ANDRZEJ „HUSARIA” DUDA ŻEGNA SIĘ Z NARODEM. OSTATNI JEŹDZIEC NA BIAŁYM OBŁOKU

Warszawa

Zamknijcie okna, schowajcie dzieci, wyciszcie koty – nadchodzi ostatnie orędzie Andrzeja Dudy. Człowieka, który przez dekadę z uporem godnym leminga podążał ścieżkami wyznaczonymi przez prezesa, łaskawie potykając się o Konstytucję tylko wtedy, gdy była akurat pod nogą. Teraz, jak zapowiedział jego przyboczny Mastalerek (pełniący w ostatnich latach funkcję kamertonu pochlebstw), Duda podsumuje swoje dziesięć lat na urzędzie. Czyli dziesięć lat wygodnego fotela, długopisu turbo, podróży w klasie business i min niezrozumienia, gdy ktoś wspominał o trójpodziale władzy.

WIELKIE POŻEGNANIE. CZYLI „TO NIE JA, TO TUSK!”

O godzinie 20:00 czeka nas wzruszający moment. Prezydent Duda, człowiek tak popularny, że nawet zegar w Pałacu odliczał dni do jego odejścia, wystąpi w telewizorze i po raz ostatni przemówi do narodu. Podsumuje wszystko, co osiągnął. Czyli głównie: ułaskawił tych, co jeszcze nie zostali skazani, zawetował własne weto, wyraził „zaniepokojenie” kilkadziesiąt razy, i przypomniał sobie, że istnieje Ukraina – kiedy zobaczył, że kamery już stoją na granicy.

Ale bądźmy sprawiedliwi – przez całe dwie kadencje konsekwentnie nie przeczytał Konstytucji. To też wymaga samozaparcia. Bo jak mawiał klasyk: „Jeśli nie możesz zrozumieć, ignoruj. A jeśli ci przypominają – ułaskaw.

MASTALEREK ZACHWYCONY. A KTO NIE?

Szef gabinetu – człowiek z nadzwyczajną odpornością na wstyd – ogłosił, że Duda „zmienił polską politykę”. I trudno się nie zgodzić. Bo polityka, po dwóch kadencjach jego obecności, przypomina teraz planszówkę „Monopoly”, gdzie wszyscy siedzą na darmowym polu, a karty wydarzeń pisane są przez Ziobrę i memy.

Duda – jak twierdzi Mastalerek – „wygrał wszystkie tury”. Co prawda większość z nich nie była jego, ale przecież ważna jest wiara we własną wielkość. Był jak uczeń, który przepisuje wypracowanie od kolegi, po czym gratuluje sobie kreatywności.

UŁASKAWIACZ Z KLASĄ

Prezydent zakończył swoje urzędowanie symboliczną klamrą: ułaskawiając Bąkiewicza. Zaczął od Kamińskiego i Wąsika, zakończył uderzeniem w Babcię Kasię. Jeśli to nie konsekwencja, to nie wiem, co nią jest. Można mu zarzucić wszystko – poza brakiem lojalności wobec swojego obozu. Jak pies, który nawet gdy właściciel go bije, nadal merda ogonem, bo może rzuci mu jakiś stołeczek.

A teraz? Czeka go zasłużony odpoczynek. Bo jak sam powiedział – „to nie czas na emeryturę”. O nie! To czas na pisanie książki, picie kawy z żoną (jeśli nie ogląda TVN24) i… czekanie, aż Kaczyński wyciągnie go z szuflady i zrobi z niego premiera. Tak, Andrzej Duda jako premier – to jakby powierzyć odpowiedzialność za loty międzyplanetarne gołębiowi pocztowemu. Ale co tam, mamy już za sobą ministra edukacji bez matury.

KONIEC EPOKI… I POCZĄTEK EPITAFIUM

Ostatnie dni prezydentury upłynęły Dudzie na pakowaniu kartonów, co – trzeba przyznać – robi z większym zaangażowaniem niż podpisywanie ustaw. Przypomniał nawet, że garderoba w pałacu „pamięta czasy Wałęsy”. No cóż, Pałac wiele pamięta. Na przykład to, że wcześniej bywali tam prezydenci.

Nie wiemy jeszcze, czy Duda wróci. Może jako marszałek, może jako autorytet moralny (śmiech z offu), może jako maskotka kampanii PiS. Ale jedno wiemy na pewno – nic, absolutnie nic, nie odda tej ulgi, że już idzie sobie w cholerę.

POST SCRIPTUM: KAROL „NOWY LEP NA MUCHA” NAWROCKI

Na jego miejsce wchodzi Karol Nawrocki – człowiek, który będzie tęsknił za czasami, kiedy największym wyzwaniem w polityce było „czy ułaskawić, czy tylko pogrozić palcem”. Teraz będzie musiał mówić pełnymi zdaniami, co już samo w sobie stanowi pewien progres. Choć i tak wszyscy wiemy, że nowy prezydent będzie równie autonomiczny, jak paprotka w rogu Pałacu – niby jest, ale zawsze podlewana przez kogoś innego.


I tak żegnamy prezydenta, który nie potrafił powiedzieć „nie” nikomu poza Konstytucją. Człowieka, który przez 10 lat grał pierwsze skrzypce w orkiestrze PiS, nie wiedząc, że grają playback.

Zostańcie ze mną. Już wkrótce: „Karol Nawrocki – cichy, lojalny, niebezpieczny”. Ale o tym – następnym razem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights