WOJNA, KTÓRA ŚMIEJE SIĘ Z POKOJU. A POLSKA WCIĄŻ NA ZAKRĘCIE

Warszawa

27 grudnia 2025 roku. W nocy Rosja przeprowadza zmasowany atak na Ukrainę: 500 dronów, 40 rakiet, w tym hipersoniczne Kindżały. Kijów pogrąża się w ciemności. Połowa miasta bez prądu, 2600 budynków bez ogrzewania. Trwa zima. Temperatury ujemne, śnieg, dwoje rannych dzieci, a świat milczy, bo prezydent Trump jeszcze nie „zatwierdził” niczego.

Zachód, pogrążony w kalkulacjach i wykresach inflacji, czeka. A Putin? Wysyła „szahedy” i rakiety tuż przed spotkaniem Zełenskiego z Trumpem. Bo dla Rosji rozmowy pokojowe to tylko przerwa w przemocy. Pokój staje się pustym hasłem, groteskowym tłumikiem sumienia Zachodu.

Prezydent Ukrainy nie ma wątpliwości: dyplomacja bez realnego wsparcia militarnego to teatr. Zachód ma możliwości, ale brakuje mu odwagi. Europa i USA milczą, a Rosja bombarduje przedszkola.

POKÓJ, KTÓRY ISTNIEJE TYLKO W POWERPOINCIE

Od tygodni eksperci ścigają się w przewidywaniach, jak może wyglądać pokój. Będziemy mieli albo pokój realny, z gwarancjami i planem odbudowy, albo atrapę – zamarznięty konflikt i kolejne sankcje bez pokrycia. Tymczasem rosyjskie rakiety przypominają brutalnie: wojna trwa.

Z ekonomicznego punktu widzenia nawet zły pokój to czasem mniej kosztowny scenariusz niż trwanie konfliktu. Ale to nie znaczy, że jest dobry. „Zamrożony pokój” obniża zaufanie do NATO, podważa fundamenty europejskiego bezpieczeństwa i wysyła do autokratów jasny komunikat: opłaca się strzelać.

USA – CHINY: ZAWIESZENIE BRONI NA GLINIANYM FUNDAMENCIE

Rok 2026 może przynieść poważne pogorszenie relacji między USA a Chinami, mimo chwilowego rozejmu wypracowanego przez Trumpa i Xi w październiku. Ustawodawcy po obu stronach ostrzegają: zbliża się nowa fala napięć. W grę wchodzą cztery potencjalne bomby geopolityczne:

Po pierwsze – sojowa mina handlowa. Pekin obiecał zakupić 12 milionów ton soi, ale zrealizował tylko ułamek tej obietnicy. Rolnicy w stanach kluczowych politycznie dla Republikanów – Iowa, Illinois, Minnesota – zaczynają panikować. Trump to widzi. Jeśli Xi nie dotrzyma słowa do 28 lutego, sytuacja może eksplodować.

Po drugie – Tajwan. Chiny eskalują przygotowania do inwazji, testując nowe amfibie i grożąc sąsiadom. Stany Zjednoczone stosują klasyczną strategiczną dwuznaczność, czyli: „Nie powiemy, co zrobimy, ale patrzymy”. Trump, w stylu Trumpa: „Dowiecie się, jeśli to się stanie”.

Po trzecie – pierwiastki ziem rzadkich i farmaceutyki. Pekin może zakręcić kurek w każdej chwili. USA zależą od Chin w ponad 80% w zakresie składników leków. Jeśli Xi postanowi przydusić Zachód w ten sposób, kryzys zdrowotny gotowy.

Po czwarte – militaryzacja regionu. Trzeci chiński lotniskowiec Fujian, nowoczesne katapulty elektromagnetyczne, presja na Japonię, Australię i Indo-Pacyfik. Pekin testuje czerwone linie, a USA próbują powstrzymać dominację.

Wszystko to dzieje się w cieniu niepewności co do TikToka, cyberataków i kontrolowania eksportu technologii. Rozejm wygląda bardziej na przerwę między rundami niż na realny przełom.

RYNKI SIĘ CIESZĄ. LUDZIE JUŻ MNIEJ

Rynki reagują z wyprzedzeniem. Spadek cen gazu o 15–50 proc., obniżenie inflacji, nadzieje na odbudowę Ukrainy – to wszystko już wycenione. Ale w Europie Środkowej, zwłaszcza w Polsce, premia za ryzyko wciąż wysoka. Bo zbyt blisko jest granica, zbyt świeże wspomnienie Buczy.

W wariancie dobrego pokoju PKB Polski może wzrosnąć o 0,5 proc. W scenariuszu złym – zostajemy krajem frontowym, z kosztami obrony, bez przestrzeni fiskalnej, z etykietką „rusofobii”. I jak tu budować zaufanie inwestorów?

UKRAINA: ODBUDOWA, KTÓRĄ POPROWADZĄ INNI

Odbudowa Ukrainy to ogromna szansa – ale dla kogo? Najwięcej zyskają Niemcy, Francja, USA i Chiny. Polska, owszem, zaangażowana, ale raczej jako pomocnik niż lider. Jak zwykle. Uchodźcy? Jeśli wrócą, to PKB Polski i Niemiec może się nawet lekko obniżyć. Taki jest rachunek solidarności.

SPOŁECZEŃSTWO W DWÓCH WAGONACH

Ponad 50 proc. Polaków uważa, że „udało się”. Inflacja spadła, pensje rosną, człowiek czuje, że znowu może kupić masło bez poczucia winy. Ale jest też druga połowa. Klasa średnia niższa, 30-40-latkowie, ci, którzy zostali z tyłu. I oni słuchają Brauna, Mentzena, Konfederacji, którzy nie oferują rozwiązań, tylko wrogów.

Narracja: „To nie wasza wina. Winni są Ukraińcy, UE, elity”. Znana, skuteczna i niebezpieczna. Społeczeństwo się dzieli nie według partii, ale według osi: kto ma poczucie sukcesu, a kto frustracji.

RZĄD, KTÓRY NIE PRZESZKADZA. ALE PREZYDENT TAK

Tusk i koalicja demokratyczna przeżyli 2025 rok dobrze. Wreszcie ruszyły pieniądze z KPO, gospodarka odbiła, polityka przestała przypominać kabaret z oblężonej twierdzy. Ludzie poczuli, że jest lepiej, ale… nie dziękują rządowi. „Sami to zrobiliśmy” – mówi społeczeństwo. I może to dobrze.

Ale obok tego umiarkowanego sukcesu rządu pojawia się permanentne hamulcowe zjawisko w Pałacu Prezydenckim. Karol Nawrocki – najpierw niezauważalny, dziś coraz bardziej szkodliwy – prowadzi otwartą wojnę z demokratycznie wybranym rządem. Wetuje ustawy nie dlatego, że są niekonstytucyjne, lecz dlatego, że są niepisowskie. Torpeduje reformy podatkowe, blokuje zmiany wspierające inwestycje, utrzymuje chaos, który służy jedynie jednej stronie: skrajnej opozycji.

Prezydent, który powinien być strażnikiem konstytucji, zamienił się w partyjnego blokera, osłabiającego państwo. Działa jak martwa waga przyczepiona do gospodarki – nic nie daje, tylko ciągnie w dół.

Tymczasem Andrzej Domański, minister finansów, z mozołem próbuje wprowadzać porządek w systemie podatkowym, uproszczenia, motywatory inwestycyjne. Gdyby nie prezydenckie weto, Polska mogłaby zyskać nowoczesny system rozliczeń, korzystny zarówno dla małych firm, jak i budżetu państwa. Donald Tusk, choć ostrożny w stylu, prowadzi politykę skuteczną: nie szarpie, nie krzyczy, tylko realizuje krok po kroku założenia, które mają odbudować zaufanie do państwa po latach demolki.

Ale kiedy prezydent zachowuje się jak zakładnik swojego obozu i wetuje złośliwie wszystko, co pachnie rozwojem, trudno o stabilność. Trudno też o cierpliwość.

BRAUN: BOHATER DLA ZMĘCZONYCH I ZDESPEROWANYCH

Grzegorz Braun – polityczna patologia, która stała się symbolem czegoś więcej niż sprzeciwu. Dla wielu: prorok. Dla innych: fanatyk z mikrofonem. Ale zdobywa poparcie, bo jest wyrazisty. Tego nie można powiedzieć o prezydencie Nawrockim, który istnieje tylko formalnie. Figurant. Urzędnik. Znikomy. I, co gorsza, destrukcyjny.

KACZYŃSKI? NIEOBECNY. PiS? W AGONII.

Jarosław Kaczyński zniknął z przestrzeni publicznej. PiS się rozpada. Konkurencja po prawej stronie żebrze o te same 20-30 procent elektoratu, ale to Braun i Mentzen robią szum. Jeśli Lewica się nie ogarnie, Tusk może zebrać cały środek i część centrum.

PODATKI, KTÓRE ZMIENIA SIĘ CO TYDZIEŃ

Rok 2025 to też rok podatkowych burz. „Podatek od ogrodzeń” stał się symbolem dezinformacji, a walka o składkę zdrowotną pokazała, że prezydent może zablokować wszystko. Weta do zmian w CIT, fundacjach rodzinnych, podatkach od kryptowalut, a potem autorski projekt Nawrockiego z zerowym PIT-em dla rodzin z dwójką dzieci. Polityka podatkowa? Raczej wyścig na Facebooku.

ZŁOTY, KTÓRY CZUJE STRACH I NADZIEJĘ

Złoty jest jak kelner w restauracji politycznej Europy: między umocnieniem a załamaniem. Gdyby wojna się skończyła, może zyskać 5–10 groszy wobec euro. Ale NBP i RPP jeszcze mieszają w stopach procentowych, a deficyt na rachunku obrotów bieżących zwiększa niepokój inwestorów.

I CO DALEJ?

Pokój to nie hasło z bilbordu. Pokój to proces, ryzyko, koszty. Dziś widzimy, że Rosja nie chce pokoju. Chce czasu. Chce zachodniego zmęczenia. I nie cofnie się przed niczym, by to osiągnąć.

A Polska? Polska znów musi zdecydować: czy będziemy biernym obserwatorem, czy aktywnym graczem. Czy znów podzielimy się na wagon pierwszej i trzeciej klasy, czy spróbujemy zbudować coś wspólnego.

Bo wojna trwa. Pokój nie nadszedł. I nikt już nie ma prawa udawać, że jest inaczej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights