AGENT POGARDY KONTRA RZECZYWISTOŚĆ — CZYLI JAK BOGUCKI ZNALAZŁ W SOBIE FIZYKA KWANTOWEGO

Warszawa

Są takie chwile w polskiej polityce, kiedy człowiek nie wie, czy ma się śmiać, czy wzywać pogotowie. Ale potem na scenę wychodzi Zbigniew Bogucki i wszystko staje się proste: śmiać się. Śmiać do bólu. Bo oto mieliśmy występ, który przeszedł do historii — nie jako konferencja prasowa, ale jako kabaret polityczny w wydaniu prezydenckiej kancelarii.

Bogucki, człowiek o spojrzeniu, jakby właśnie odkrył, że żelazko parzy, postanowił oznajmić narodowi prawdę tak wstrząsającą, że nawet sejsmografy zatrzymały się z wrażenia:

DONALD TUSK UJAWNIŁ SIĘ JAKO AGENT. AGENT POGARDY!

Nie agent wpływu. Nie agent wywiadu. Nie agent, który pod osłoną nocy wynosi segregatory z Ministerstwa Finansów.
Nie.

Agent pogardy.

To już nie polityka. To poezja absurdu. To fizyka kwantowa rządząca się zasadą: jeśli czegoś nie rozumiem, nazwę to agenturą.


ODKRYCIE ROKU: METAFORA, KTÓRA UDERZYŁA MINISTRA W DUSZĘ

Tusk powiedział „zakute łby” — zwrot, który w polszczyźnie funkcjonuje od czasów, kiedy neandertalczycy próbowali wspólnie rozpalić ognisko.

Powiedział to o tych, którzy chcą zablokować miliardy z SAFE, programu ratunkowego dla polskiej armii i przemysłu zbrojeniowego.

Normalny człowiek zrozumiałby metaforę.
Człowiek polityki — przyjąłby ją na klatę.

Ale Bogucki to przypadek szczególny: on metafory nie rozumie. On na nie reaguje alergicznie. Wyraźnie dostał wysypki już po drugim sylabizowaniu.

Tak dotknięty, tak poruszony, tak wstrząśnięty — jakby ta metafora była fizycznym przedmiotem, który wszedł mu do mieszkania bez pozwolenia i jeszcze zjadł mu sernik.

I wtedy właśnie narodziła się prawda objawiona:

Premier jest agentem. Agentem pogardy!

W tej logice — gdyby Tusk powiedział „łby twarde jak bazalt”, Bogucki ogłosiłby, że premier ujawnił się jako agent geologiczny.

A gdyby powiedział „jak grochem o ścianę”, natychmiast poszedłby komunikat: „Tusk to agent rolniczy!”.


MLEKO SIĘ ROZLAŁO. ALE NIE TAM, GDZIE MYŚLI BOGUCKI

Minister oświadczył, że „mleko się rozlało”. Z powagą człowieka, który pierwszy raz w życiu odwiedził kuchnię.

Owszem, mleko się rozlało. Ale nie dziś, nie teraz i na pewno nie przez Tuska.

Rozlało się:

  • gdy PiS osiem lat straszył Polaków Niemcami, uchodźcami i rowerzystami,
  • gdy politycy tej partii mówili o „gestapo z Brukseli”,
  • gdy prezydent wetował wszystko, co miało wzmocnić państwo,
  • gdy propaganda lała się z ekranów jak kwaśne mleko z pękniętego kartonu.

Jeśli już kogoś obwiniać, to raczej tego, kto trzymał karton do góry dnem.


PODGRZEWANIE EMOCJI — CZYLI KTO TU STOI PRZY GRILLU

Bogucki zarzucił premierowi „podgrzewanie emocji”.

To brzmi mniej więcej tak, jakby podpalacz narzekał na strażaka, że za głośno używa syreny.

To jakby kucharz z pikniku narodowego mówił: „Proszę nie przeszkadzać, tu się smaży ojczyzna!”.

Bo przecież to nie Tusk od lat gra na emocjach.
To nie Tusk głosił teorie o „zdradzie”, „złodziejach” i „niemieckich sługach”.
To nie Tusk wykrzykiwał o „postnazistowskim państwie”, które „powinno przepraszać za istnienie”.

Ale w świecie Boguckiego wszystko działa odwrotnie.
Jak w lustrze w gabinecie krzywych zwierciadeł.


DYSKWALIFIKACJA PREMIERA? — CZERWONA KARTKA OD MINISTRA, KTÓRY  SAM ŁAMIE REGULAMIN

Minister stwierdził, że taka wypowiedź Tuska „powinna dyskwalifikować premiera jako człowieka przyzwoitego”.

Cudowna scena.
Bogucki stojący na podium i rozliczający ludzi z przyzwoitości, to jak…

  • pyton oceniający dietetyka,
  • gaśnica Brauna ucząca BHP,
  • doktorat Manowskiej uczący praworządności,
  • albo Konfederacja interpretująca konstytucję.

Gdyby Polska była szkołą, Bogucki właśnie wpisałby Tuskowi uwagę za „nieodpowiednie słownictwo”, po czym sam wybiegłby na korytarz krzycząc o „targowicy”, „zdradzie” i „agenturze Berlina”.

To klasyczne odwracanie ról:
ten, kto najgłośniej obraża, najszybciej obrażenie zgłasza.


BOGUCKI NIE SZUKA AGENA. BOGUCKI SZUKA PRETEKSTU

W tym całym występie nie chodzi o agentów.
Nie chodzi o pogardę.
Nie chodzi o słowa Tuska.

Chodzi o to, żeby wywołać aferę tam, gdzie jest tylko metafora, i przykryć to, co naprawdę boli:

  • że SAFE przyniesie Polsce miliardy,
  • że rząd Tuska działa sprawniej niż poprzednia ekipa,
  • że narracja PiS się sypie,
  • że Bogucki i spółka tracą grunt pod nogami.

Ale czego jak czego — metafor boją się najbardziej.
Bo metafora wymaga myślenia.
A to luksus, na który część dawnej władzy nie może sobie pozwolić.


AGENTURA NA MIARE NASZYCH CZASÓW

W tym wszystkim jest coś pięknego.
Polska polityka stworzyła nowy zawód: agent pogardy.

Kiedyś byli agenci wpływu, agenci wywiadu, agenci gier.
Dziś — agent metafory.

Jeśli Tusk jest agentem pogardy, to Bogucki jest agentem śmieszności.
Nie trzeba do tego uprawnień, wystarczy konferencja prasowa i bardzo dużo wyobraźni.

Choć prawdę mówiąc — ta wyobraźnia nie idzie w dobrym kierunku.

Ale spokojnie.
Polska widziała już wiele:

  • prezydentów, którzy wetowali własne ustawy,
  • ministrów, którzy gubili szczepionki jak klucze,
  • polityków, którzy mówili o „postnazistowskich Niemczech”.

Bogucki tylko dołączył do tej galerii.
W stylu komediowym, bez puenty, ale za to z entuzjazmem.

I jeśli to jest agentura —
to ja poproszę o sequel.

Zresztą, codziennie znajdzie się jakiś kretyn, żeby było z czego się pośmiać


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights