
We wsi Bielejewo świat ogląda się nie w telewizji, ale w stodole. Tam, gdzie chłopy siadają na ławach, w ruch idzie piwo, wódka i śledź. Ktoś dorzuci ogórka, ktoś inny chleb, a rozmowa leci jak z bicza. Bo choć autobus tu nie dojeżdża, a ksiądz ucieka zaraz po mszy, to polityka jest ważniejsza niż żniwa.
DEZINFORMACJA I SZPIEDZY
Piątkowy wieczór zaczął się od alarmu. Franek, co ma smartfona z internetem, oznajmił, że PAP podała, iż Trump obiecał Polsce pomoc dopiero po wojnie. „To zdrada!” – krzyknął Stachu. „A mówiłem, żeby nie wierzyć w te ich depesze, bo tam siedzi sam diabeł” – dorzucił Heniek. Ale zaraz ktoś dodał, że depesza była i nie była, jak kura, co gdacze, a jajka brak.
W stodole powołano więc sztab kryzysowy. Wiesiek przyniósł stary laptop, Heniek kabel przedłużający, a Józek notes. Tropili fakenewsy tak zawzięcie, że Google jęczało. „Klikaj szybciej, Wiesiek, bo zanim ty stronę otworzysz, to Trump zdąży trzy razy zmienić zdanie” – dogadywał Stachu.
Ktoś podejrzewał, że to robota rosyjskich trolli. Ktoś inny twierdził, że winny jest Nawrocki, bo marzy o królewskim tronie i zleca pisanie bajek na swój temat. „Trzeba go obserwować” – mruknął Heniek. „Król z kartonu, ale kaprysy ma jak car”. „A może to u nas szpieg siedzi?” – szepnął nagle Józek. W stodole zrobiło się cicho. „Jak znajdę, to mu pokażę, jak się w Bielejewie traktuje zdrajców” – dodał i trzasnął pięścią w stół.

STRAŻ PRZECIWDRONOWA
Gdy skończyli tropić szpiegów, przeszli do obrony powietrznej. „Putin puszcza drony, a my co? Patrzymy jak bociany lecą?” – oburzył się Józek. „Nie, panowie, od dziś to my jesteśmy obrona przeciwlotnicza!” – ogłosił dumnie Franek. Zapadła decyzja: powstaje Bielejewska Straż Przeciwdronowa. Uzbrojenie? Proce z gumy od majtek, widły z kuźni, wiatrówki po dziadkach. Do oddziału wcielono też kłusowników. Bo oni mają broń, o której nawet policja nie wie. „Kto jak kto, ale oni jelenia trafiają w biegu, to i drona ściągną” – chwalił ich Stachu. „Byle się nie postrzelili nawzajem” – mruknął pod nosem Heniek.
Zaczęto też kopać schron pod stodołą. Oficjalnie dla bezpieczeństwa, ale naprawdę – dla piwa. „Jak bomba spadnie, to niech choć skrzynki przetrwają” – tłumaczył Wiesiek. „Święte słowa!” – przytaknęli chórem wszyscy.
ŚWIAT NA EKRANIE W STODOLE
Wieś komentowała też wydarzenia z dalekiego świata. Netanjahu? „Sołtys, co sam swój płot rozwala, a potem płacze, że mu kury pouciekały” – śmiał się Józek. Putin? „Pijak z siekierą, co grozi, że spali stodołę, jeśli mu wódki nie postawić” – dodał Heniek. Trump? „Wujek na weselu, co obiecuje złote góry, a potem zasypia na ławce” – rzucił Franek. A Nawrocki? „Król z dykty, co przed lustrem ćwiczy groźne miny i marzy, że go naród w koronie zobaczy” – skwitował Stachu, a chłopy ryknęli śmiechem, że aż kura z grzędy spadła.

KONIECZNE DZIAŁANIA
Po długich naradach ustalono trzy rzeczy. Po pierwsze: pilnować internetu i tropić kłamstwa. „Franek, ty masz smartfona, więc to twoja robota!” – zdecydował Józek. „Ale jak mi bateria padnie, to koniec wojny” – jęknął Franek, a reszta zalała się śmiechem.
Po drugie: rozwinąć straż antydronową i ćwiczyć celność na wróblach. „Niech się boją, że Bielejewo gotowe!” – wołał Wiesiek, wymachując procą. Po trzecie: być gotowym do marszu na Warszawę. „Jak ten Nawrocki ogłosi się królem, to my z widłami pod Pałac Prezydencki ruszymy” – zapowiedział Józek. „A ja mu koronę z kartonu na łeb sam wsadzę, żeby nie mówił, że go naród nie uznał” – dodał Heniek.
MORAŁ Z BIELEJEWA
Wielcy tego świata zachowują się jak kuglarze na jarmarku. Trump rozdaje jabłka próżności, Putin macha toporem, Netanjahu bije we własny płot, a Nawrocki szykuje się na koronację z kartonu. Tylko w Bielejewie chłopy wiedzą, że prawdziwa siła jest w prostocie: w procy, widłach i kuflu piwa.
I że jak przyjdzie czas, to nie generałowie, ale oni ruszą ratować Polskę. „Bo jak nie my, to kto? Mentzen? Braun? Kaczyński z Błaszczakiem? Bąkiewicz? Phi, do naszej stodoły byśmy ich nie wpuścili” – podsumował Stachu, a wszyscy przytaknęli zgodnie, stukając kuflami jak w sejmowej sali.

Dodaj komentarz