
Donald Trump – człowiek, który myśli, że geopolityka to rozdział w jego autobiografii pisanej szminką na lustrze – właśnie postanowił wypowiedzieć wojnę Europie. A właściwie: jej portfelowi. Od 1 lutego cła w wysokości 10% na towary z ośmiu krajów. Od 1 czerwca – już 25%. Tak, dwadzieścia pięć. To nie jest polityka. To jest zemsta egocentrycznego bazarowego szamana, który zamiast grzechotki ma pieczęć prezydencką.
Dotknięte państwa – Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Niemcy, Francja, Holandia i Wielka Brytania – zostały wpisane na listę nieprzyjaciół, bo nie oddały mu Grenlandii. Bo śmiały postawić się szaleńcowi z atomowym guzikiem i ilorazem inteligencji oscylującym wokół temperatury topnienia lodowca.
Trump tłumaczy, że cła to „obrona pokoju światowego”. To mniej więcej tak, jakby Putin uzasadniał inwazję na Ukrainę potrzebą eksportu radości. I tak jak tamten, Trump myśli kategoriami siły. Rozpycha się w NATO jak pijany wujek przy stole, zabierający wszystkie śledzie i opowiadający, że za młodu wygrał Zimną Wojnę sam – przy pomocy Twittera i tupeciku.
ZIMA HANDLOWA – LODOWA DYKTATURA KRETYNA
Grenlandia to pretekst. Pretekst do pokazania mięśni. Nie tych od myślenia, tylko tych napompowanych przez Fox News i kompleks Napoleona na koksie. Bo Trump wie, że Arktyka to dziś nowa Ziemia Obiecana – pełna ropy, gazu, metali ziem rzadkich i szlaków, które skracają dostawy z Chin. Wie, że Rosja się sypie, a Chiny właśnie kłócą się z Unią. Wie też, że Europa jest miękka jak ser pleśniowy w saunie. Więc uderza. Głównie słowem, czasem cłem, ale zawsze głupotą.
Kiedy Europa próbuje rozmawiać – Trump strzela. Kiedy Dania mówi „nie jesteśmy na sprzedaż” – Trump mówi „25% i po sprawie”. Kiedy Macron mówi „non” – Trump go przedrzeźnia, naśladuje jego akcent i grozi sankcjami. Jakby był bohaterem kreskówki z lat 90., który wpadł do świata rzeczywistego i dostał dostęp do kodów startowych.
POLSKA – KOLONIA ENTUZJAZMU DLA SZALEŃSTWA
A w Polsce? Tu już powstają szkoły jego imienia. W Toruniu być może Trump zostanie świętym patronem mediów. Nawrocki, który myli suwerenność z podległością, trzyma jego zdjęcie między modlitwą za IPN a planem wycieczki do Waszyngtonu. PiS i Konfederacja widzą w nim męża opatrznościowego – takiego z brokatem, kapeluszem z piór i pancerzem z ego.
Polscy wielbiciele Trumpa zdają się nie rozumieć, że jeśli Trump wprowadza 25% cła na towary z Niemiec czy Francji, to pośrednio uderza też w nas. Bo łańcuchy dostaw to nie jest magiczny tunel z Niemiec do USA. To złożony system, w którym Polska też siedzi – jak uczeń, który robi notatki na lekcji, ale ktoś mu podpala plecak.
NOWA ARKTYCZNA ZIMNA WOJNA, CZYLI GŁUPOTA W ROLI LODOWEGO KRÓLA
W tle mamy oczywiście wielką grę: Chiny, Rosja, Indie, nowa polityka siły, upadek mitu Zachodu. Ale zamiast mędrców na scenie mamy performera, który na konferencjach bezpieczeństwa recytuje fragmenty swojego ego i grozi państwom sojuszniczym jakby to była walka o ostatnie parówki w Lidlu.
Putin? Zimny cynik z ręką w szafie z trumnami. Xi Jinping? Gracz, który rozdaje karty z własnej talii. A Trump? Trump to dealer z Monopoly, który spalił instrukcję, ugryzł kostkę i twierdzi, że właśnie przejął parkowanie przy Banku Światowym.
CO TERAZ?
Nie wiadomo. Ale wiadomo, że Trump nie przestanie. Bo nie musi. Bo nikt nie ma odwagi go zatrzymać. Bo świat boi się śmieszności bardziej niż wojny. Bo my – Europa, NATO, Polska – wciąż udajemy, że to tylko teatr. A to nie jest teatr. To tragifarsa z realnymi konsekwencjami.
Grenlandia nie jest stawką. Stawką jest porządek świata. Tyle że stery trzyma człowiek, który nie odróżnia Arktyki od Antarktydy, ale bardzo chce tam postawić pole golfowe.
Trzymajcie się, lodowce. Nadchodzi Donald. Z cłem w jednej dłoni i absurdem w drugiej.

Dodaj komentarz