BBN, CZYLI BIURO BEZMYŚLNYCH NARRACJI. ALBO: JAK CENCKIEWICZ WESZEDŁ BEZ KWITÓW, ALE Z BUTAMI

Warszawa

Proszę państwa. Są chwile w historii, kiedy człowiek zadaje sobie pytanie: czy to już parodia, czy jeszcze państwo? Odpowiedź brzmi: tak. Mamy prezydenta z TikToka, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pełne postaci, które nawet w „House of Cards” by się nie zmieściły – z braku wiarygodności – i delegacje zagraniczne, które wyglądają jak wycieczka z koła historycznego Instytutu Pamięci Wybiórczej.

Gwoździem do tego patriotycznego sarkofagu jest pan Sławomir Cenckiewicz, wicekról teorii spiskowych i człowiek, który najwyraźniej uznał, że obowiązek zachowania tajemnicy państwowej nie dotyczy tych, którzy naprawdę kochają Polskę. On nie zdradza tajemnic – on je daje narodowi w darze.

Tak, ten sam Cenckiewicz, który stał się sławny, bo wymyślił, że Lech Wałęsa był agentem, potem powtarzał to codziennie, aż sam w to uwierzył i dostał za to medal. I jeszcze etat. A teraz dorwał się do Biura Bezpieczeństwa Narodowego – z takim impetem, że nie zdążył odebrać poświadczenia bezpieczeństwa, ale zdążył już zostać oskarżony o ujawnienie tajemnic wojskowych. Oto szef bezpieczeństwa kraju, który informacji nie utajnia – tylko je monetyzuje spotem wyborczym.

To jakby nominować hakera na dyrektora banku. „Panie Cenckiewicz, a pan co robił wcześniej?” – „A, wykradałem dane wojska i pokazywałem je publicznie. Ale z miłości do Ojczyzny.”

W cywilizowanym kraju taka nominacja byłaby nieporozumieniem. U nas – to piątek, jak każdy inny.

KOGO JESZCZE UKRYWA BBN?

Ale nie zapominajmy, że BBN to nie tylko Cenckiewicz. To także jego zastępcy – czyli ludzie, których życiorysy można czytać jak kryminały bez happy endu. Znajdzie się tam były współpracownik Macierewicza (czyli człowiek z doświadczeniem w rzucaniu granatami do jeziora w celu „odkrycia prawdy”), ekspert od NATO, który uważa, że Sojusz to spisek masonów, oraz specjalista od „wartości chrześcijańskich w wojsku”, który chciałby, żeby rakiety najpierw błogosławił kapelan.

To nie BBN. To BBR – Biuro Bezrefleksyjnych Radykałów.

A teraz wyobraźmy sobie tę scenę w Waszyngtonie: delegacja Polski wchodzi do Białego Domu. Trump unosi brew (choć może tylko włosy) i pyta: “Who the hell is this guy?” A to Cenckiewicz. Bez certyfikatu, ale z misją. W dodatku na spotkaniu „tajnym” – zgodnie z notatką przesłaną systemem SPIN-P, który dopuszcza tylko osoby z aktualnym poświadczeniem bezpieczeństwa.

Czyli, teoretycznie, nie jego. Ale to tylko teoria. W praktyce – jak się ma kontakt z prawdą objawioną w archiwum IPN-u, to niepotrzebne są certyfikaty. Po co komu klauzula „Poufne”, skoro mamy klauzulę „Patriotyczne”?

DLACZEGO TO JEST GROŹNE (I ŻAŁOSNE)

Zatrudnienie Cenckiewicza w BBN to jak zaproszenie kota do strzeżenia akwarium. Tylko że ten kot najpierw wrzuca zdjęcie ryb na Twittera, potem je zjada, a na końcu pisze książkę, że to była prowokacja SB.

Pamiętajmy: to nie jest żart. To facet, który został formalnie oskarżony o ujawnienie tajemnic armii. I mimo to towarzyszy prezydentowi na rozmowach z Trumpem, który i tak wie mniej niż jego własny fryzjer, więc nie ma znaczenia, co się mu powie. Ale znaczenie ma to, kto tego słucha.

Bo świat nie potrzebuje już hakerów. Wystarczy zaprosić Cenckiewicza.

A PREZYDENT? GŁASZCZE I NAGRYWA

Karol Nawrocki, czyli prezydent w stylu „influencer first, konstytucja później”, traktuje Cenckiewicza jak swojego Rasputina. W końcu ktoś musi mu tłumaczyć historię. A Cenckiewicz ma swoją. Alternatywną. W tej wersji Lech Kaczyński nie zginął w Smoleńsku, tylko został wymazany przez układ gdańsko-litewsko-ruski.

Więc mamy prezydenta, który traktuje państwo jak profil na Instagramie, i szefa BBN, który traktuje tajemnice jak slajdy z PowerPointa dla młodzieży patriotycznej.

To już nie jest państwo z dykty. To państwo z dykty, ale dziurawej.


I co? Nadal uważacie, że nie trzeba iść na wybory?
No to miejcie potem pretensje do siebie, że bezpieczeństwo narodowe oddaliśmy w ręce ludzi, którzy nie przeszliby rekrutacji na nocnego portiera w archiwum szkoły podstawowej.

Ale przeszli do BBN. W asyście prezydenta. Na białym koniu. Zwanym Photoshop.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights