SZEŚĆ GODZIN RÓŻNICY, LAS POD OKNEM I RADA POKOJU DONALDA TRUMPA

Warszawa

Przyleciałem do Toronto po drugiej w nocy. Nad Atlantykiem było ciemno jak w archiwum partii, która właśnie przegrała wybory i udaje, że to był plan strategiczny. Ocean milczał. Samolot sunął spokojnie. Świat z góry wyglądał na uporządkowany.

Godzinę później byłem w East Yorku. W domu. W lesie.

Mieszkamy między drzewami, które są bardziej stabilne niż większość polskich koalicji. Niedaleko woda – spokojna, szeroka, jakby natura chciała pokazać, że można istnieć bez ciągłej konferencji prasowej. Do centrum Toronto mamy jakieś 15 kilometrów. Tyle, ile w Polsce zajmuje przejście od „pilnego newsa” do „pilnej korekty newsa”.

Pospałem kilka godzin. Organizm jeszcze nad Wisłą, ciało już nad Ontario. Wstałem, zrobiłem kawę, spojrzałem przez okno na mokry śnieg i topniejące chodniki.

I zrobiłem coś absurdalnego.

Włączyłem TVN24.

Siódma rano w Toronto, trzynasta w Polsce. Sześć godzin różnicy czasu. Zero różnicy w napięciu.


POLSKA 2050 – PARTIA W TRYBIE DEKOMPRESJI

Z ekranu płynie informacja: kolejny poseł odchodzi z Polski 2050. Paweł Zalewski. Wiceminister obrony. „Pozostanę niezrzeszonym”.

Symboliczny koniec – mówią jedni. Kryzys przejściowy – mówią drudzy.

Odeszli Kobosko. Odeszła Radwan-Röhrenschef. Odeszła Cwalina-Śliwowska. Teraz Zalewski. Rada Krajowa apeluje o nieeskalowanie napięć. Uchwała „kagańcowa” próbuje zamrozić konflikt jak niedomkniętą lodówkę.

Polska 2050 miała być świeżym powietrzem. Zaczyna przypominać balon, z którego uchodzi hel. Jeszcze wisi pod sufitem, jeszcze wygląda jak dekoracja, ale dźwięk już jest głuchy.

Zalewski – polityczny globtroter. PiS. PO. KO. Trzecia Droga. Teraz niezrzeszony. Biografia jak mapa przesiadek w metrze. Wierność wartościom deklarowana z każdej stacji.

A gdzieś obok rząd robi swoje. Tusk mówi o SAFE. O finansowaniu obronności. O realnych pieniądzach, realnych mechanizmach. Bez patosu. Bez dramaturgii. Z nudną, technokratyczną konsekwencją, która w Polsce bywa odbierana jako brak charyzmy, choć w normalnych krajach nazywa się ją odpowiedzialnością.


WOJNA PAŁACÓW I PROGRAM SAFE

W PiS chwilowy rozejm. Kaczyński tupnął nogą. Zakazał publicznych ataków. Grozi zawieszeniami. Frakcje pochowały się jak uczniowie po dzwonku.

Terlecki kontra Kaleta. Morawiecki broni. Jaki atakuje. Kurski komentuje.

Program SAFE – jeszcze niedawno szansa dla przemysłu zbrojeniowego – dziś według części PiS to zagrożenie niemieckim beneficjentem. Weto prezydenta wisi w powietrzu jak niedomknięte okno w lutym.

Polityka w Polsce coraz częściej przypomina teatr, w którym aktorzy grają dramat historyczny, ale publiczność wie, że to farsowy remake.


RADA POKOJU – TRUMP JAKO ARBITER ŚWIATA

Początek był racjonalny. Plan dla Gazy. Mandat ONZ. Poparcie Rady Bezpieczeństwa. Grecja gotowa wysłać wojsko. Indonezja kilka tysięcy żołnierzy. Maroko. Albania.

Brzmiało jak klasyczna dyplomacja.

Potem Trump rozszerzył ambicję. Rada Pokoju ma zajmować się także innymi konfliktami. On sam – przewodniczącym. Na długo. Może na zawsze.

I wtedy w Europie zapaliła się kontrolka.

