Warszawa

Zanim wrócimy do bohaterskich decyzji Rady Warszawy i tragikomedii z nocną prohibicją w tle — zacznijmy od tego, że… nad naszymi głowami coś jednak latało.

W ostatnich dniach, a także dzisiaj,  w czterech miejscach Polski odnaleziono tajemnicze obiekty przypominające drony. W powiatach: krakowskim, siedleckim, białobrzeskim i zamojskim grzybiarze (jak zawsze na pierwszej linii frontu) potykali się o szczątki bezzałogowców. W jednym przypadku – w Sulmicach – potwierdzono, że chodzi o dron typu Gerbera, tzw. „wabik”.

Policja i Żandarmeria Wojskowa zareagowały, MSWiA wydało komunikaty, a eksperci grzmią, że obiekty mogą mieć związek z naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony z 9 na 10 września. W sumie potwierdzono już odnalezienie osiemnastu (!) takich maszyn.

Prezydent USA, Donald Trump, zapytany, czy pomógłby Polsce i krajom bałtyckim w razie eskalacji ze strony Rosji, odparł: „Tak, zrobiłbym to.” A potem dodał: „Nie podoba nam się to” – co, jak na amerykański styl dyplomatyczny, oznacza mniej więcej tyle, co: „będziemy obserwować, ale nie liczcie na fajerwerki.”

Tymczasem Rosja naruszyła przestrzeń powietrzną Estonii, a Estonia – jak to Estonia – nie dała się zignorować i odpaliła artykuł 4 Traktatu NATO. A my? My mamy alert RCB i apel, żeby nie szukać dronów w lesie. Grzybiarze zignorowali apel.

W tle tej złożonej sytuacji światowej Kanada, Australia i Wielka Brytania ogłosiły uznanie niepodległości Palestyny. Izrael odpowiedział: „To absurdalna nagroda za terror”, po czym… zapowiedział odpowiedź. Na razie słowną. Na razie.

To tyle, jeśli chodzi o dziś.


Gdyby Kafka żył, pisałby o Radzie Warszawy.

Oto mamy: 81% warszawiaków mówi jasno — chcemy ciszy nocnej bez butelki w tle. Wzięli udział w konsultacjach, klikali, głosowali, odpowiadali. Dziewięć tysięcy dusz. I co robią władze miasta? Biorą ten wynik, patrzą na niego jak na przeterminowany jogurt i rzucają do śmieci. Bo przecież co tam opinia publiczna — ważne, czy Rafał Trzaskowski jest komunistą i czy prohibicja ma coś wspólnego z Ku Klux Klanem.

Takie pytania zadawali radni PO, gdy próbowali nie głosować własnego projektu. To był pokaz politycznego aikido: wykorzystać siłę przeciwnika (czyli samego siebie), by go unieruchomić. Trzaskowski – niesiony na fali społecznej zgody – zrejterował jakby szykował się na rolę w serialu „Upadek lidera”.

Zamiast ustawy dostaliśmy „pilotaż”. Brzmi jak coś, co mogłoby dotyczyć testowania autobusów, a nie zakazu sprzedaży wódki o drugiej w nocy. W dokumencie są rzeczy tak dramatycznie puste, że aż filozoficzne: szkolenia dla sklepikarzy, jak radzić sobie z klientem, który chce się napić. (Wskazówka: nie sprzedawać mu.)

Przy okazji radni zdążyli się pokłócić o stalinizm, zakony i regulacje moralności, bo najwyraźniej nie ma nic lepszego niż odwrócić uwagę od tego, że właśnie zlekceważyli wolę własnych wyborców.

Czekamy na kolejne punkty obrad:

  • Czy pozwolenie na psy na smyczy nie jest reminiscencją hitlerowskich porządków?
  • Czy nakaz zapinania pasów nie jest opresją godną stalinizmu?
  • Czy nocna cisza to aby nie neobolszewizm w przebraniu ciszy?

Ale Warszawa to nie wszystko.

WEJSZNORIA — TAM, GDZIE DYKTATURA KOŃCZY SIĘ ŻARTEM, A ZACZYNA FLAGA

Jeśli nie możesz zmienić rzeczywistości – wymyśl nową. Białorusini, żyjąc w cieniu Łukaszenki i jego manier rodem z operetki o tyranie, stworzyli Wejsznorię – kraj fikcyjny, wymyślony przez białoruskie wojsko podczas manewrów Zapad, który… stał się tożsamościowym memem narodowym.

Flaga, hymn, godło, historia, społeczność. Bo przecież jeśli żyjesz w rzeczywistości tak absurdalnej, że nawet Orwell by się zająknął, to wyjściem nie jest rewolucja, tylko ironia. Wejsznoria to ich sposób na emigrację wewnętrzną. A może ostatnia przestrzeń wolności, której nie da się jeszcze zaaresztować?

BOCIANY LECĄ, ALE NIE KAŻDY LĄDUJE

Z Polski wyleciały bociany. Do Afryki. Jak co roku. Niestety, jak co roku, również… niektóre już nie przylecą. Jagoda Grondecka z Libanu donosi, że tamtejsi „myśliwi” (cudzysłów z litości) urządzają sobie strzelaniny na wszystko, co lata.

Strzelają do bocianów, bo mogą. Bo mają broń. Bo chcą „zabawy”. Trudno to komentować, bo jak się mówi o tym, że ktoś zabija ptaki wędrowne „dla przyjemności”, to człowiek zaczyna tęsknić za jakąś wielką katastrofą moralną, która zrobi selekcję naturalną.

ASYSTENTURA I ŚWIADCZENIA — OTO, CO NIE JEST KLIKBAJTEM, A MIMO TO WAŻNE

Agnieszka Jędrzejczyk z OKOpress przepytała Łukasza Krasonia z MRPiPS. I nie była to rozmowa uprzejmościowa. Pytania były proste, konkretne i dotyczące rzeczy, o których większość mediów nie mówi, bo nie ma w tym ani jednego bociana, ani zakazu sprzedaży alkoholu.

Chodzi o asystencję osobistą. Rzecz niby banalna – pomoc osobom z niepełnosprawnościami – ale jakże systemowo pokręcona. Wywiad jest dwuczęściowy, bo jedna nie starczyła. Bo jak się pyta o rzeczy realne, to nagle władza musi odpowiadać, a nie tylko pozować do zdjęć przy nowych dźwigach portowych.

PODSUMOWANIE, CZYLI JAK TO U NAS ZWYKLE BYWA

Mamy więc tydzień, w którym stolica zlekceważyła własnych obywateli, naród białoruski wymyślił wolność, bociany zostały zestrzelone, grzybiarze znaleźli drony, Trump rzucił półobietnicę, a świat znów się pokłócił o Palestynę.

Z grubsza: jeden samorząd się zakiwał, drugi naród się śmieje przez łzy, przyroda przegrała z głupotą, a geopolityka znów gra w ruletkę.

Polska? Bliski Wschód? Wszędzie to samo.

Do następnego tygodnia — chyba, że znów czegoś nie będzie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights