CZWARTEK W TRYBIE GLOBALNEJ PANIKI, CZYLI JA W TORONTO, ŚWIAT W PŁOMIENIACH, A POLSKA W TRADYCYJNYM ROZMACHU ABSURDU

Warszawa

Południe w Toronto, prawie wieczór w Polsce. Ja po pierwszym wykładzie, po obowiązkowej rundce po lobby Rotman School — gdzie nikt (powtarzam: nikt) nie zapytał mnie co tam w Polsce. Albo Kanada mnie wreszcie uznała za swojego, albo Polska na chwilę przestała istnieć, co zresztą trudno byłoby odróżnić, bo w naszym kraju znikanie zdrowego rozsądku jest procesem stałym, systemowym i wykonanym w najwyższej klasie politycznego rzemiosła.

Uciekałem więc do mojego przeszklonego jak gigantyczne akwarium gabinetu, włączyłem TVN24 i komputer. I jest. Moje ukochane źródło codziennej absurdologii stosowanej. Ciśnienie poszybowało — a jakże — zegarek potwierdził. Stary jestem, ale zegarek mam nowoczesny, taki z bajerami, które udają bycie lekarzem. Wodotrysku jedynie brak, ale Apple już nad nim pewnie myśli.

Zresztą — ja jestem nowoczesny gość. Używam tempomatu (nawet wiem jak wyłączyć), umiem korzystać z aplikacji parkingowej, a samochód sam parkuje, co oznacza, że Kanada bierze za mnie odpowiedzialność. I bardzo dobrze, ktoś wreszcie powinien.

Ale miało być o świecie, nie o mojej brawurowej przyjaźni z technologią.


SAFE, CZYLI POLSKI SERIAL POLITYCZNY W KONWENCJI FANTASY

Premier Donald Tusk, człowiek, który naprawdę chciałby pracować, znów musi prosić prezydenta Karola “Zaraz-to-przeczytam” Nawrockiego o podpisanie ustawy. Trzy postulaty. Proste, klarowne, oczywiste. Ale wiadomo — jak coś jest oczywiste, to dla obozu prezydenta jest podejrzane.

Tymczasem Nawrocki, wyposażony w najnowszą wersję narodowego generatora mgły, przedstawia polski SAFE zero procent. Zero procent, zero konkretów, zero sensu. Za to sto procent politycznej aromaterapii w stylu Nowogrodzkiej.

Glapiński — w roli maga ekonomii — mówi, że nic nie przedstawił, nic nie wiadomo, ale wszystko jest świetne. Jak zwykle. Złoto wróci, rezerwy nie spadną, pieniądze będą, ale jeszcze nie wiadomo skąd.
Ekonomia Schrödingera: budżet jednocześnie istnieje, nie istnieje, jest w deficycie i przynosi zyski.

Czarzasty jak zwykle poszedł w kabaret: skoro NBP magicznie wytwarza 200 miliardów, to przeznaczmy je na ochronę zdrowia. A czemu nie — skoro jesteśmy już w świecie czarów, to może i smok wawelski dostanie dotację na rozwój skrzydeł.

A Schetyna? Ten po prostu podsumował: żadnych liczb, żadnych konkretów, czysta propaganda. I trudno się nie zgodzić — SAFE zero procent to jak reklama garnka, który gotuje sam: oglądasz, zachwycasz się, po czym przychodzi paczka, otwierasz, a tam… ulotka i obietnica, że kiedyś garnek zostanie dowieziony przez wróżkę.


TRUMP, CZYLI CZŁOWIEK, KTÓRY POTRAFI POMYLIĆ HISTORIĘ WŁASNEJ RODZINY I JESZCZE SIĘ TYM SZCZYCIĆ

Trump znów przemówił — a świat znów złapał się za głowę. Najpierw stwierdził, że jego ojciec urodził się w Niemczech. Po raz kolejny.
Jego bratanica już nawet nie prostuje — ona wydaje komunikaty sanityzacyjne, bo to, co wypływa z ust prezydenta USA, kwalifikuje się jako zagrożenie dla pamięci historycznej ludzkości.

