



Czwartek rano. Kawa jeszcze parzy, tost z dżemem czeka, a świat – jak zwykle – wali się z wdziękiem. Donald Trump świętuje pierwszą rocznicę swojego powrotu do Białego Domu, w Polsce zbiera się komisja w sprawie immunitetu Zbigniewa Ziobry, a w Pekinie generałowie Xi Jinpinga planują nowy globalny porządek. Na taki poranek nawet podwójne espresso to za mało.
Wczoraj – Ameryka dostała po łapach.
Sąd Najwyższy w USA wziął pod lupę prezydenckie cła Donalda Trumpa, które miały chronić kraj przed „ekonomicznym zagrożeniem”. Innymi słowy, Trump uznał, że cała reszta świata to potencjalny wróg handlowy – i nałożył na nią podatki. Teraz okazuje się, że mógł nie mieć do tego prawa. Jeśli przegra, USA będzie musiało zwrócić ponad 200 miliardów dolarów – czyli równowartość połowy chińskiego planu ekspansji w Afryce.
Sędziowie w większości nie wyglądali na zachwyconych logiką Trumpa. Nawet konserwatywny John Roberts przyznał, że prezydent nie może przebudować całego systemu celnego, tylko dlatego że wstał w złym humorze. Trump oczywiście twierdzi, że wszystko to spisek elit, a jego prawnicy upierają się, że cła to nie podatek, lecz „środek regulacyjny”. Owszem – regulacyjny, ale głównie dla poziomu absurdu w polityce.
W tym samym czasie w Chinach – Xi Jinping uśmiecha się pod wąsem.
Chińczycy ogłosili, że weszliśmy w erę kontrglobalizacji. Świat już nie jest wspólnym rynkiem, lecz zbiorem trzech bloków: amerykańskiego, europejskiego i chińskiego. Pekin ma ambicję przejąć globalne przywództwo, a Trump – choć nieświadomie – pomaga w tym bardziej niż ktokolwiek inny. Jego izolacjonizm, nieufność do instytucji i wojny handlowe rozbijają porządek, który przez dekady budowali Amerykanie. Xi nie musi burzyć Zachodu – wystarczy, że pozwoli Trumpowi mówić.
Chińscy analitycy z zadowoleniem przewidują nową epokę: mniej demokracji, więcej ego; mniej instytucji, więcej liderów z własnymi kaprysami. Świat znowu przypomina salon z początku XX wieku, gdzie car Mikołaj II, cesarz Wilhelm i Franciszek Józef pokłócili się o mapy – tylko teraz w roli głównej występują Xi, Trump, Putin, Erdogan i bin Salman. Wszyscy mają nuklearne zabawki i konto na X (Twitterze).
Ale i w Chinach nie wszystko gra. Wzrost gospodarczy spowalnia, młodzi toną w deflacji i frustracji, a „inwolucja” – wieczny wyścig bez mety – staje się narodowym sportem. Xi może więc wygrywać globalnie, ale przegrywać w kraju. Bo żaden robot, nawet najnowszy „IRON” z Guangzhou, nie zastąpi poczucia, że jutro będzie lepiej.
Tymczasem w Warszawie – teatr pod tytułem „Immunitet i Kopciuszek”.
Dziś po południu komisja regulaminowa Sejmu zajmie się wnioskiem o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Polityk, który przez lata kontrolował prokuraturę, dziś sam może stanąć przed sądem – i to nie w roli oskarżyciela. Prokuratura chce mu postawić 26 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
Ziobro, według doniesień, przebywał na Węgrzech, ale może dziś przyjechać „zrobić show”, jak mówią posłowie KO. Na sali może się pojawić, bo i tak nie grozi mu zatrzymanie – komisja tylko rekomenduje uchylenie immunitetu. Decyzja Sejmu zapadnie dopiero wieczorem, w klasycznym stylu – „nocne głosowanie, gdy nikt nie patrzy”.
W PiS tymczasem trwa próba rozmiękczenia przekazu. Jarosław Kaczyński ostrzega, że aresztowanie Ziobry grozi mu „śmiercią”, a Przemysław Czarnek apeluje do PSL i Trzeciej Drogi o „ludzkie podejście”. Słowem – od partii, która przez lata wsadzała ludzi za memy, dziś słyszymy o humanitaryzmie.
Adam Bodnar, były minister sprawiedliwości, mówi wprost: Ziobro stworzył „państwo w państwie”. Fundusz Sprawiedliwości był maszynką do kupowania głosów, finansowania zaprzyjaźnionych organizacji i inwigilacji. Pegasus, Hermes – nazwy brzmią jak z mitologii, ale to były realne narzędzia do podsłuchiwania obywateli. W normalnym państwie za takie rzeczy odpowiada się przed sądem, nie przed kamerą.
A co jeszcze w politycznej kuchni?
Na Nowogrodzkiej trwa wewnętrzne przesłuchanie Roberta Telusa w sprawie sprzedaży działki pod CPK – afera, która pachnie jak stary pasztet z wyborów 2019. Komisji przewodniczy Elżbieta Witek, a Jarosław Kaczyński pojawił się, by „wyciągnąć konsekwencje”. PiS coraz bardziej przypomina korporację, w której dział HR próbuje udawać komisję etyki.
Banki w Polsce biją rekordy zysków, RPP dalej obniża stopy, a Glapiński – jak zwykle – mówi, że to jego zasługa. Świat więc się nie zmienia: jedni się bogacą, drudzy tłumaczą, że to cud gospodarczy.
Podsumowując ten czwartek:
- Trump tłumaczy się z ceł, Xi planuje nowy porządek świata,
- Ziobro szykuje się do starcia z własnym immunitetem,
- Kaczyński buduje mit męczennika,
- A Polska – jak zawsze – łączy absurd z logiką przy porannej kawie.
Świat 2025: mniej zasad, więcej ego. Xi planuje, Trump gra, Ziobro czeka, a my sprawdzamy, czy kawa jeszcze ciepła.

Dodaj komentarz