow dance. Tusk, z miną ojca, który właśnie odkrył, że jego syn przepił stypendium, mówi, że „jest mu przykro”. Kosiniak-Kamysz? Udaje, że nie słyszy. A Hołownia? Jak dzieciak przyłapany na kradzieży cukierka mówi, że „to tylko test smaku”.
CPK: CZYLI CYRK POD KONTROLĄ
Prezydencki projekt o Centralnym Porcie Komunikacyjnym wrócił do obiegu politycznego jak bumerang z przyklejonym logo PiS. I co robi Hołownia? Zamiast rzucić go do kosza, odbija jakby chciał powiedzieć: „Dobrze, ale tym razem spróbujmy na serio”.
I teraz wszyscy udają, że ten projekt nie był przez lata symbolem megalomanii i pustych obietnic. A prezydent Nawrocki dziękuje jakby właśnie przegłosowano Plan Marshalla 2.0. Może za tydzień zaproponuje budowę kosmodromu w Suwałkach?
TUSK: KAPITAN STATKU WŚRÓD GUMOWYCH ŁODZI
Na tym tle Donald Tusk jawi się jak człowiek, który wszedł na scenę po trupach chaosu, tylko po to, by odkryć, że orkiestra gra dalej — ale każdy coś innego. I mimo wszystko, próbuje dyrygować. Czy mu się uda? Może. Ale żeby naprawić wymiar sprawiedliwości, koalicję i rzeczywistość — będzie musiał jednocześnie grać w szachy, warcaby i bierki. Lewą nogą.
A NA KONIEC ONZ, CZYLI NAWET GŁUCHY SŁYSZY
Na forum ONZ cały świat udaje, że nadal da się rozmawiać. Nawrocki mówi, że słucha Trumpa, Trump mówi, że ONZ jest niepotrzebna, Netanjahu krzyczy, że Palestyna to Al-Kaida, a Putin nie mówi nic, bo akurat spuszcza bombę na coś, co wyglądało kiedyś jak szpital.
ONZ tonie w oparach hipokryzji jak Titanic w pianie prosecco. I chociaż wiemy, że nic z tych debat nie wynika, to dobrze, że się odbywają. Bo jak wiadomo — nic tak nie spowalnia upadku cywilizacji, jak wspólna narada.
NA KONIEC: ZIEMIA WCIĄŻ SIĘ KRĘCI
I tak kończy się nasz sobotni przegląd. Nadzieja? Bywa. Rozczarowanie? Codziennie rano. Ale przynajmniej mamy Tuska, który stara się prowadzić ten wózek po bruku historii, nie zważając na to, że ciągnie go też Hołownia, Kosiniak i banda byłych PiS-owców w przebraniu inżynierów od lotnisk.
Miłej soboty. I nie zapomnijcie — jeśli polityka was nie śmieszy, to znaczy, że już was zniszczyła.

Dodaj komentarz