W dodatku Trump oznajmił, że musi być zaangażowany w wybór nowego przywódcy Iranu. Bo czemu nie? Skoro myli własnego ojca z dziadkiem, to dlaczego miałby nie pomylić ustroju Teheranu z wyborem Miss Universe?

A jego komentarze o Hiszpanii, NATO, ropie i Wenezueli to już gotowy scenariusz stand-upu politycznego.
Gdyby głupota była ropą, Trump byłby najbogatszym człowiekiem w galaktyce i jeszcze sprzedawałby baryłki samego siebie.


BLISKI WSCHÓD: PLANETA WOJNY, PLANETA CHAOSU

Z głośników TVN24 płynie geopolityczna opera mydlana: drony nad Dubajem, rakiety nad Bahrajnem, Bejrut w korku, Izrael bombarduje Trypolis, Iran strzela gdzie popadnie, a amerykańskie bombowce szykują się do ataku numer nieskończoność.

Sytuacja przypomina wielką mapę ryzyka, na której każdy punkt świeci się na czerwono i krzyczy uwaga, głupota polityczna w natarciu.
A generałowie grożą nawzajem, jakby byli bohaterami taniej gry RPG z lat 90.:
„Jeśli to zrobicie, odpowiemy z kosmosu!”,
„A my mamy drony wersja PRO!”,
„A my zrobimy to szybciej!”.

W tle cywile uciekają, miasta płoną, a świat z przerażeniem patrzy, jak konflikt, który miał trwać dwa dni, przeradza się w setny odcinek globalnego dramatu.


EUROPA: ZDZIWIONA, OBURZONA, POGRĄŻONA W DYLEMATACH

Hiszpania nie chce użyczyć baz USA. Trump grozi handelkiem. Macron mówi, że atak jest nielegalny, ale cel szczytny.
UE próbowała ewakuować ludzi, zorganizowała sześć lotów, a reszta kontynentu zastanawia się, czy przypadkiem nie wracamy do epoki, w której mapa świata była rysowana flamastrem przez ludzi w stanie emocjonalnej niestabilności.


POLSKA: KIEDY ŚWIAT SIĘ PALI, MY DEBATUJEMY O AGRESYWNYCH KRETYNIZMACH

Patryk Jaki znów zabłysnął, tym razem twierdząc, że SAFE to lichwa.
Sikorski odpowiedział, że może warto wprowadzić procedurę odbierania doktoratów za „szerzenie agresywnych kretynizmów”.
I to jest właśnie ten poziom debaty publicznej, którego nie dostarczy ci ani Iran, ani Izrael, ani nawet Trump.
To jest nasz produkt narodowy — eksportowany, ale nikt nie chce go importować.


EKONOMIA: ŚWIAT ZACZYNA LICZYĆ STRATY, A POLSKA LICZY NA CUD

Ceny ropy idą w górę. Surowce wariują. Rynek finansowy trzęsie się jak kot na lodzie. Inwestorzy przerzucają pieniądze między złotem a obligacjami z szybkością, którą można by opatentować.

Glapiński obniża stopy procentowe, jednocześnie mówiąc, że zebrały się czarne chmury i trzeba być ostrożnym.
To trochę jak kierowca, który naciska gaz, mówiąc jednocześnie: „Ależ jedziemy na krawędzi przepaści, proszę zapiąć pasy”.

Prognozy PKB są dobre, inflacja pod kontrolą, ale wszystko to może polecieć w kosmos, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej niż sezon serialu, co jest bardzo prawdopodobne.


ŚWIAT PŁONIE, JA PIJĘ KAWĘ, A POLITYCY WCIĄŻ MYŚLĄ, ŻE SĄ MĄDRZEJSI NIŻ RZECZYWISTOŚĆ

Czwartek kończy się globalnym chaosem, lokalną farsą i kosmiczną dawką politycznego kabaretu.
A ja siedzę w moim akwarium w Toronto, patrzę na świat i myślę, że jedyną stabilną rzeczą na tej planecie jest… to, że nic nigdy stabilne nie będzie.

I w sumie dobrze. Mam 72 lata, czuję się świetnie, jestem nowoczesny, mam tempomat i kawę.
A reszta świata? Cóż — niech próbuje dogonić mój spokój.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights