
Karol Nawrocki wszedł do Pałacu Prezydenckiego z rozmachem… słownym. W kampanii wyborczej brzmiał jak energetyczny Mesjasz: „Prąd 33 proc. tańszy w 100 dni!” – grzmiał z mównicy, jakby miał w zanadrzu magiczny przełącznik, który jednym kliknięciem obniży rachunki w całym kraju. Niestety, zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne. Minęło raptem kilka tygodni, a zamiast spektakularnych działań dostaniemy spektakularną odmowę – prezydent oświadczył, że nie podpisze ustawy wiatrakowej, bo jest „niezręczna”.
Tu trzeba przyznać – to jedyny polityk, który potrafi uznać ustawę łączącą rozwój odnawialnych źródeł energii z zamrożeniem cen prądu za pułapkę. W logice Nawrockiego wygląda to pewnie tak: skoro coś może być dobre dla obywateli, to na pewno jest w tym drugie dno, a w tym dnie czai się Donald Tusk z planem zniszczenia wizerunku nowego prezydenta.
Tymczasem ustawa wiatrakowa to nie fanaberia. To realna szansa na tańszą energię, stabilniejsze ceny i odrobinę nowoczesności w kraju, w którym wciąż odkurza się piece na węgiel. Ale Nawrocki od początku kampanii dawał sygnały, że jego serce bije w rytmie fedrującej kopalni. Atom? Tak, ale dopiero wtedy, gdy ktoś inny go zbuduje i najlepiej w innej dekadzie. Wiatraki? Tylko tam, gdzie nikt ich nie zobaczy, nie usłyszy i – broń Boże – nie polubi.
Swoje zdanie o współpracy z nowym prezydentem wyraził też Waldemar Żurek. Gdy zapytano go, czy będzie pukał do Nawrockiego, odparł, że nie ma tego w planach. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że dialog z Pałacem przypomina rozmowę z czajnikiem: coś niby buczy, ale na końcu i tak idzie w powietrze sama para. Żurek nie owijał w bawełnę – mówił wprost, że już wcześniej wiedział, iż słów płynących z prezydenckiej kancelarii nie warto traktować jak gwarancji czegokolwiek. Zwrócił uwagę na niepokojące wypowiedzi otoczenia Nawrockiego, a resztę – jak to określił – wolał przemilczeć, bo szkoda słów.
A co na to obywatele? Sondaże są dla prezydenta równie przyjemne, co przeciąg z otwartej kopalni. 44 proc. badanych uważa, że nie będzie on niezależny od PiS, a jedynie 9 proc. wierzy w jego pełną samodzielność. Reszta zapewne jeszcze łudzi się, że może coś z tego będzie. Ale pierwszy wywiad w Telewizji Republika, prowadzony przez Danutę Holecką, skutecznie rozwiał te złudzenia – rozmowa przypominała pogawędkę dwojga starych znajomych z tego samego komitetu wyborczego, niż rozmowę głowy państwa z dziennikarzem.
Dziś obraz jest jasny: mamy prezydenta, który boi się ustaw jak dziecko ciemnego korytarza, wierzy w cudotwórczą moc węgla i stosuje w kontaktach z rządem strategię „przeczekam, aż się wszyscy zmęczą”. Problem w tym, że w energetyce czas nie działa na naszą korzyść. A im dłużej prezydent będzie trzymał rękę na hamulcu, tym bardziej jedyną turbiną w ruchu pozostanie ta w jego ustach – gdy wygłasza kolejne orędzia pełne obietnic, które z wiatrem mają wspólne tylko to, że rozwiewają się błyskawicznie.

Dodaj komentarz