
Jeśli ktoś uważa, że Polska nie ma satyry politycznej na poziomie Monty Pythona, to znaczy, że nigdy nie był na kampusie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości w Kaliszu. To nie uczelnia. To wehikuł do czasów, kiedy prawo było głównie sugestią, a rektor to był król, władca, monarcha absolutny z dostępem do drukarki plakatów i portalu X (Twittera, dla tych, co jeszcze używają mowy ludzkiej).
Rektorem tej osobliwej uczelni pozostaje dr Michał Sopiński, człowiek, który najwyraźniej pomylił stanowisko z funkcją propagandysty. Jego media społecznościowe przypominają podręcznik agitatora, a nie lidera akademickiego. To on nawoływał do „goleniu głów” badaczom Holokaustu, czyli profesorom Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu. O Donaldzie Tusku pisał, że powinien trafić do więzienia, Janinę Ochojską nazywał „marionetką Putina”. Czyli klasyczna mieszanka kompleksów, agresji i fasadowego patriotyzmu w sosie z tweetów.
Człowiek ten, uformowany przez ziobrystowską myśl akademicką, wciąż kieruje uczelnią podległą Ministerstwu Sprawiedliwości, mimo że w 2024 roku rozpoczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. A raczej, przepraszam, „wyjaśniające”, bo rektor uważa, że słowo „dyscyplina” godzi w jego majestat. Przesłuchania się odwlekają, decyzji brak, a czas leci jak paliwo z firmowego BMW rektora Nowaka z Uniwersytetu Warszawskiego — czyli z zadziwiającą swobodą.

To wszystko są złogi po erze PiS-u — martwe, ale cuchnące. Uczelnie, fundacje, państwowe spółki nadal pełne są ludzi, którzy traktują instytucje jak prywatne folwarki. Sopiński, Nowak, Kozłowska-Chyła, Romanowski, Cenckiewicz, Nawrocki — to nie są przypadkowe nazwiska, to relikty systemu, który wyhodował własną kastę nietykalnych. Ludzi, którzy jak karaluchy po atomówce przetrwali zmianę władzy i dalej siedzą w zakamarkach państwa, dokarmiani publicznym groszem i własnym poczuciem misji.
Nie zapominajmy: Romanowski i Ziobro, główni architekci tej ideologicznej kolonizacji instytucji, po zmianie władzy zwiali na Węgry w obawie, że prawo dobierze się im do dupy. Przepadli niczym walizka z kartotekami SB w 1990 roku. Ale ich wychowankowie zostali. Zostali i dalej kształtują kadry, podejmują decyzje, kolonizują urzędy, piszą podręczniki, prowadzą wykłady, rozdają indeksy i przydzielają granty. To już nie polityczna partyzantka. To infrastruktura.
Akademia, początkowo pomyślana jako kuźnia kadr dla Służby Więziennej, przekształciła się w przytułek dla znajomych z politycznych okopów. Właśnie tam, w budynku przy Alei Wyzwolenia w Warszawie, urzędował po cichu były wiceminister Marcin Romanowski. ABW nie mogła nie zauważyć, że tzw. Szkoła Doktorska AWS to była raczej filia Suwerennej Polski z kawiarnią polityczną.
Jak się okazało, uczelnia pod wodzą Sopińskiego rozdawała etaty jak ulotki pod kościołem. Nową prorektorką została dr Iwona Lewandowska-Pierzynka, znana wcześniej z faktu, że drukowała banery wyborcze w garażu na Lubelszczyźnie. Oczywiście, na urlopie. W czasie wolnym. Z potrzeby serca, a nie etatu.
Oczywiście AWS nie zatrudnia byle kogo. Piotr Cieplucha, ekswiceminister; Maria Dalkowska, córka innej byłej pisowskiej minister; prof. Kondek, z zarzutami dyscyplinarnymi. Zajęcia prowadził nawet dr Przemysław Ostojski, karierowicz z czasów Ziobry. To jakby kurs etyki prowadzili bohaterowie serialu „Układziki”.

Ale prawdziwy crème de la crème tej opowieści to Uniwersytet Warszawski i jego majestat, prof. Alojzy Z. Nowak, urzędujący rektor UW. Doradca PZU, wybitny przedstawiciel nurtu „nic nie robię, więc się nie męczę”. Zgarnął 4,6 mln zł za „doradztwo ustne”. Przez cztery lata zalogował się kartą wejściową 70 razy. Służbowe BMW przepaliło paliwa za ponad 233 tys. zł. Tylko Chuck Norris mógłby tyle wyjeździć bez opuszczania gabinetu.

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, czyli symbol instytucji akademickiej z ambicjami globalnymi, okazał się kolejnym złogiem epoki PiS. To przecież nie przypadek — to czysty produkt tamtego systemu, człowiek wychowany i wypromowany przez PiS-owski model państwowego klientelizmu. Jego funkcja w PZU, niezliczone rady nadzorcze, kontrakty, powiązania z Beatą Kozłowską-Chyłą — wszystko to miało sens tylko w kontekście PiS-owskiego przekonania, że państwo to łup wyborczy, a uczelnia to polisa na spokojne wakacje.

Na zapleczu państwa roztacza się jeszcze jeden teatrzyk. Karol Nawrocki, obecny prezydent i wychowanek IPN, powołuje swojego promotora Grzegorza Berendta na ambasadora ds. dyplomacji historycznej. Człowiek, który przez lata tkał kariery kolegów z Gdańska, teraz ma dbać o narrację narodową. Kto nie ma promotora, ten gorszy sort.
Nieprzypadkowo też obok Nawrockiego trwa w gotowości wieczny strażnik ideologii — Sławomir Cenckiewicz. Lustrator z misją, nadworny reżyser patriotycznych spektakli, redaktor pamięci zbiorowej. Ten duet, jak z taniego thrillera politycznego, odpowiada dziś za to, jak państwo opowiada o sobie światu. A skoro oni mówią za Polskę, to naprawdę jest się czego bać.
To nie jest system. To jest system nerwowy państwa w stanie zapalnym. Gdy AWS drukuje plakaty, a UW wystawia faktury za ustne pomruki, naród płaci. Kiedy historycy promują prezydentów, a prezydenci mianują historyków, prawda historyczna staje się memem.
To wszystko nie jest tylko śmieszne. To jest groźne. Bo te złogi wciąż wpływają na decyzje, zajmują stanowiska, blokują reformy. Są jak pasożyty — może niewidoczne, ale doskonale zakotwiczone w organizmie państwa. I póki nie zostaną odcięte, nie będzie zdrowienia.
Rektor Sopiński odsłania tablicę pamiątkową z własnym nazwiskiem. Nowak nie odsłania niczego, bo jego doradztwo jest niewidzialne. Duda wetuje ustawę reformującą AWS, a Romanowski z Ziobrą planują powrót do polityki z poziomu piwnicy z rzutnikiem.
A wszystko to gra. Polityczny kabaret z akademickim biletem. Kto nie widzi, ten nie zrozumie. Kto widzi, ten nie zaśnie.
I tak oto z uczelni robi się scena. Z rektorów — aktorzy. Z polityki — teatrzyk. I tylko student siedzi w auli i myśli: „czy to już egzamin z logiki, czy jeszcze kabaret?”
Na odpowiedź czekać nie trzeba: to była Polska. Rok 2026. Akademia Wymiaru Śmieszności. VIP karta. I pakiet ustny.

Dodaj komentarz