Wieś Bielejewo — kolebka Bielejewskich, duma pieczętujących się Byliną — z tradycją tak grubą, że aż ciężko przełknąć. Aż tu nagle — bach! — na epickim tle polskich uroczysk rozgrywa się nocna telenowela godna Netflixa: marszałek Hołownia, Kaczyński i Kamiński podbijają blok Bielana. Bielan, co prawda z nami żadnego powiązania nie ma, ale wieść o podbijaniu nazwy wsi przez felietonistycznego kretyna pchnęła to wszystko na ostry tor protestów.
Bo co z tego, że Bielan nie był, nie widział, nie zna nikogo? Nazwa się zgadza – a jak wiecie, dla mediów to wystarczy, żebyśmy byli zapleczem politycznej prostytucji. Nasz wiejski wieszcz, który kiedyś opisywał życie krowy Jadzi jakby pisał Chłopów 2, teraz wypisuje, że „Bielan spotkał się z Hołownią i Kaczyńskim, więc Bielejewo pewnie klaskało zza węgła”. Serio? Tu się nie klaszcze. Tu się klątwami rzuca i święconą wodą chlapie!
Przy sklepie podjęliśmy najważniejszą decyzję polityczną od 1989 roku: bojkot. Albo blokujemy drogę do Pniew, albo przestajemy kupować piwo. I nikt się nie śmieje – to są poważne wybory społeczne. Sklepikarka Zosia już płacze, bo mówi, że jak nie będzie piwa, to umrze jej lodówka z nudów. Ale honor wiejski ważniejszy niż zimne Harnasie.
I niech będzie jasne: Hołownia, Kamiński, a już szczególnie Kaczyński – nie mają tu czego szukać. Zresztą, ostatnio widziano, jak krowa Bronka splunęła na ekran telewizora, gdy się Jarosław pojawił. Przypadek? W tej wsi nie ma przypadków. To znak.
Donald Tusk? To co innego. Głosowaliśmy na Trzaskowskiego, a teraz bronimy Tuska jak ostatniego karabinu maszynowego w okopach przy rowie melioracyjnym. I gdybyście zapomnieli – w całej wsi był tylko jeden głos na Nawrockiego. Teraz codziennie o poranku straż obywatelska (czyli Janek i jego jamnik Franek) tropią, kto się wyłamał. Znajdziemy cię, zdrajco. Nawet jak się schowasz w stogu.
A ta cała afera z nocnym spotkaniem u Bielana? To jakby wpaść na orgię wilków, gdy się jest owcą w klapkach. Kaczyński, Hołownia, Kamiński – trzej muszkieterowie zdrady. Mówią, że to „rozmowy o demokracji”. No tak. A myśmy tu myśleli, że demokracja to głosowanie, a nie nocne schadzki z facetem, który macha immunitetem jak lizakiem z odpustu.
Dlatego teraz Bielejewo stawia sprawę jasno: polityczne brudy trzymajcie z dala od naszych pól, naszych sklepów i naszych krów. I jak ktoś jeszcze raz pomyli Bielana z Bielejewem, to wyślemy mu w prezencie naszego sąsiada Mietka – gadatliwego, nieprzewidywalnego i uzbrojonego w harmonijkę.
A was, drodzy politycy, uprzedzamy: jeśli znowu będziecie się bawić w „Love Island” po polsku – tym razem na podłodze u Bielana – my was z tej wyspy wyeksmitujemy. Na taczkach. Z obornikiem.
I jeszcze jedno. Żadamy, żeby Adam Bielan – skoro już tak bardzo ciągnie go do dramatów – albo zmienił nazwisko, bo nasza wieś nie zamierza być mimowolną metaforą jego przekrętów, albo zmądrzał, choć to mniej prawdopodobne niż to, że wiatrak u sołtysa sam się naprawi. Albo najlepiej – poszedł siedzieć, żeby odpokutować swoje dotacyjne grzechy w jakimś miłym zakładzie karnym z widokiem na żal.
Jarosław Kaczyński? Niech znika. Albo niech przynajmniej – zamiast paradować w kaszkiecie jak emerytowany harcerz w lidze seniorów – założy czapkę niewidkę. Bo tu, w Bielejewie, czekają już wilcze doły, wykopane przez specjalny oddział dzikich emerytek z kółka robótek ręcznych. Kto wpadnie, ten już nie wyjdzie. Chyba że wyhaftuje przeprosiny.
A Hołownia? Niech dokończy edukację, ale nie w Sejmie – tylko w klasztorze, najlepiej tym, do którego już dwa razy próbował wstąpić. Może tym razem go nie wypuszczą, a my przynajmniej przestaniemy słuchać tych jego kaznodziejskich objawień o zdradzie stanu.
A Nawrocki? Z nim sobie poradzimy. Myśmy już Dudę przetrwali. Duda to był jak grad w lipcu – szkodliwy, ale sezonowy. Nawrocki będzie jak mszyca. Uparty, mały i zawsze gdzieś się przypałęta. Ale mamy opryski. I determinację.
Tak więc niech nikt nie myli Bielejewa z żadnym epicentrum zdrady narodowej. My tu mamy swoje wartości, swoje piwo i swoją godność. I nie zawahamy się ich użyć.


Dodaj komentarz