NAWROCKI I JEGO WETA – CZYLI Z KIBOLA NIE ZROBISZ INTELIGENTA

Warszawa

Dzień w polskiej polityce był jak kiepski serial, w którym reżyser uparł się, by każdą scenę kończyć farsą. Po całym spektaklu zwanym Radą Gabinetową, gdzie Donald Tusk mówił jak profesor do ucznia z ławki w ostatnim rzędzie, Karol Nawrocki postanowił odreagować. Jak? Oczywiście wetem. Ba, nawet dwoma!
Pod koniec dnia prezydent zablokował ustawę o zapasach strategicznych ropy i gazu oraz ustawę o środkach ochrony roślin. Oto pajac, który zamiast rozwiązywać problemy, bawi się w blokowanie wszystkiego, co się rusza. Pewnie chciał pokazać siłę, ale jedyne co pokazał, to że awarii mózgu nie da się naprawić wetem. Do garnituru trzeba dorastać przez pokolenia, a z kibola nie zrobisz inteligenta – nawet jeśli się uprzesz.


W sprawie ropy i gazu Nawrocki stwierdził, że propozycje zmian są „niewystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego”. Brzmi mądrze? Może na kartce. W praktyce oznacza to, że Polska zostaje przy rozwiązaniach, które Bruksela uznała za sprzeczne z unijnym prawem. Z kibolskiej loży wygląda to jak obrona suwerenności, z fotela dorosłego człowieka – jak obrona absurdu.


Drugie weto, dotyczące nawozów, to już czysta groteska. Elektroniczna dokumentacja stosowania środków ochrony roślin, którą rolnicy mogliby prowadzić na komputerze, została uznana przez prezydenta za nieproporcjonalną i naruszającą zasady równości wobec prawa. Czyli – w skrócie – kartka i długopis ważniejsze niż cyfryzacja. Cóż, kto się wychował na transparentach stadionowych, ten najwyraźniej woli bazgroły.


A co na to komentatorzy? Dariusz Joński celnie podsumował: „Nawrocki chce pouczać, tylko sam nie odrobił lekcji”. Mariusz Witczak dodał: „Prezydent został postawiony do pionu”. Tomasz Trela stwierdził wprost: „Karol Nawrocki nie dorósł do żadnej funkcji publicznej”. A Zbigniew Konwiński zauważył, że Rada Gabinetowa stała się forum „dopieszczania własnego ego”. Wszystko prawda.
Z kolei obóz Nawrockiego, czyli drużyna odwiecznych klaunów, próbował udawać, że to zwycięstwo. Mariusz Błaszczak jak zwykle bredził o „mijaniu się z prawdą”, Mateusz Morawiecki rzucił numerkami jak z kalkulatorka w markecie, a Waldemar Buda fantazjował, że „Nawrocki targał za łby rząd jak dzieci”. Owszem – ale tylko w wyobraźni.


Na deser prezydent zapowiedział, że będzie wetował wszystkie ustawy podnoszące podatki. Z wyjątkiem – uwaga – podatków dla banków. Tu nagle okazał się wrażliwy. Donald Tusk skomentował: „Nie spodziewałem się, że ta czułość pana prezydenta będzie dotyczyła banków, które osiągają rekordowe zyski”. I tu cały obrazek się domyka – kibol w garniturze, który wetuje cyfryzację rolników, ale z czułością tuli banki do piersi.
Podsumowując: dzień zakończył się dwoma wetami i jedną wielką kompromitacją. Polska polityka wygląda dziś jak mecz, w którym sędzia co chwilę gwiżdże faul, ale sam gra w drużynie przeciwnej. Różnica jest taka, że tu nie ma dogrywki – jest tylko coraz gorszy kabaret z jednym bohaterem w roli głównej. Bohaterem tragicznym, ale nie dla państwa – tylko dla własnego garnituru.


A CO JESZCZE SIĘ WYDARZYŁO?


Dzień był tak obfity, że scenarzyści „Mody na sukces” mogliby się uczyć. Po Radzie Gabinetowej Nawrocki rzucił hasło o „mapie drogowej” – nie wiadomo tylko, czy chodziło o politykę, czy może o mapkę z Kinder niespodzianki.
Magierowski przestrzegał, że weta będą miały „długofalowe konsekwencje” – czyli tłumacząc z dyplomatycznego na polski: ktoś będzie musiał posprzątać bajzel po prezydencie. Kierwiński zaś podsumował całą akcję jako „głupią ofensywę” – i to brzmi jak najbardziej profesjonalna diagnoza psychiatryczna.


