
Pierwsza spektakularna porażka prezydenta Karola Nawrockiego? Bądźmy uczciwi – to nie jest porażka, to cały katalog kompromitacji oprawiony w złote ramki i wystawiony w muzeum groteski. W Waszyngtonie spotykają się Trump, Zełenski, Macron, Scholz, Starmer, Meloni, a nawet Finowie zdążyli już przysłać swojego przedstawiciela. Polska? Polska – zgodnie z nową, pisowską szkołą dyplomacji – została w przedpokoju, udając że wcale nie chciała wejść do salonu.
Nawrocki, ten polityczny debiutant, który zachowuje się jak dziecko zagubione w supermarkecie, miał być „liderem nowej Europy”. Tymczasem okazał się liderem własnej wyobraźni – kimś w rodzaju prezesa kółka różańcowego, który pomylił katechezę z debatą w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. A do tego miał być – według opowieści PiS – „piątą kolumną Trumpa” w Europie. Problem w tym, że wyszła z niego piąta kolumna nieudana – taka, która gubi drogę do własnego obozu.
KACZYŃSKI – DYRYGENT Z ŁOMEM
Nie oszukujmy się – Nawrocki to tylko kukiełka. Za sznurki pociąga Jarosław Kaczyński, który od lat uważa, że wystarczy krzyknąć „wstawaj z kolan!”, by świat padł nam do stóp. Niestety, świat nie padł. Świat parsknął śmiechem i poszedł dalej. Kaczyński próbuje robić z Nawrockiego prezydenta-koguta, a wyszedł mu kurczak z bazaru, któremu nawet Konfederacja nie chce dać ziarna.
Konfederaci zresztą, zamiast cokolwiek mądrego powiedzieć o polskim miejscu w Europie, kręci się wokół Putina jak ćmy wokół lampy naftowej. Z jednej strony deklarują patriotyzm, z drugiej – mrugają okiem w stronę Kremla. To taki polityczny kabaret „Ucho Prezesa”, tylko bez poczucia humoru.
PREZYDENT – PETENT
Nawrocki jedzie 3 września do Białego Domu. Ale nie jako partner, tylko jako petent. Polityczny żebrak, który będzie błagał Trumpa o zdjęcie i o to, żeby Amerykanie nie wycofali wojsk z Polski. W roli poważnego negocjatora widzi się chyba tylko on sam i jego przyboczny chór doradców – ludzi, którzy mają tyle wspólnego z dyplomacją, co disco polo z operą.
Można się spodziewać, że Nawrocki wróci z Ameryki z komunikatem: „rozmowa była bardzo dobra, relacje przyjacielskie, atmosfera ciepła”. Czyli dokładnie tym, co w polskiej polityce oznacza: nic.
TUSK – OSTATNI DOROSŁY NA SCENIE
Na tle tego cyrku Donald Tusk jawi się jak ostatni dorosły w pokoju pełnym rozwrzeszczanych dzieci. Gdy Pałac Prezydencki bawi się w przerzucanie odpowiedzialności z Przydacza na Sikorskiego i z powrotem, Tusk próbuje łatać dziury w relacjach międzynarodowych i sprawić, by Polska była traktowana poważnie.
Europa go słucha, bo zna, bo ufa, bo widzi w nim człowieka, który potrafi sklecić zdanie w trzech językach i nie pomylić Moskwy z Monachium. To drobiazg? Dla Nawrockiego – Himalaje.
KABARET „SPODENKI”
Cały ten spór o to, czyj przedstawiciel powinien być w Waszyngtonie – prezydent czy premier – to kłótnia o to, kto ma krótsze spodenki. Wyszło, że obie strony prezentują się w gatkach z czasów przedszkola, ale tylko jedna – ta prezydencka – ma do nich jeszcze podkolanówki i sandały. Efekt? Polska na arenie międzynarodowej wygląda jak dzieciak, którego nikt nie chce wybrać do drużyny piłkarskiej, więc stoi z boku i udaje, że go nie interesuje.
ŻUREK I CENCKIEWICZ – DWIE TWARZE TEGO SAMEGO TEATRU
Warto wspomnieć i o dwóch postaciach drugiego planu. Waldemar Żurek, człowiek poważny i kompetentny, jawi się dziś jak samotny strażnik zdrowego rozsądku, który próbuje jeszcze trzymać fundamenty demokracji w ryzach. Gdyby polityka była koncertem, Żurek grałby na skrzypcach Bacha – spokojnie, precyzyjnie, z kulturą.
Tymczasem Sławomir Cenckiewicz – to już zupełnie inna historia. Kanalia z dyplomatycznymi aspiracjami, człowiek, którego język nadaje się raczej do pisania donosów niż traktatów. Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego polska polityka zagraniczna przypomina czasem szopkę w remizie, to odpowiedź brzmi: bo takich właśnie ludzi dopuszczono do głosu.
KONSEKWENCJE – NATO, UE I POWRÓT DO PRL-u
Nieobecność Polski w Waszyngtonie to nie tylko wstyd na salonach, to realne konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa. W NATO patrzą na nas jak na niesfornego ucznia, który zamiast zadań przynosi usprawiedliwienie od mamy. W Unii – jak na partnera, który zawsze ma pretensje, ale nigdy nie ma propozycji.
Efekt? Polska staje się państwem drugiej kategorii – kimś, kogo się toleruje przy stole, ale nie pyta o zdanie, kiedy padają najważniejsze decyzje. To déjà vu z PRL-u, gdzie władza organizowała akademie ku czci, a prawdziwe decyzje zapadały gdzie indziej. Nawrocki – chcąc nie chcąc – wpisał się w ten właśnie schemat. Polska znów ma prezydenta na pokaz, do defilad i przecinania wstęg.
PODSUMOWANIE – WSTYD W SŁOŃCU WASZYNGTONU
Nawrocki chciał być tygrysem Europy, a został pluszowym misiem z odpustu, którego kupuje się za trzy strzały w balon. PiS i jego przybudówki od lat próbują wmówić Polakom, że „teraz to my rozdaliśmy karty”. Niestety, karty rozdaje kto inny, a Polska – dzięki Nawrockiemu – nawet nie siedzi przy stole.
A Tusk? Tusk robi, co może. Ale nawet najlepszy architekt nie postawi pałacu, jeśli obok ktoś nieustannie podrzuca mu do betoniarki łopaty piachu zmieszanego z błotem i nawozem.
Na razie więc mamy prezydenturę na miarę kabaretu. I niestety – cały świat ogląda ten spektakl.

Dodaj komentarz