



Kiedy Karol Nawrocki ogłosił, że na czele Biura Bezpieczeństwa Narodowego stanie Sławomir Cenckiewicz, a u jego boku dwóch generałów „od zadań specjalnych”, pomyślałem, że to chyba żart. Niestety, to nie była komedia, tylko dramat z elementami farsy – choć śmiało można by to wystawić na deskach teatru absurdu.
Cenckiewicz – historyk od odtajniania wszystkiego, co popadnie
Człowiek, który z zawodu jest historykiem, a z zamiłowania archiwistą-tropicielem, dostał nagle do rąk ster bezpieczeństwa państwa. To tak, jakby bibliotekarzowi powierzyć dowództwo nad czołgiem – niby też książki są ciężkie, ale to jednak trochę inna kategoria sprzętu. Cenckiewicz wsławił się tym, że w komisji Macierewicza rozłożył na łopatki Wojskowe Służby Informacyjne, a przy okazji wpuścił do komisji rosyjskiego szpiega. Tak, to nie żart – szpieg siedział w środku i notował pilnie, jak rozmontować polski wywiad. Moskwa otwierała szampana.
A wisienką na torcie było przetłumaczenie raportu o WSI na rosyjski. Tak profilaktycznie, żeby Putin nie musiał korzystać z Google Translate. Cóż, troska o czytelnika pełną gębą.
Generał Kowalski – ostatni Mohikanin Macierewicza
Pan generał był niczym wierny giermek rycerza Antoniego. Gdzie Macierewicz – tam i on. Likwidacja WSI? Obecny. Szef wywiadu wojskowego? Proszę bardzo. A kiedy w 2019 r. Rosjanie złapali Polaka na szpiegostwie i wsadzili go na 14 lat, propaganda Kremla miała używanie. Wpadka wywiadu pod Kowalskim była tak spektakularna, że aż się prosi, by zrobić z niej film instruktażowy pt. „Jak nie prowadzić operacji”.
Potem generał dał się zaprosić do słynnej „komisji ds. rosyjskich wpływów”, znanej pieszczotliwie jako „ruska komisja”. To trochę tak, jakby pyromana mianować komendantem straży pożarnej. Rezultat? Komisję rozwiązano, a Kowalski pozostał z łatką politycznego najemnika.
Generał Bryś – pikniki, kiełbaski i rekruci z przypadku
Drugi zastępca to specjalista od pikników wojskowych, banerów i kiełbasek z grilla. Zamiast szkolić rezerwy, stawiał na ilość: byle kto, byle więcej, byle statystyki się zgadzały. Kierowcy trafiali do jednostek pancernych, piekarze do wojsk rakietowych – prawdziwa armia Frankensteina. Nic dziwnego, że nowa władza szybko mu podziękowała. Ale proszę się nie martwić – w BBN znalazło się dla niego miejsce. Tam może robić pikniki już w wersji strategicznej.
Biuro Niebezpieczeństwa Narodowego
I tak oto mamy ekipę: historyka, który odtajnia wszystko, generała od nieudanych operacji i drugiego od grillowania patriotyzmu na kiełbasce. Wspólnie mają „koordynować współpracę z USA”. Można sobie wyobrazić, jak Pentagon reaguje: „Naprawdę? To jest wasza A-drużyna? Bibliotekarz, sabotażysta i piknikowy wodzirej?”.
To nie jest już Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. To Biuro Niebezpieczeństwa. Zamiast chronić tajemnice państwa, raczej je wystawią na OLX. Zamiast planować obronę, będą planować piknik w Mrągowie. A zamiast budować wiarygodność w NATO, będą opowiadać bajki o wpływach rosyjskich, sami wcześniej otwierając Kremlowi drzwi na oścież.
Polska zasługuje na ludzi, którzy rozumieją obronność, a nie na trójkę kuglarzy politycznej lojalności. Ale skoro farsę zamieniono w strategię, pozostaje nam jedno: kupić popcorn, patrzeć i modlić się, żeby za ich kadencji nikt nie postanowił sprawdzić, jak wygląda prawdziwy test bezpieczeństwa.

Dodaj komentarz