

Niech to będzie jasne od początku: jeśli wciąż są ludzie, którzy widzą w Romualdzie Rajsie ps. „Bury” bohatera, to znaczy, że Polska naprawdę leży twarzą w błocie i jeszcze się tym błotem chełpi.
Ten tekst Anety Prymaki-Oniszk (link: https://www.newsweek.pl/historia/morderczy-rajd-romualda-rajsa-burego-do-uciekajacych-z-plomieni-strzelano/vks1zcr) powinien być lekturą obowiązkową – nie dla licealistów, bo to za ciężkie, ale dla każdego polityka, historyka, każdego Bąkiewicza, każdej pani z IPN, która z powagą gada o „niezłomnych”. To nie jest tekst do wzruszeń – to brutalna dokumentacja zbrodni, której sprawcy dziś mają swoje ronda, ulice i pomniki.
„Bury” – bestia w aureoli
Rajs i jego oddział zamordowali 79 cywilów. Spalili pięć wsi. Strzelali do kobiet i dzieci, zastrzelili ojca próbującego wynieść swoje małe dzieci z płonącego domu. Siedmiodniowe niemowlę spłonęło żywcem. A wszystko to pod sztandarem „wolnej Polski” i z ryngrafem na piersi. I tak jak SS miało Boga na klamrach, tak „Bury” miał Matkę Boską na piersi i ogień w karabinie.
Braun – błazen z kazalnicy, prorok dla kiboli
Do tej samej galerii osobliwości należy Grzegorz Braun – człowiek, który gdyby miał więcej centymetrów wzrostu i mniej pogardy dla maseczek, mógłby uchodzić za pastora z horroru. Ale nie – to nasz narodowy kabareciarz śmierci, człowiek, który święci pamięć Burego i pokłada nadzieję w armii kiboli, narodowców i oszołomów spod znaku Wszechpolaków. To on z różańcem w jednej ręce, a z paralizatorem w drugiej, gotów jest nawracać siłą i odkażać Polskę z lewactwa, imigrantów i zdrowego rozsądku.
Braun nie jest wyjątkiem – on jest sztandarem. Jest uśmiechniętym przedłużeniem myśli Burego. Tyle że zamiast lasu ma studio, zamiast ognia – kamery. Ale nienawiść ta sama. Zresztą nieprzypadkowo jego wyznawcy to często ci sami, co stoją z racami na Marszu Niepodległości, co drą mordy „raz sierpem, raz młotem” i marzą o Polsce białej jak skarpeta ONR-u.
Młodzież Wszechpolska i kibole – współczesne brygady pacyfikacyjne
Ci, którzy dziś bronią dobrego imienia „Burego”, to najczęściej ci sami, co wycierają sobie twarz Bogiem i Ojczyzną, a wieczorami napierdalają kogoś za „tęczową szmatę”. W tych środowiskach Bury to ikona. Męczennik. A jego zbrodnie? „Manipulacja lewactwa” albo – o zgrozo – „konieczne działania w obronie narodu”.
Młodzież Wszechpolska, ruchy kibicowskie, ONR, faszyści wszelkiej maści, Jaszczurowcy i Matecki – oni wszyscy z zapałem tworzą kult siły, przemocy i wykluczenia. Z takim samym fanatyzmem, z jakim w 1946 roku palono domy w Zaleszanach. Różni ich tylko kaliber broni – reszta to ten sam program.
Nawrocki – prezydent od pochodni i stadionów
A teraz przejdźmy do człowieka, który z całej tej galaktyki skrajności zrobił swój salon. Karol Nawrocki – dziś Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Tak. Prezydent. Człowiek, który z rykiem trybun w tle, z duszą chłopaka od rac i transparentów, trafił do Pałacu Prezydenckiego.
Niegdyś prezes IPN, wcześniej znany raczej w trójmiejskich kręgach kibicowskich niż akademickich. Jego droga z trybuny stadionu na najwyższy urząd w państwie to nie kariera – to klęska państwowości.
To człowiek, który zna język stadionu, język transparentów z hasłami „Bóg, honor, ojczyzna i zakaz wstępu dla pedałów”. To człowiek, który w młodości był bliżej rac niż racjonalizmu. Który na spotkaniach w Częstochowie nie tylko nie dystansuje się od stadionowego nacjonalizmu, ale wręcz spogląda na jego przedstawicieli z rozczuleniem – jakby patrzył na własnych kuzynów z dawnych lat. Bo to są jego ludzie. Ludzie, którzy jak trzeba, „obronią kościół” – czyli zaatakują kobiety, pobiją gejów i przegonią nie-Polaków spod katedry.
Nawrocki tworzy historię nie w oparciu o źródła, ale o wspomnienia z trybuny. I dlatego właśnie tak łatwo przychodzi mu gloryfikowanie ludzi pokroju Burego. Bo jego świat nie zna zniuansowanej refleksji. Jego świat zna „naszych” i „onych”. A „nasi” mogą wszystko. Nawet podpalać domy.
Katolicki nacjonalizm – zgroza w habicie
To, co łączy Rajsa z jego duchowymi spadkobiercami, to głęboko zakorzeniony katolicki nacjonalizm. Ten sam, który dziś widzimy na marszach organizowanych przez ONR-owców w garniturach. To katolicyzm bez miłosierdzia, bez refleksji, bez Boga. Religia jako pałka. Polska jako krzyż. Historia jako knebel.
Wyklęci wyklęci przez sumienie
Rajs został uniewinniony w III RP. Bo przecież w tej Polsce każde skurwysyństwo da się wyczyścić, jeśli tylko dobrze je oprawić. Ofiary nie dostały nic. Nawet zadośćuczynienia. Bo – cytując władze – „ustawa o kombatantach” im się nie należy. Ich krewni żyją bez uznania, bez pomników, bez patetycznych marszów. A przecież to oni są prawdziwymi patriotami. Bo nie splamili swojej historii krwią niewinnych.
Ten felieton to nie żart. To nie satyra. To krzyk. A jeśli ktoś z IPN-u lub z rządu uważa, że przesadzam – niech przeczyta artykuł. Do końca. Bez kadzidła. Bez flag. Bez piosenek.
I wtedy niech spojrzy w lustro.
Bo jeśli Bury to wasz bohater, a Braun wasz kaznodzieja, a Nawrocki wasz prezydent pamięci – to znaczy, że Polska, którą czcicie, już nie istnieje. I że w tej, która została, nie ma dla was miejsca przy stole ludzi przyzwoitych.
KB, z bólem i wściekłością. Ale precyzyjnie.

Dodaj komentarz