BIELEJEWO MÓWI JAK JEST – SOBOTA W STODOLE, POLITYKA NA STÓŁ

Warszawa

W Bielejewie polityka nie wchodzi drzwiami telewizyjnymi, tylko wpada przez uchylone okno, razem z zapachem kiszonych ogórków, dymem z fajki sołtysa i echem Radia Maryja, które Mietek włącza tylko po to, żeby się pokłócić z głośnikiem. Tu, w tej wielkopolskiej wsi, oddalonej od miasta o dobre dwie godziny traktorem i dwie dekady od banałów medialnych, nikt nie mówi o „narracjach geopolitycznych”. Tu się mówi: „Jakby był rozum w Warszawie, toby nie trzeba było tyle pić.”

SOBOTA. STODOŁA. ŚWIĘTE ZGROMADZENIE.

Spotykają się co sobotę, jak msza, tylko bez księdza, za to z Florkiem od szynki, Jagodą od nalewek i Mietkiem, co ma radio na korbkę i z rozumu korzyść. Każdy przynosi coś: słowo, flaszkę albo te same przekleństwa dla Kaczyńskiego. W centrum stoi drewniany stół, pamiętający jeszcze Gierka, a może i Bieruta – świadek narodzin demokracji, upadku PRL-u i jednej wielkiej awantury o bigos w 1996.

Zasiadają: Władek – emerytowany traktorzysta, samozwańczy mędrzec i filozof stodoły, który cytuje Senekę i Pawlaka z „Samych swoich” jednym tchem; Jagoda – była nauczycielka, teraz czarodziejka od nalewek i mocnych puent, kiedyś tłumaczyła Mickiewicza uczniom, dziś tłumaczy politykę światu; Florek – hodowca świń, komentator polityczny z poziomem agresji do PiS-u większym niż jego knur w czasie rui; Mietek – bimbrownik-fundamentalista, który twierdzi, że „TV Republika i  k Trwam kłamie, ale bimber nie”.

PIERWSZY GŁOS ZABIERA WŁADEK.

– Słuchalim z Jagodą Tuska – mówi, stukając fajką o krawędź słoika po ogórkach. – I powiem tak: chłop gadał, jakby mu się w końcu język odetkał. Konkretnie, bez owijania w sreberko. Jakbyś mówił, że zupa za słona, a nie że „kulinarna struktura wymaga korekty.”

Jagoda przytakuje:

– A jak powiedział, że złodziej ma się bać, a nie rządzić… to aż mi flaszka sama z kredensu wyskoczyła. To było jak objawienie. I bez kadzidła.

Florek wyrywa się:

– Tusk to przynajmniej wie, gdzie Niemcy leżą. A ten z Żoliborza? On jak mówi o Francuzach, to mu się chyba z bagietką w gardle myli. Myśli, że Zachód to gej i windykator.

Mietek, wyciągając z kieszeni kartkę, dodaje:

– A Sikorski to co powiedział? Że największe zagrożenie to nie Berlin, tylko Moskwa. No kto by się spodziewał, że Radosław z Oxfordu ma więcej rozumu niż cały były rząd razem wzięty z Suskim i Terleckim?

KACZYŃSKI NA TAPECIE. I NA SŁUPIE. I NA PIECU KAFLOWYM.

– On chce nas od Niemców oddzielić murem – mówi Władek. – A myśmy dopiero co, świnie przez granicę sprzedali! Komu ja teraz będę świńskie uszy eksportował? Putinowi?

– On już dawno oddzielił się od rzeczywistości – mruczy Jagoda, nalewając z butelki podpisanej „Na zimę i wybory”. – Mówi, że Polska powinna być samotna jak palec. Ja się pytam: czyj to palec i do czego przyłożony?

– Kaczyński to jest taki, co by nawet traktorowi nie zaufał, jakby mu powiedział, że droga na Zachód jest lepsza. On by wolał orkę na ugorze, byle pod wiatr – podsumowuje Florek.

KURSKI I LICHOCKA – SCENA GROTESKOWA.

– Widzieliście, jak się Lichocka wpieprzyła się Kurskiemu w przemówienie? – pyta Mietek. – Jakby baba z magla przerwała kazanie. Ja już nie wiem, kto tam kogo w PiS-ie nie może znieść.

– To już nie partia, to targ w Ujściu. Każdy krzyczy, każdy swoje – mówi Jagoda. – Tylko że na targu chociaż buraki są świeże.

– Kurski niech się nie pokazuje z tym swoim pluralizmem. Ja pluralizm znam: jak Jagoda zrobi i wiśniówkę, i malinówkę. A nie jak z TV Republika leci tylko o tym, że Unia chce nam zakazać pierogów – dodaje Władek.

KONFEDERACI – NOWA FORMA STAREGO FOLKLORU.

– Mentzen wygląda jak chłopak, co ci liczy PIT-a, a potem zakłada państwo anarchii – mówi Florek. – Chce, żeby państwo się samo naprawiało, jakby to była kosiarka z Biedronki.

– On by wszystko sprywatyzował. Nawet deszcz i kury – dodaje Jagoda. – Jeszcze chwila, a każe płacić za powietrze. I to gotówką. I tylko przez Revolut.

– Braun to już dawno powinien być odymiony, a nie w Sejmie. Ja nie wiem, jak on do ludzi wychodzi, przecież to chodzący skansen – mówi Władek. – On chce monarchii. My tu ledwo z Gierka wyszli, a on chce wrócić do szlachty.

WŁADEK KOŃCZY – MĄDRZEJ NIŻ WIADOMOŚCI.

Władek, podsumowując obrady, wstaje i mówi:

– Wiecie, co ja wam powiem? Polityka to nie są czary. To jak pasienie krów. Jak masz dobrego pastucha, to krowy się nie rozlezą. A jak masz Kaczyńskiego, to ci wejdą w pokrzywy, gówna narobią i jeszcze mu się będzie wydawało, że mleko z tego będzie.

Pies pod stołem sapie z aprobatą. Mietek odkręca bimber. Jagoda wrzuca ogórka na środek stołu jak koronę na Tuska.

– Tuska trzeba słuchać – dodaje Jagoda. – Bo to nie jest chłop od fikołków. To jest chłop od roboty. A my tu pracę rozumiemy. Niech zrobi porządek. Bo nam się nie chce już pić z rozpaczy. My chcemy pić ze śmiechu.

I tak kończy się polityczna sobota w Bielejewie. Niby wieś, niby daleko – ale rozum bliżej, niż w niejednym warszawskim studiu.

Zapisane ku pamięci, przez Mietka, co ma radio na korbkę.

Aprobowane jednogłośnie.

Zagrycha: śledź, chleb, ogórek.

Demokracja: fermentowana, filtrowana, domowa.

Amen.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights