
WSTĘP DO PREZYDENTURY: LOBOTOMIA W TELEWIZJI PUBLICZNEJ
W niedzielny wieczór Polacy oczekiwali jakiegoś znaku – może deszczu, może tęczy, może choćby nagłego wyłączenia TV Republika. Tymczasem spadło coś znacznie bardziej ponurego: wywiad Karola Nawrockiego, w którym tłumaczył, że bójka to forma szlachetnej męskiej walki wręcz. Przeciętny widz, który przez chwilę zapomniał, że to nie reportaż z lat 90. o kibolach z Radomia, mógł poczuć zgrzyt. Szlachetna walka? W lesie? Panie prezydencie, czy to cytat z „Mad Maxa”, czy raczej nowy program wychowawczy MEN?
Legendarny trener Andrzej Strejlau, człowiek, który widział więcej fauli niż Nawrocki maturzystów, skwitował to krótko: „potrzebny psychiatra”. Trafił w punkt. Bo jeśli ktoś z zapałem reklamuje ustawki, to w normalnym kraju nie zostaje prezydentem – tylko klientem oddziału nerwic pourazowych.
USTAWOWY CIOS W TWARZ
Tymczasem rząd Donalda Tuska, zamiast rozkładać ręce i powtarzać „a nie mówiliśmy?”, zdecydował się na manewr frontalny. Nie kijem go, to ustawą – i to całą serią ustaw. W pierwszych dniach urzędowania nowy lokator Pałacu Prezydenckiego ma zostać zasypany projektami legislacyjnymi szybciej, niż kibol na derbach rzuconą racą. Będzie wszystko: wiatraki, emerytury, PIT 0, CPK, energetyka jądrowa, a może nawet ustawa o zakazie wypowiedzi bez konsultacji z neurologiem.
Czy rząd w ten sposób testuje granice psychicznej wytrzymałości nowego prezydenta? Oczywiście. Czy prezydent zrozumie choć połowę tych ustaw? Cóż – obstawiamy, że szybciej zrozumie schemat taktyczny Lechii Gdańsk z 2007 roku.
Ale uwaga – Pałac nie pozostaje bierny. Prezydent Nawrocki zapowiada swoją własną legislacyjną kontrę. Co będzie w pakiecie? PIT 0 dla rodzin z dwójką dzieci, ustawa o minimalnej waloryzacji emerytury w wysokości 150 zł i zapewne nowelizacja ustawy o Godności Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (ze szczególnym uwzględnieniem leśnych turniejów bokserskich).

NOWY PREZYDENT – STARY KOŚCIÓŁ
W tle majaczy Konfederacja z Mentzenem, która z zapałem kibicuje wszystkim, co głupie, brunatne i wolnorynkowe. Kościół milczy, bo nawet biskupi nie wiedzą, jak się ustawić do sytuacji, w której prezydent promuje lanie się po twarzy, ale z patriotyczną intencją. Może nowy prezydent zalegalizuje ustawki jako formę duszpasterstwa młodzieżowego? Nowa ewangelizacja przez okładanie się kastetem?
POWIETRZE, WODA, BŁOTO I TUSK
W międzyczasie Polska tonie. Literalnie. Ulewy, powodzie, rzeki wylewają, harcerze ewakuowani, a minister Kierwiński z grobową miną ogłasza gotowość armii, straży i zapewne też wojska Balonowego. W normalnym kraju byłby to powód do jedności narodowej, ale w Polsce trwa wojna o wiatraki i energię – bo nie daj Boże, by tania energia dotarła do ludzi przed 2027, czyli kolejnymi wyborami.
A co robi Donald Tusk? Robi swoje. W spokoju, cierpliwie, metodycznie. Bo on już to zna. Przetrwał Kaczyńskiego, przeżyje i Nawrockiego. Jak trzeba, to wyśle do Pałacu prezydenckiego nie 20, a 200 ustaw. Zresztą – co to dla niego? On siedzi w Brukseli był, a teraz siedzi w burzy. Ale przynajmniej nie siedzi w lesie z bandażem na łuku brwiowym i nie opowiada o męstwie „na solo”.
POLSKA JAK Z MEMA
Kiedy wydaje się, że dno zostało już osiągnięte, Polska, niczym sumienny górnik, drąży dalej. Mamy prezydenta, który wychował się na stadionie, politykę pisaną jak blog patriotycznego kulturysty, a ustawę wiatrakową jako narzędzie wojny klasowej.
Jeśli ktoś jeszcze wierzył w sens, umiar i rozsądek – czas przeprosić się z lekami uspokajającymi. A jeśli ktoś ma wrażenie, że ten kraj zaczyna przypominać odcinek „Trudnych spraw” reżyserowany przez Uwe Bolla, to cóż – witamy w poniedziałek.
EPILOG: SZLACHETNY GNÓJ
Słowo „szlachetny” padło w tym tygodniu zbyt często. Szlachetna bójka, szlachetna inicjatywa legislacyjna, szlachetna cisza Kościoła, szlachetna nadzieja, że prezydent coś zrozumie. Aż chciałoby się sparafrazować klasyka: „bycie szlachetnym nie polega na tym, że kogoś oklepiemy pod Żabką, tylko że nie mamy takiej potrzeby”.
Ale nie traćmy ducha – póki Tusk żyje, póki sypie ustawami jak święty Mikołaj zdrowym rozsądkiem, póty jeszcze Polska nie zginęła. Nawet jeśli aktualnie tonie w błocie – dosłownie i metaforycznie.
Do następnego poniedziałku. Oby mniej szlachetnego.

Dodaj komentarz