
CZYLI: GDYBY PIŁSUDSKI TO WIDZIAŁ, TO BY NIE UWIERZYŁ. ALE MOŻE I LEPIEJ.
Zaczęło się jak zwykle. Od werbli, flag, patosu i pełnej napięcia atmosfery, w której nawet drony Patriotów trzymały szyk. Warszawa spłynęła szkarłatem kokardek, a Wisłostrada zakorkowała się nie od „korków”, tylko od transporterów opancerzonych i gęstej mgły frazesów.
Niektórzy przyszli oglądać sprzęt wojskowy, inni – bo myśleli, że to techno parada, jeszcze inni – z nadzieją, że może po defiladzie uda się coś zjeść. A w tym wszystkim on. On – czyli Karol Nawrocki. Człowiek, który z akademii historycznej zrobił casting do roli „wodza narodowego sumienia”.
Wyszedł na mównicę i… zaczęło się.
„BĘDĘ BUDOWAŁ JEDNOŚĆ WOKÓŁ KONSTYTUCJI BEZPIECZEŃSTWA”
Proszę bardzo. Prosta deklaracja – będzie budował jedność, i to nie byle jaką, tylko konstytucyjną. Czy to znaczy, że mamy czekać na kolejny dokument, który po wydrukowaniu trafi prosto do kosza albo zostanie odczytany przez sztuczną inteligencję na TikToku w rytm techno-remiksu Mazurka Dąbrowskiego? Prawdopodobnie.
Nawrocki nie żartuje. On naprawdę myśli, że dowodzi jakąś armią. Tylko że zamiast generałów, ma pod sobą garść PR-owców i tłumaczy symultanicznych, którzy muszą streszczać jego przemówienia na zagraniczne potrzeby bez eksplodowania ze śmiechu.
„MUSIMY WYDAWAĆ 5% PKB NA OBRONNOŚĆ!”
Oczywiście. Polska ma pieniądze. Niektórzy jeszcze mają nawet zęby. Ale dlaczego wydawać na zdrowie, edukację czy klimat, skoro można zainwestować w nowoczesny pancernik, który nie dopłynie do Bałtyku, bo utknie na głębokości kałuży?
Nawrocki deklaruje to z takim zapałem, jakby właśnie miał ruszyć z szarżą husarii na Moskwę – tylko że w tym wypadku jego rumak to PowerPoint, a skrzydła są zrobione z paździerza i pustych słów.
„POLSKA JEST JEDNA, A LINIA WISŁY NIE JEST JEJ GRANICĄ”
To piękne, naprawdę. Prawie jakbyśmy szykowali się do wyprawy na Smoleńsk, tylko tym razem nie z kartografami, a z konferansjerami. To zdanie brzmi, jakby je wyjęto z patriotycznej wersji „Władcy Pierścieni”, gdzie linia Wisły to Mordor, a Nawrocki to Gandalf bez brody, ale z ambicjami.
W TYM CZASIE KOSINIAK-KAMYSZ ZERWAŁ SIĘ Z ŁAŃCUCHA
Nie mógł zostać w tyle. Nie po to przecież włożył najnowszą wersję „patriotycznego garnituru z kołnierzem z orła białego”, żeby nie zabrać głosu. I oto, w uniesieniu porównywalnym jedynie z fryzurą na żel, zawołał:
„Wolność potrzebuje siły! Niepodległość potrzebuje siły!”
Gdyby mógł, dodałby jeszcze: „A siła potrzebuje siłowni, a siłownia – dofinansowania z UE!”. Ale na to już zabrakło czasu, bo zaraz potem zapowiedział modernizację armii i realizację Programu Orka. Brzmi groźnie, jakby chcieli kogoś torpedować – może zdrowy rozsądek?
A W TLE… TRUMP I PUTIN NA ALASCE
Gdy Karol i Władysław rozrysowywali nowe granice bezpieczeństwa (flamastrami patriotycznymi, oczywiście), świat wstrzymuje oddech – bo na Alasce, krainie niedźwiedzi i eks-prezydenckich ego, ma dojść do spotkania dwóch politycznych ikon kabaretu międzynarodowego.
Trump już zdążył ogłosić, że gdyby dostał za darmo Moskwę i Petersburg, to „Fake News” i tak by się przyczepiły. Putin, jak zwykle w roli czarnego charakteru, przyszedł z planem. Trump – z uczesaniem i nienawiścią do Johna Boltona. Ukraina? No cóż, miała być obecna… mentalnie.
I CO NAM Z TEGO WYNIKA?
- Że kiedy polscy politycy wygłaszają przemówienia, to historia płacze krwią i próbuję uciec przez tylną furtkę podręczników.
- Że Bitwa Warszawska 1920 była wielka, bo jej uczestnicy nie znali jeszcze przemówień Karola Nawrockiego.
- Że każda defilada to sposób na pokazanie, jak drogo można sprzedać spektakl patriotyzmu – i jak tanio można go ośmieszyć.
- Że kiedy w Polsce trwa parada, a na Alasce – spotkanie dwóch byłych rekinów geopolityki, to nad Dnieprem leci dron, a nie gołąbek pokoju.
I NA KONIEC…
Gdyby Piłsudski dzisiaj zszedł z pomnika, rozejrzałby się po Warszawie, posłuchał „strategii bezpieczeństwa narodowego”, zajrzał na Alaskę i… wróciłby na cokoł. Z grymasem godnym człowieka, który nie po to uciekał z Syberii, żeby teraz oglądać defiladę absurdu.
Tak oto wygląda nowoczesny patriotyzm. Wysmarowany olejkiem do brody, z komórką w jednej dłoni i cytatem z „Trylogii” w drugiej.
Niech żyje Polska. Ale proszę – bez briefingów Nawrockiego.

Dodaj komentarz