
W Bielejewie politykę omawia się nie przy telewizorze, bo ten stoi w sklepie i od lat pokazuje tylko śnieg, ale w stodole. Tam, między balotami siana a skrzynką po żywcu, odbywa się rada narodowa i międzynarodowa. Bo choć chłopy stąd świata nie zwiedziły, to świat zajeżdża do nas gazetą, radiem internetem i opowieścią kierowcy tira, co przywiózł banany z Hamburga.
„TUSK TO JAK RYDZYK NA ROWERZE”
– Ja wam powiem – zaczął sołtys, a chłopy już wiedziały, że trzeba dolać. – Tusk to jak Rydzyk na rowerze. Niby dziwnie wygląda, ale patrzcie, jedzie i nie wywraca się. A jak gada, to nie zawsze go rozumiem, ale przynajmniej nie zasypiam jak przy Kaczyńskim, co bredzi jak kogut, któremu gardło stetryczało.
– E, lepszy Tusk na rowerze niż ten stary wódz na saniach – dorzucił Heniek. – Bo tamten to by się w rowie zaklinował, a potem cały naród by go musiał wypychać.
NAWROCKI W KALOSZACH
Przyszedł temat Nawrockiego, którego u nas ochrzczono „Panem Pachanem”. No bo pachnie od niego chamstwem na kilometr. – Ten to wygląda jak nauczyciel matematyki z podstawówki – mruknął Stachu. – Kreda w ręce, linijka w drugiej, a w głowie pustka.
– Cham w kaloszach, kibol z trybun i święty z ambony w jednym – podsumował sołtys, aż Zenek się opluł piwem. – Taki, co ani krowy nie doił, ani kury nie karmił, ale wszystkim by rozkazywał, jak mają żyć.
ŻUREK-1, CZYLI SATELITA Z KRAKOWA
Franek wyjął spod stołu gazetę. – Czytaliście Żurka? – spytał. – Powiedział, że prezydent to nie król-słońce.
– I bardzo dobrze! – klasnął w dłonie Zenek. – My tu w Bielejewie to wiemy od dawna, że król to był co najwyżej na weselu u sąsiadki, jak się wybrudził bigosem. A nie w Warszawie.
– Żurka trzeba wysłać na orbitę – zawyrokował Heniek. – Satelita Żurek-1. Niech tam patrzy z góry i prostuje polityków zanim narobią gnoju. Prognozy by były pewniejsze niż w TVP.
MENTZEN I BRAUN, CZYLI DWA KONIE BEZ WÓZKA
Jak doszło do Mentzena, to psy zaczęły szczekać. – Ten to myśli, że gospodarka to karczma, a podatki to tylko kwestia ceny piwa – prychnął Stachu.
– A Braun? – dodał ktoś.
Zapadła cisza cięższa niż worek ziemniaków po deszczu. – To nie polityk, to prorok z odpustu – rzekł w końcu sołtys. – Taki, co gada, że świat się kończy, a sam nie zauważa, że mu but w gnojówce utknął.
KOŚCIÓŁ JAK SPÓŁDZIELNIA
Ktoś wspomniał o księdzu. – Kościół to taka spółdzielnia, co zawsze ma dopłaty, nawet jak ziemniaki nie obrodzą – westchnął Heniek. – Nasz proboszcz to by duszę sprzedał za nowego forda, a i tak jeszcze by narzekał, że felgi krzywe.
– Ludzie wierzą, ale bardziej w to, że na mszy można zobaczyć, kto z kim przyszedł – dodał Zenek. – A Pan Bóg to już dawno z nudów wyjechał do innej parafii.

A ŚWIAT? TEŻ NIE LEPSZY
– A wiecie co, chłopy – podjął sołtys – ta cała światowa polityka to jak nasze targi w mieście. Amerykanie jak handlarze truskawek: krzyczą najgłośniej, sprzedają najdrożej i jeszcze się obrażają, że im ktoś cenę zbija. Chińczycy – to ci od tanich skarpet. Wszystko mają, byle szybko, byle tanio, i zawsze w reklamówce, co się rwie w połowie drogi. A Ruskie? Ruskie to handlarze spirytusu spod lady. Niby zakazane, niby się nikt nie przyznaje, a każdy wie, że istnieją i że po nich zawsze kac najgorszy.
– A Niemcy? – zapytał Zenek.
– Niemcy to jak ten rolnik z kombajnem – odpowiedział sołtys. – Jeździ, zbiera, wszystko równo i porządnie, ale jak mu pasek strzeli, to stoi w polu i narzeka, że mu Unia nie dosypała dopłat.
– A Francuzi? – podsunął Franek.
– Francuzi to jak nasza Zośka z końca wsi. Elegancka, pachnąca, tylko że mleka od niej nie kupisz, bo krowy dawno sprzedała, a teraz żyje z tego, że ładnie wygląda.
KONKLUZJA Z PIWEM W GARŚCI
I tak siedzimy w tej stodole, dyskutujemy o świecie jak filozofowie po kielichu. Może nie mamy Oxfordu, ale mamy zdrowy rozsądek. A zdrowy rozsądek, jak wiadomo, trzyma się w Bielejewie mocniej niż koła u wozu.
I choć nasze telewizory śnieżą, a autobus jeździ jak chce, to jedno wiadomo: tu w stodole, przy piwie i ogórku kiszonym, zapadają mądrzejsze słowa niż w niejednym sejmie. Bo w Bielejewie nie sieje się tylko żyta. Tu sieje się też prawdę – i rośnie jak chwast, którego żadna Warszawa ani Waszyngton nie wypieli.

Dodaj komentarz