W tle przewinęła się też sprawa ukraińskiego dziennikarza Witalija Mazurenki, który miał nieszczęście nazwać Nawrockiego „pachanem”. Stracił pracę – bo jak wiadomo, w Polsce wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się czułość prezydenta na epitety. Prawda historyczna bywa brutalna, ale obrazić kibola w garniturze? Tego system nie wybacza.


A teraz najlepsze kulisy: okazało się, że rząd Tuska do Rady Gabinetowej przygotował się jak do matury – były dwie narady, precyzyjne odpowiedzi i strategia na każdą okazję. Premier wiedział, czego się spodziewać i nie dał się zaskoczyć. Tymczasem gospodarz całej imprezy –  Nawrocki – wyglądał jak student, który pomylił sale i trafił na egzamin z fizyki kwantowej. Mówił równoważnikami zdań, a jego eksperci opowiadali banialuki, które rozsypały się przy pierwszym zderzeniu z faktami. Nic dziwnego, że jeden z ministrów przyznał: „Szczerze mówiąc, nie wiem, po co Karol Nawrocki to zrobił”. Wyszło więc jak zwykle: rząd odrobił lekcję, a prezydent zapomniał, że kartkówka też się liczy.


W dodatku wśród doradców zasiadła osobliwa ekipa – od Pauliny Matysiak z Razem, przez Marcina Horałę z PiS, po Jacka Saryusza-Wolskiego, który przeszedł polityczną drogę jak z „Gwiezdnych Wojen” – od jasnej do ciemnej strony mocy. Była też Wanda Buk, która jeszcze niedawno chciała liberalizacji OZE, a teraz mówiła o atomie. Jak widać, w Pałacu Prezydenckim każdy mówi swoje, a całość przypomina bardziej wiec dyskusyjny w remizie niż posiedzenie najwyższych władz państwa.


Żeby nie było zbyt ponuro, świat przyniósł też obrazek dnia: w hiszpańskim Buñol odbyła się Tomatina, podczas której uczestnicy obrzucają się tonami pomidorów. Symbole są oczywiste – tam pomidory lecą w powietrzu dla zabawy, u nas latają metaforycznie w stronę Nawrockiego. Z tą różnicą, że w Hiszpanii śmieją się wszyscy, a w Polsce śmieje się tylko pół narodu.


Na dokładkę, gdzieś w tle Ziobro i Warchoł próbują jeszcze udawać, że istnieją, składając zawiadomienie na ministra Żurka. A Muzeum Getta Warszawskiego pozbywa się wybitnego historyka, bo ktoś się boi porównań do Gazy. Czyli jak zwykle – Polska w pigułce: chaos, śmiech, łzy i weta.


Tak zakończył się dzień – z prezydentem, który wetuje co popadnie, z rządem, który musi po nim sprzątać, i z obywatelami, którzy zastanawiają się, czy to jeszcze polityka, czy już reality show. Niestety, to wciąż polityka. Reality show byłoby mniej żenujące.


  1. Maciej

    Spodziewałem się po Panu jakby nie patrzeć doktorze trochę więcej kultury w dyskusji A nie blokowania osób które zamieszczają niewygodne pytania na profilu Facebooka Ale widzę że po co się męczyć lepiej zablokować A liczyłem na bardziej merytoryczną dyskusję ale jak zwykle się zawiodłem.

    1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

      Nie wiem, czy Pana zablokowałem, choć nie mam takiego zwyczaju, ale wiem, że moje konto zniknęło, zostało zawieszone i raczej go nie odzyskam, ale zapraszam na swój drugi, awaryjny profil. Jestem dostępny jako IGADEN SUBOCZ https://www.facebook.com/igaden.subocz/, zapraszam!
      Ach, czyli znowu klasyczny dramat facebookowy: „spodziewałem się więcej kultury, a dostałem blokadę”. 😏 Szanowny Panie, ja tu nikogo nie blokuję – to raczej sam Zuckerberg rozstawia ludzi po kątach i rozdaje czerwone kartki jak sfrustrowany sędzia na meczu okręgówki. A co do „merytorycznej dyskusji” – proszę wybaczyć, ale jeśli ktoś myli pytanie z wykładem moralnym, to trudno, żeby zamiast dyskusji nie wyszła operetka. Następnym razem proszę pytać zgrabniej, a nie „niewygodniej” – bo wtedy zamiast zawodu może będzie wreszcie coś, co przypomina rozmowę. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights