


Opowiadanie o wieczorze, kiedy Bielejewo, wieś mądra, pijana i niepokorna, wzięła na warsztat polską politykę. Znów. I znów z lepszym skutkiem niż cały Sejm.
W piątek wieczorem, kiedy ostatni kogut zamilkł po tym, jak dzieci sąsiadów wrzuciły mu do kurnika Bluetootha z odgłosem lisa, a dym z ogniska sączył się po podwórzach jak zbolała dusza po wyborach, w stodole Kapusty zebrało się konsylium bielejewskie.
W tej stodole to już niejeden rząd został obalony – co prawda tylko w dyskusji i tylko po pół litra, ale jak to mawia Stefan „Profesor”: „To i tak więcej niż zrobił Senat w całym 2016.”
Było gwarno. Siedzieli:
- Kapusta Janek – właściciel stodoły, człowiek, który mówi głośno tylko wtedy, gdy się zgadza z samym sobą.
- Stefan „Profesor” – czyta „Politykę”, choć twierdzi, że „wszystko to i tak można było przewidzieć w ’84”.
- Stacha od Szydłowskich – wdowa, która nienawidzi PiS-u bardziej niż naciąganych pończoch.
- Wacek „Kabel” – zbiera kompromaty od komunii, nikt nie wie, skąd on to wszystko wie.
- Kazio „Traktorzysta” – specjalista od sprzętów i teorii spiskowych z chłopskim realizmem.
No i pies. Nazywa się „CBA” – bo gryzie, szczeka, ale nic nie załatwia.
W kącie dymił piecyk typu „koza”, a na stole przykrytym ceratą w kratkę walały się musztardówki, flaszki po bimbrze z etykietką „Paliwo Narodowe”, ogórki kiszone z wiadra Stachy i śledź, który zdążył już wchłonąć tyle zapachów, że sam stał się osobą w dyskusji.
„ZIEMIA JEST OKRĄGŁA, A ZIOBRO JUŻ NIE JEST ŚWIĘTY”
Rozpoczęło się jak zwykle – od flaszki i pretensji do świata. Stacha wniosła ogórki, które śmierdziały podejrzaną fermentacją, a Kazio przytaszczył śledzia, którego suszył na dachu obory „dla charakteru”.
Profesor stuknął kieliszkiem o stół:
– „No i się doczekaliśmy, chłopy. Ziobro bez immunitetu. Sejm zgodził się na areszt. Jakby ktoś wreszcie otworzył okno w kiblu po czterech latach.”
– „To teraz jak mu zapukają do drzwi, to już nie z wnioskiem legislacyjnym, tylko z kajdankami” – dodała Stacha, poprawiając chustkę i zerkając z uznaniem na flaszkę.
Kapusta mruknął: – „A ten jego kumpel z Suwerennej, ten z nazwiskiem jak dźwięk wymiotowania – Warchoł – to jeszcze wczoraj mówił, że to prześladowanie. Prześladowanie to ja mam, jak muszę słuchać wiadomości w TV Republika lub Trwam przed wieczorynką.”
– „Ziobro zniknął jak cukier ze sklepu … po podniesieniu akcyzy” – rzekł Kazio z przekąsem. – „I jeszcze się dziwią, że ludzi boli głowa. A to tylko kraj fermentuje.”
TELUS EXPRESS I DZIAŁKA Z BETONU
Zanim musztardówki zdążyły się zapocić, temat zgrabnie przeszedł na Telusa.
– „Minister od rolnictwa, co bardziej zna się na betonowaniu niż na kapuście” – warknął Kapusta Janek. – „Sprzedał strategiczną działkę koledze biznesmenowi w 24 godziny. U nas w gminie na pozwolenie na garaż czeka się pół roku. On w tym czasie sprzedał grunt, wypił kawę i pewnie jeszcze zagrał w szachy z Kaczyńskim.”
– „A ja dwa lata czekam na decyzję o szambie!” – dodała Stacha. – „I co? I dalej leję do beczki po nawozie! A oni mówią, że Polska się modernizuje. Modernizuje, ale tylko w stronę znajomego królika.”
Wacek zapisał to w zeszycie.
– „Działka sprzedana szybciej niż myślisz o rozwodzie, a papier był gotowy szybciej niż twoja żona na pasjansie” – podsumował z powagą.
NAWROCKI, CZYLI PREZYDENT OD ODRUCHÓW WETOLOGICZNYCH
Nagle pies „CBA” zaszczekał, jakby wyczuł temat większego kalibru. A tym kalibrem był Karol Nawrocki.
Wacek odpalił temat:
– „Wiecie, co zawetował ten kartofel w garniturze?” – „Las” – odpowiedział Stefan. – „A dokładniej – ustawę o Parku Narodowym. Bo jak coś chroni naturę, to nie pasuje do linii partii, która najbardziej lubi beton, dym i plastikowe znicze.”
Nawrocki – człowiek z twarzą jak z ciasta na kopytka i rozumem z katalogu IPN – zawetował ustawę środowiskową, grozi wetem dla reform żądanych przez Unię, a nominacji oficerskich też nie podpisuje, bo jak wiadomo – lepiej chronić historię niż przyszłość.
– „On jakby mógł, to by zawetował też pogodę, bo za ciepło. A na 1 Maja to by podpisał deszcz” – skwitowała Stacha, dolewając sobie z butelki z napisem „Destylacja nadziei 2023”.
KACZYŃSKI, GLAPIŃSKI I INNE ZMORY
Jak już wódka rozgrzała dobrze, a ogórki się skończyły, zaczęło się pieprzenie jak z ambony.
– „Kaczyński dalej gada, że Niemcy, że Tusk, że masoni, że cykliści” – zaśmiał się Stefan. – „A w tym czasie PiS leci na łeb w sondażach, jak worek ziemniaków z traktora.”
– „Glapiński mówi, że inflacji nie ma. A ja mam inflację nawet w lodówce. Wczoraj masło kosztowało 8, dziś 9, a jak nie kupię teraz, to jutro 12” – pokręcił głową Kazio. – „Ten to by twierdził, że Titanic pływa, bo jeszcze nie przecieka w salonie.”
TUSK, ŻUREK, DOMAŃSKI – NASZE PROMYKI ROZSĄDKU
A potem przyszedł moment wzruszenia. Ludowego, po trzecim kielichu. I ogórku z musztardą.
– „Tusk to jednak chłop z jajami. Bierze się za porządki, a nie ślizga się w kazaniach i tanich sloganach” – powiedział Profesor.
– „I ten Żurek. Co go opluwali przez lata, a teraz wraca jak ten ostatni sprawiedliwy. I dalej walczy. Gdyby był sołtysem w Bielejewie, to my byśmy już dawno mieli asfalt i legalną melinę” – zaśmiała się Stacha.
– „A Domański? No cukier podnosi, fakt. Ale przynajmniej to robi jawnie, nie jak Morawiecki, co podatki wprowadzał nocą, jak złodziej po kolędzie” – dodał Kapusta. – „A że cukier drogi? I dobrze, niech ludzie wreszcie piją gorzką herbatę i patrzą prawdzie w oczy.”
A NA ŚWIECIE? NIE TAKI ZNÓW ODLEGŁY, SKORO NET DZIAŁA
Zaraz po tym, jak skończyły się ogórki, piwo i gorzała (a wiadomo, że to w Bielejewie jak ogłoszenie stanu wyjątkowego), Stefan wyciągnął smartfona i z powagą orzekł:
– „Xi Jinping znowu z Trumpem się ściska, choć to bardziej przypominało dwa krokodyle, które udają, że są w spa.”
– „A Trump to dalej zbiera poparcie, mimo że powinien raczej zbierać paragrafy” – skwitował Wacek. – „Jakby w Bielejewie chłop miał tyle spraw w sądzie, to nawet na odpust by nie dostał przepustki od proboszcza.”
– „Putin dalej udaje, że wygrał. Tylko że armia mu się kończy, sprzęt się psuje, a jedyne, co eksportuje z sukcesem, to propaganda i strach” – dorzucił Kazio.
Stacha nie wytrzymała: – „A ja się pytam: gdzie był Xi, jak trzeba było bronić demokracji? Bo wygląda, jakby mu się marzyło, żeby cały świat chodził w jednym kolorze i w jednym marszu. A my tu, w Bielejewie, mamy więcej wolnych myśli przy jednym stole niż chińskie politbiuro przez dekadę.”
– „I jeszcze wojna, panie…” – westchnął Janek. – „A w Europie to się naradza, spotyka, debatuje. Jakby kryzys dało się zagadać. A tu trzeba działać. I modlić się, żeby Tusk miał jaja nie tylko do Kaczyńskiego, ale i do Putina.”
– „To se ne da – jak mawiał premier Czechów. Ale u nas se musi dać” – podsumował Profesor, wycierając śledzia ostatnim kawałkiem chleba.
PODSUMOWANIE: POLSKA PĘKA, ŚWIAT WARIUJE, A BIELEJEWO TRZYMA SIĘ W STODOLE
Choć Polska wygląda jak silos po eksplozji rozumu, to my tu w Bielejewie wiemy jedno: jak nie ma autobusu, to się idzie pieszo. Jak polityk kłamie, to się go wygwizduje. A jak Ziobro traci immunitet, to się nalewa, bo to jest moment, którego się nie zapomina.
Profesor spojrzał w górę, jakby widział niebo, choć to była tylko blacha od stodoły:
– „Polityka to dziś nie szachy, tylko rzut kamieniem w błoto. Tylko że niektórzy jeszcze myślą, że rzucają złotem.”
ZAPOWIEDŹ KOLEJNEJ WIECZORNICY:
„CZY LEPIEJ BYĆ PREZYDENTEM OD WET CZY WETERYNARZEM
– ROZWAŻANIA O ROLI NAWROCKIEGO W EKOLOGII, LECZNICTWIE I ŻENADZIE”
Chcesz więcej? Zrób herbatę, otwórz słoik ogórków i wracaj za tydzień. A jak nie wrócisz, to i tak ci powiem, co myśleć.


Dodaj komentarz