AMBICJE POLSKI I GORZKI SKUTEK ZMIAN W EDUKACJI

Warszawa

Dzień w polskiej polityce minął jak zawsze – między marzeniem o wielkości a ponurą rzeczywistością, czyli między G20 a G2 z historii na maturze.

Zacznijmy od naszego najnowszego narodowego hobby: ubiegania się o miejsce przy stole G20. Polska, teraz oficjalnie 20. gospodarka świata (przynajmniej według Excela z podświetlonymi komórkami), postanowiła przekonać świat, że należy jej się miejsce w klubie największych. Sikorski grzecznie zapukał do drzwi Waszyngtonu, prosząc Blinkena o bilecik VIP, a prezydent Karol Nawrocki (który ewidentnie bawi się w polityczny cosplay) dostał zaproszenie od Donalda Trumpa na przyszły szczyt G20. Tak, tego Trumpa. Tego od „covfefe” i ostrzyżonych fok na głowie.

Problem w tym, że G20 to nie wyprzedaż w Lidlu – nikt nie wystawia wózków z miejscami „do wzięcia”. Ktoś musiałby wypaść. Może Argentyna? Może RPA? Ale to by wymagało subtelnej dyplomacji. A jak wiadomo, subtelność nie jest naszą narodową specjalnością – my wchodzimy w białych kozaczkach i mówimy „przysuń się, bo ja też chcę być ważny”.

Tymczasem złośliwa rzeczywistość edukacyjna puka do drzwi i mówi „dzień dobry, jestem skutkiem waszego dziesięcioletniego eksperymentu z oświatą, w którym historia została zredukowana do papki o Janie Pawle II i cenach w PRL”. Zamiast uczyć młodzież logicznego myślenia i łączenia faktów, fundowano im lekcje „jak nie rozumieć kontekstu historycznego i głosować emocjami”. Efekt? Pokolenie, które myli rozbiory z Rozbickim i uważa, że konstytucja to coś, co można przegłosować na Facebooku. Historia i teraźniejszość? Raczej „historia i histeria”.

W sferze politycznej mamy klasyczny kabaret: Braun i jego Konfederaci święcą sondażowe triumfy, czyli Polska wciąż nie do końca wyrosła z fascynacji politycznymi jednorożcami, które krzyczą „wolność” i „Bitcoiny dla wszystkich”. Trybunał Stanu? Burzliwy. Szefowa komisji ds. pedofilii? Zrezygnowała, bo zorientowała się, że walka z patologią w Kościele to jak bieganie z łyżką przeciwko tsunami.

Na osłodę: Tusk – którego działania mają wreszcie odcień zębatego uśmiechu Mefista – zapowiada twarde odpowiedzi na naruszanie polskiej przestrzeni powietrznej. Zgoda – nikt nie wie, kto te przestrzenie narusza, ale dobrze, że ktoś w końcu patrzy w górę, a nie tylko w sondaże.

A na sam koniec: Ferrari w królewskim ogrodzie. Samochód piękny, stary, z klasą. Czyli dokładnie to, czym chciałaby być polska polityka. Niestety, na razie jesteśmy raczej zdezelowanym Polonezem z atrapą loga Ferrari, który próbuje zaparkować na salonach G20.

Miłego weekendu. Czytajcie historię. Ale tę prawdziwą.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights