ZASKAKUJĄCE NAZWISKO W AFERZE KPO. MĄŻ BYŁEJ PREMIER Z PIS I 600 MLN ZŁOTYCH

Warszawa

Niektórzy mają w życiu misję. Jedni leczą ludzi, drudzy ratują zwierzęta, a jeszcze inni – jak Edward Szydło – ratują… rodzinny budżet. Najlepiej z pieniędzy, które do tej pory należały do wszystkich, a potem – w magiczny sposób – trafiają w okolice Oświęcimia.

Edward Szydło, mąż byłej premier Beaty „Rodzina na swoim” Szydło, znany jest głównie z tego, że jest… mężem byłej premier. To funkcja niełatwa, wymagająca umiejętności stania w cieniu, ale też w odpowiednim momencie wychylenia się z tego cienia, aby ocenić, komu w regionie przyznać 600 milionów złotych z KPO. Wiceprzewodniczący komisji? A jakże. Bo przecież kto, jeśli nie on – człowiek, który z Unii potrafił wyciągnąć już dziesiątki milionów, prowadząc prywatną szkołę, która raportów finansowych nie składa, bo i po co?

Trzeba oddać, że pan Edward jest człowiekiem renesansu. Historyk, pszczelarz, myśliwy, kapitan drużyny piłki ręcznej, a przy tym przedsiębiorca w stylu „Amber Gold dla ubogich” – niby edukacja, a jednak kasa. Szkoła, której jest dyrektorem, żywi się unijnymi grantami tak łapczywie, jak borsuk miodem z pszczelego ula. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że samorząd dawno stracił kontrolę nad tym cackiem, a obowiązkowych sprawozdań brak – no ale przecież w życiu chodzi o to, by umieć się ustawić tak, by nikt nie zaglądał w papiery.

Rodzina Szydło ma też wyraźny talent do ochrony prywatności – gdy trzeba, to pan Edward potrafi poszczuć psem dziennikarkę. W trosce o spokój domowego ogniska, rzecz jasna. Bo wiadomo: ciepło domowego kominka najlepiej ogrzewają unijne pieniądze.

A teraz, proszę państwa, mamy sytuację, w której człowiek z takim CV decyduje, czy pieniądze z KPO pójdą na innowacje, czy może – jak ostatnio – na jachty, domki na wodzie i ekspresy do kawy. Czy to nepotyzm? Ależ skąd! To po prostu genialne wykorzystanie dostępnych zasobów. W końcu w polityce, jak w pszczelarstwie – liczy się, by jak najwięcej miodu trafiło do swojego ula.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to skandal. Ale spójrzmy na to inaczej – to przecież polska przedsiębiorczość w czystej postaci. Od lat uczymy się, jak wydoić Unię i jednocześnie krzyczeć, że nas bije. Pan Edward jest tu wzorem do naśladowania. Wprawdzie nie w podręcznikach etyki, ale w nieoficjalnych notatkach dla „swoich” – jak ustawić komisję, jak ustawić stowarzyszenie i jak ustawić… życie.

I to jest właśnie największe osiągnięcie tej pary – Beata na afiszu, Edward w cieniu, oboje w zgodnym duecie śpiewają hymn o uczciwości, a w refrenie – Rodzina na swoim, za cudze.

PS. Skoro pan Edward już tak dobrze zna się na przyznawaniu kasy, to może czas na nominację do NBP? Wtedy to już byśmy mieli prawdziwy kabaret.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights