CZWARTEK W KRZYWYM ZWIERCIADLE

Warszawa

Czwartki kiedyś pachniały szkolną stołówką i perspektywą piątkowego luzu. Dzisiejsze czwartki pachną raczej prochem, kurzem archiwów i oparami hipokryzji. Spróbujmy więc zasnąć po takiej dawce newsów.

Donald Trump w Londynie znów zrobił to, co umie najlepiej: urządził złotą operę na koszt gospodarzy. Karol III i Keir Starmer w roli suflerów, orkiestra gra Schuberta i Rolling Stonesów, a prezydent USA opowiada, że Brytyjczycy i Amerykanie to „dwie nuty w jednym akordzie”. W zamian Trump obiecał 150 miliardów dolarów inwestycji – czyli drobną resztkę z budżetu na nową salę balową w Białym Domu. Lekcja? Wystarczy zastawić się i postawić się, by Trump poczuł się jak w domu. Najlepiej – złotym.

Tymczasem w Polsce Waldemar Żurek ogłasza, że bierze neosędziów pod lupę, jak ogrodnik chwasty. Zapowiada pozwy regresowe i dyscyplinarki, a w tle widać Ziobrę i jego ekipę, jak duchy na opuszczonym planie horroru. Słowem – po latach bylejakości, ktoś wreszcie sprząta ten sądowy śmietnik.

Na drugim biegunie – Małgorzata Manowska i jej Trybunał Bezprawia. Trzech sędziów urządza sobie tajne posiedzenie w Sądzie Najwyższym i decyduje o jej immunitecie, jakby grali w karty w piwnicy. Jedni mówią: „bezprawne”, drudzy: „wspaniale zgodne z kodeksem”. Efekt? Immunitet nietknięty, a państwo prawa wyśmiane.

Warszawa serwuje swój kabaret. Rada miasta kłóci się o nocną prohibicję, radni skandują „hańba!”, jakby to była gala MMA, a wiceprezydent Wiśnicki rezygnuje, bo nie chce być twarzą polityki „na niby”. Trzaskowski manewruje między zakazem na całe miasto a pilotażem w dwóch dzielnicach, a mieszkańcy zastanawiają się, czy chodzi o ich bezpieczeństwo, czy o lobby sklepów monopolowych.

Karol Nawrocki i jego wierny Przydacz snują z kolei swoje dyplomatyczne bajania. Winą za brak ambasadorów obarczają Tuska i Sikorskiego, choć sami stoją jak dzieci pod drzwiami wielkiej polityki, czekając, aż ktoś im poda klucz. Do tego otoczenie Nawrockiego marzy o wywłaszczeniu rosyjskiej ambasady i postawieniu w jej miejscu Muzeum Ofiar Sowietyzmu. Zamiast prowadzić poważną politykę, chcą budować skansen.

Na tle tej groteski Kosiniak-Kamysz podpisuje w Kijowie trzy porozumienia z Ukrainą – wygląda na jedynego, który traktuje państwo jak państwo, a nie jak dekorację. GUS informuje, że średnie wynagrodzenie wzrosło o 7,1 proc., ale zatrudnienie spadło. Polacy mogą się więc pocieszać: pracy mniej, ale jak już ktoś ma, to przynajmniej lepiej płatną. Pocieszenie jak cukierek bez cukru.

A na świecie? Uchodźcy w Gazie uciekają przed izraelską ofensywą, Putin usuwa ostatniego przeciwnika wojny ze swojego otoczenia, a Emmanuel Macron szykuje się do udowodnienia w sądzie, że jego żona jest… kobietą. Widać, że świat oszalał, tylko każdy na swój sposób.

Podsumowując: czwartkowy teatr polityczny rozciągał się od złotych sal balowych w Windsorze, przez sejmowe piwnice, po ulice Warszawy. Gdyby ktoś to zebrał w jeden scenariusz, powstałaby tragifarsa w pięciu aktach. My jednak zamiast braw dostajemy kolejny rachunek – bo to wszystko dzieje się na nasz koszt. Dobranoc.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights