BEZKARNOŚĆ I BURAKI – KRAJ, W KTÓRYM PRAWO NOSI BUTY KLAUNA

Warszawa

Jeśli kiedyś zastanawiałeś się, jak wygląda bezkarność w praktyce, to śpieszę donieść: w Polsce ma ona twarz Święczkowskiego, o zapachu Pegasusa i strukturze orzecha kokosowego – twarda na zewnątrz, pusta w środku. Trybunał Konstytucyjny, ta majestatyczna świątynia prawa, właśnie stwierdził, że nie ma mowy, żeby jakiś tam były prokurator krajowy odpowiadał karnie. No bo przecież to tylko sprawa o przekroczenie uprawnień, podsłuchy, naruszanie prywatności, wiesz, takie hobby z kartą służbową.

Zgromadzenie Ogólne sędziów TK odrzuciło wniosek, a Święczkowski nie musiał się nawet tłumaczyć. On już wszystko wytłumaczył w radiu. A kto nie słuchał – ten sam sobie winien. „Polityczna hucpa” – mówi. I kto jak kto, ale on się na hucpie zna. Pracował w Prokuraturze Krajowej, to wie, jak się robi przedstawienia.

Ale spokojnie, mamy więcej bohaterów. Mejza – człowiek, który nie zna ograniczeń, ani tych mentalnych, ani prędkościowych. Pędził 200 km/h, bo spieszył się na lotnisko. Nie przyjął mandatu, ale potem powiedział, że jednak przeprasza, zrzeka się immunitetu i wpłaci równowartość grzywny. Jakie to wszystko wzruszające. Czekamy tylko na książkę: „Moje życie z pedałem gazu. Spowiedź posła”.

A teraz klasyk: Kamiński i Wąsik. Zakaz pełnienia funkcji? Pff! Panowie poszli na głosowanie jak na grilla – mimo że ich polityczny garnitur powinien już dawno wisieć w szafie z napisem „Sprawy zakończone”. Prokuratura wniosła akt oskarżenia, ale przecież mamy doświadczenie – jak się człowiek dobrze zamelduje w TVP Info, to immunitet wraca szybciej niż karma w internetowych kłótniach.

I jeszcze bonus od losu: Paweł Śliz, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, który pomylił mikrofon z konfesjonałem i puścił wiązankę pod adresem Zimocha. Niby przeprosił, ale w stylu: „no dobra, już nie płacz”. Zimoch z kolei zareagował jak licealista obrażony przez wuefistę: składa pisma, domaga się dymisji, chce reakcji Naczelnej Rady Adwokackiej. Nikt nie wie, co tam się wydarzyło, ale wszyscy wiedzą, że było dramatycznie.

A teraz wisienka: tajne wojskowe dokumenty, które – zgodnie z niepisaną tradycją – trafiły na wysypisko. Mapy, plany ewakuacyjne, informacje osobowe. Ktoś po prostu wrzucił to do śmieci. Wersja armii: „To nie nasza bomba atomowa, to tylko nielegalnie porzucone ognisko wiedzy tajemnej”. Rząd milczy, armia kiwa głowami, a generałowie przecierają oczy. Może po prostu to był plan: utajnić dokumenty tak skutecznie, że trafią w ręce tylko najbardziej zdeterminowanych bezdomnych archeologów.

W międzyczasie posłowie PiS odśpiewali w Sejmie „Barkę”. Bo jak świat płonie, prokuratorzy gubią granice, a politycy prują 200 km/h w strefie 120, to najważniejsze, żeby upamiętnić papieża śpiewem. W końcu on też miał ciężko. Ale przynajmniej nie miał Pegasusa.

Podsumowując: Polska to kraj, w którym immunitet jest jak peleryna w kreskówce – daje siłę, chroni przed karą i wygląda komicznie. Sprawiedliwość? Jest. Czasami. Jak się ją znajdzie między śmieciami a hymnem religijnym w Sejmie. I tylko obywatel stoi na czerwonym świetle, bo wie, że jego immunitet działa tylko na kurz i alergie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights