
Sąd zdecydował: tymczasowy areszt dla Zbigniewa Ziobry. I nagle człowiek ma to rzadkie, egzotyczne w polskiej polityce uczucie, że rzeczywistość jednak potrafi czasem działać jak dobrze naoliwiona maszyna, a nie jak wózek sklepowy z urwanym kółkiem.
To oczywiście nie jest żaden triumf sprawiedliwości w stylu hollywoodzkim, tylko zwykła, nudna procedura, która – jak widać – potrafi zrobić coś więcej niż tylko produkować papier. Ale sam fakt, że słowo „areszt” nie dotyczy tu nauczyciela WF-u za złe parkowanie, tylko człowieka, który przez lata traktował państwo jak prywatny warsztat blacharski, jest już małym świętem.
Ziobro przez długi czas wyglądał jak ktoś, kto uważa prawo za rodzaj plasteliny: ugniatasz, rozciągasz, a jak się nie podoba, to wycierasz ręce w konstytucję. Teraz plastelina zamienia się w twardszy materiał. I bardzo dobrze, bo państwo nie może być wiecznie jak mokra kartka papieru – rozmazana, miękka i wrażliwa na każdy tłusty palec.
A kiedy człowiek myśli, że dzisiaj już nic go nie zdziwi, wchodzi ON.
AMBASADOR ROSE I JEGO SHOW: „DYPlOMACJA NA X, WERSJA DLA NIECIERPLIWYCH”

Ambasador USA w Polsce, Tom Rose, postanowił urządzić nam teatrzyk. Wystąpił w roli nauczyciela od zachowania, który wchodzi do klasy i bez pytania stawia wszystkich do kąta.
Oświadczył, że zrywa kontakty z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, bo marszałek miał czelność nie klęknąć przed pomysłem, by Donald Trump dostał Pokojowego Nobla. Tak, to nie żart. To jest ten moment, w którym człowiek zastanawia się, czy świat nie jest przypadkiem symulacją, a my jesteśmy statystami w kiepskim sitcomie.
Wyobraźmy to sobie: Trump – człowiek, którego ego jest większe niż jego słownik, a ambicje mają rozmiar kontenera morskiego – ma dostać Pokojową Nagrodę Nobla. To trochę jakby nagrodzić piromana za ciepło, które daje ludziom w czasie mrozów.
Czarzasty powiedział „nie”. I już mamy dyplomatyczną awanturę, jakby właśnie odmówił podpisania aktu kapitulacji.
TUSK: „SOJUSZNICY POWINNI SIĘ SZANOWAĆ”

Donald Tusk odpowiedział dokładnie tak, jak powinien odpowiedzieć premier suwerennego państwa: „Sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać.” Prosto. Spokojnie. Bez piany. Jak człowiek, który wie, że partnerstwo to nie relacja pan–parobek.
I wtedy ambasador Rose odpalił ripostę, która obraża nie tylko rozum, ale i podstawy savoir-vivre’u. Napisał do Tuska w tonie, jakby poprawiał dziecku zeszyt w kratkę: że wpis premiera „pewnie został wysłany przez pomyłkę”, bo powinien być skierowany do Czarzastego.
To jest ten moment, w którym dyplomacja zdejmuje garnitur, zakłada dres, wyciąga gwizdek i zaczyna biegać po boisku, udając sędziego.
Panie ambasadorze: Pan tu jest gościem. Nie „namiestnikiem”. Nie „wychowawcą klasy”. Nie „kierownikiem kolonii”. Pańska rola nie polega na tym, by mówić polskim instytucjom, z kim wolno rozmawiać, a z kim nie. To nie jest gra komputerowa, w której odblokowuje się NPC tylko po wykonaniu misji „Pochwal Trumpa publicznie”.
CZARZASTY: NIBY RAZEM, ALE ZAWSZE TROCHĘ OBOK

Żeby było jasne: Czarzasty nie jest moim idolem. On bywa jak stary radioodbiornik – czasem złapie sensowną falę, ale trzeszczy, przerywa i co chwila wyskakuje reklama.
Ale w tej sprawie problemem nie jest to, czy Czarzasty mówił zbyt ostro, czy zbyt miękko. Problemem jest to, że ambasador obcego państwa uznał, że może karać drugą osobę w państwie, bo obraziła jego ulubionego polityka.
Sojusz to nie sekta. A prezydent USA nie jest bóstwem, któremu składa się ofiary z polskiej godności.
PRAWICA I JEJ HOŁDY: „WOLNOŚĆ, ALE TYLKO DLA NASZEGO PANA”

I teraz najlepsze: polska prawica – ta sama, która wyje na słowo „suwerenność”, gdy tylko Unia Europejska pyta o praworządność – nagle zaczyna zachowywać się jak wierna służba w pałacu Trumpa.
Nawrocki i jego ekipa, z Przydaczem w roli moralizatora od „dyplomacji”, brzmią dziś jak ludzie, którzy mylą politykę zagraniczną z pielgrzymką. To jest ta mentalność: „Proszę pana, my tu jesteśmy grzeczni, proszę nas pochwalić.”
A Przydacz – ten sam, który lubi opowiadać o tym, jak należy się zachować, by „nikogo nie urazić” – teraz jest nagle zachwycony publicznym połajankiem premiera Polski przez ambasadora. Bo w tej opowieści obrażony jest Trump. A jak obrażony jest Trump, to prawica dostaje drgawek lojalności.
Nawrocki natomiast, zamiast pilnować powagi urzędu, wygląda jak człowiek, który przy każdej okazji chce udowodnić, że umie klęknąć szybciej niż reszta.
I jeszcze ta histeria: że Czarzasty „demoluje relacje”.
Tak. Oczywiście. Relacje polsko-amerykańskie są tak kruche, że rozpadają się od jednego zdania marszałka. A nie od rosyjskich rakiet, wojny, geopolitycznych targów i ego Trumpa, które ma własną grawitację.
TRUMP – PREZYDENT, KTÓRY CHCE NOBLA OD SAMEGO SIEBIE

Trump jest jak człowiek, który przychodzi na imprezę i już w drzwiach wręcza sobie medal. A potem każe wszystkim klaskać, bo inaczej „obrażają Amerykę”.
Ambasador Rose w tej historii zachowuje się jak jego osobisty ochroniarz od uczuć. Jakby dyplomacja była usługą VIP: „ochrona przed krytyką”.
A gdzie w tym wszystkim jest prawdziwy świat?
W prawdziwym świecie Putin – morderca i wróg godny pogardy – próbuje zrobić z zimy broń, z bombardowań argument, a z ludzkiego życia statystykę. W prawdziwym świecie Ukraina nie potrzebuje PR-owych rozejmów, tylko realnego wsparcia. I jeśli Ameryka ma być liderem wolnego świata, to nie powinna wysyłać do Warszawy ludzi, którzy mylą ambasadę z kontem na X.
ZAKOŃCZENIE: KTO POMYLIŁ ROLE?
Ziobro dostał decyzję sądu. I to jest porządek rzeczy: państwo rozlicza tych, którzy je rozmontowywali.
Ambasador Rose natomiast postanowił rozliczać polskie instytucje za to, że nie mówią o Trumpie na klęczkach. I to jest bałagan rzeczy: dyplomata udaje namiestnika, a część polskiej prawicy udaje, że to normalne.
Więc tak: role się pomyliły.
Premier Polski nie jest uczniem do poprawiania. Marszałek Sejmu nie jest figurą do odstawienia na półkę. A Polska nie jest kolonią, w której ambasador rozdaje stopnie z posłuszeństwa.
Sojusznicy powinni się szanować.
I to nie jest prośba.
To jest minimum przyzwoitości — taki pas bezpieczeństwa w polityce. Bez niego wszyscy wylatujemy przez szybę. Tylko niektórzy jeszcze klaszczą, bo wydaje im się, że to pokaz fajerwerków.

Dodaj komentarz