



Jeśli ktoś łudził się, że poniedziałek 24 listopada przyniesie przełom w sprawie pokoju na Wschodzie, to dziś może już spokojnie rozprostować zmarszczki rozczarowania. Przełomu nie ma, za to jest spektakl — z udziałem Trumpa, Putina, europejskich przywódców, Nawrockiego w Pradze i Tuska w Afryce. Polska tymczasem gra rolę widza na stojąco, który co chwila dostaje od sąsiada w łokciem w bok.
PLAN, KTÓREGO AUTOREM JEST (ALE MOŻE NIE JEST) TRUMP
Zaczęło się od 28-punktowego planu pokojowego ujawnionego przez Axios. Jego treść wygląda jak prezent od Mikołaja dla Putina. Ukraina miałaby zrzec się Donbasu — również tej części, której Rosja nie zdobyła — zredukować swoją armię do 600 tys. żołnierzy, wpisać w konstytucję rezygnację z NATO i pogodzić się z wiecznym sąsiedztwem niedźwiedzia, który nie obiecuje więcej nie gryźć, ale „nie planuje”.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby tego planem pokoju. To raczej protokół kapitulacyjny z klauzulą amortyzującą ego Trumpa. Co ciekawe — autorstwo planu pozostaje niejasne. Jedni mówią, że to dzieło administracji USA, inni — że więcej tam rosyjskiego tuszu niż amerykańskiego atramentu.
EUROPA KONTRA BIAŁY DOM
Europejczycy odpowiedzieli kontrpropozycją. Również w 28 punktach, ale w wersji pozbawionej rosyjskiego cudzysłowu. Ukraina może mieć armię do 800 tys., przystąpienie do NATO ma pozostać możliwe, a granice nie będą oddawane na tacy. Co więcej, gwarancje bezpieczeństwa mają przypominać art. 5 NATO, a nie paragrafy z traktatu monachijskiego.
Donald Tusk, przebywający akurat w Luandzie, mówił wprost: „Część z tych propozycji jest nie do zaakceptowania”. Dyplomatyczny język, ale wyraźnie słychać w nim zgrzytanie zębami. Europejczycy wiedzą, że amerykański plan, jeśli zostanie przyjęty, nie tylko pogrzebie Ukrainę, ale rozszczelni bezpieczeństwo całej UE.
A gdzie w tym wszystkim Polska?
ZOSTALIŚMY WYCIĘCI. DOSŁOWNIE
Format genewski — czyli miejsce, gdzie USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja i Ukraina dogadują plan — nie przewidywał zaproszenia dla Warszawy. Tłumaczenie, że to tylko techniczna faza, przypomina zapewnienia, że nie jesteśmy zaproszeni na ślub, ale na pewno dostaniemy pocztówkę. Nawet włoska premier Giorgia Meloni znalazła się przy stole. Polska — nie. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, że od 2022 roku byliśmy głównym hubem wsparcia dla Ukrainy.
Szczęśliwie, po poniedziałkowym briefingu Tuska i cichych interwencjach, głos poparcia dla udziału Polski wyraziła Ursula von der Leyen i Friedrich Merz. Czy coś z tego wyniknie? Nie wiadomo. Na razie wiemy tylko, że jeden z punktów planu dotyczył rozmieszczenia myśliwców w Polsce — o czym Polacy dowiedzieli się z prasy.
NAWROCKI W PRADZE, TUSK W AFRYCE, BRAUN W SONDŻACH
Prezydent Nawrocki tymczasem ruszył do Pragi, by wygłosić przemówienie o Unii, której nie lubi, ale do której chce należeć. Zgłosił pomysł likwidacji stanowiska, które kiedyś piastował Donald Tusk, krytykował federalizację, ale zapewnił, że Polska nie jest wrogiem Unii. To była próba połączenia eurosceptycyzmu z proeuropejską deklaracją — jakby ktoś próbował połączyć wodę z ogniem i sprzedać to jako nowy napój energetyczny.
A jeśli komuś mało absurdu, to wystarczy spojrzeć na sondaże: PiS tonie, Morawiecki został wycięty z Rady Programowej partii, za to Konfederacja Korony Polskiej zyskuje poparcie. Braun rośnie, bo – jak mówią analitycy – „prawicowy wyborca chce hardcoru”. I wygląda na to, że go dostanie.
I NA KONIEC: JAD WASZEM, ZEŁENSKI I OGIEŃ Z PRZESZŁOŚCI
W poniedziałek MSZ wezwało ambasadora Izraela w sprawie kontrowersyjnego wpisu Jad Waszem. Premier Tusk odpowiedział stanowczo i precyzyjnie, pokazując, że Polska potrafi bronić się w sytuacjach dyplomatycznych — o ile akurat nie jest pomijana przy negocjacjach pokoju w Europie.
Zełenski został oficjalnie zaproszony do Warszawy przez prezydenta Nawrockiego, który wcześniej odmówił podróży do Kijowa. Może to oznaczać, że wreszcie dojdzie do spotkania dwóch prezydentów — chociaż z dotychczasowego tempa wynika, że szybciej spotkają się aktorzy z serialu o tym spotkaniu.
Z produkcją przemysłową w Polsce jest nieco lepiej (+3,2 proc. rok do roku), ale to nie przesłoni ogólnego chaosu. Trump twierdzi, że wkrótce będą „dobre wiadomości”. Kreml mówi, że nic nie wie. Europa mówi, że nie akceptuje. A Polska? Polska, jak zwykle ostatnio, może mówić, ale czy ktoś nas słucha?
Zatem poniedziałek zamykamy pytaniem: czy czeka nas pokój, który będzie pokojem tylko z nazwy? I czy Polska będzie współautorem scenariusza — czy tylko statystą z jedną kwestią: „prosimy nie przeszkadzać”?
Czekając na Godota, który tym razem ma na głowie blond grzywę i numer do Putina w kieszeni.

Dodaj komentarz