Francja i Niemcy zobaczyły konkurencję dla ONZ. Małe i średnie państwa – zagrożenie dla porządku międzynarodowego, w którym reguły są ważniejsze niż temperament jednego lidera.

Węgry weszły bez wahania. Bułgaria zaskoczyła wszystkich – tymczasowy premier podpisał, ratyfikacji brak, opozycja w szoku, wybory za pasem.

A Polska?

U nas Rada Pokoju stała się kolejnym polem wojny domowej. Kaczyński mówił o stałym członkostwie i miliardzie dolarów składki. Jakby chodziło o zakup ekskluzywnej loży w globalnym klubie wpływów.

Prezydent był w Davos, stał obok Trumpa. Teraz do Waszyngtonu nie leci. Leci Przydacz. Status obserwatora. Rząd mówi: w tych okolicznościach nie przewidujemy przystąpienia.

Dyplomatyczne „nie” brzmi spokojniej niż polityczne „tak za wszelką cenę”.


UNIWERSYTET – INSTYTUCJA, KTÓRA MYŚLI DŁUŻEJ NIŻ JEDNĄ KADENCJĘ

Wyłączam telewizor. Jadę na kampus.

University of Toronto nie imponuje krzykiem. Imponuje pozycją. To jedna z najlepszych uczelni na świecie, regularnie w pierwszej światowej dwudziestce, a w niektórych dziedzinach – w absolutnej czołówce. Nie potrzebuje transparentów z napisem „jesteśmy wielcy”. Rankingi robią to za nią.

Od 1827 roku buduje coś, co w Europie Środkowej bywa kruche jak porcelana w czasie sejmowej debaty – kulturę instytucjonalną. Tu rektor nie jest wodzem plemiennym. Tu dziekan nie jest bohaterem wieczornego talk-show. Tu administracja działa jak zegar, a nie jak improwizowany kwartet smyczkowy bez nut.

Kampus St. George w zimowym, wilgotnym powietrzu wygląda jak gotycka opowieść o rozumie. Kamienne mury jakby mówiły: „widzieliśmy już imperia, rewolucje i kryzysy, damy radę i temu”. Obok nich nowoczesne bryły szkła i stali – jakby ktoś postanowił zderzyć średniowiecze z algorytmem.

Studenci idą z kubkami kawy, plecakami i laptopami. Nikt nie wygląda, jakby miał ratować naród. Ratują raczej modele ekonometryczne i prezentacje na jutro. Kanada, Indie, Chiny, Nigeria, Brazylia, Europa. Paszporty różne, wspólny język – dane.

Wchodzę do Rotman School of Management.

Rotman to nie jest zwykły wydział biznesu. To marka. Jeden z najlepszych wydziałów biznesowych nie tylko w Kanadzie, ale na świecie. MBA z Rotman to waluta wymienialna globalnie. Absolwenci trafiają do największych banków, funduszy, firm technologicznych. Nie dlatego, że krzyczą najgłośniej, tylko dlatego, że potrafią liczyć, myśleć i zadawać niewygodne pytania.

Wnętrza są nowoczesne, ale bez ostentacji. Szkło, drewno, przestrzeń. Zero złotych klamek. Zero portretów przywódców. Za to tablice pełne równań, wykresów, scenariuszy ryzyka.

Moja sala wykładowa powoli się wypełnia. Różne akcenty. Różne biografie. Jedni mają za sobą start-upy, inni pracę w bankach centralnych, jeszcze inni przyjechali prosto z rodzinnych firm z Azji czy Ameryki Południowej.

Temat wykładu: odporność systemów finansowych w niestabilnym środowisku geopolitycznym.

Mówimy o łańcuchach dostaw. O zależności od jednego dostawcy. O ryzyku koncentracji. O tym, że brytyjskie banki budują alternatywę dla Visa i Mastercard, bo boją się, że jeden polityczny kaprys może odciąć cyfrowy krwiobieg gospodarki. 95 procent transakcji przez dwie amerykańskie firmy. Jedno cięcie kabla i cofamy się do epoki czeków i kas fiskalnych z korbką.

Studenci nie pytają, kto jest winny. Pytają, jak zbudować redundancję. Jak zaprojektować system, który przetrwa nawet wtedy, gdy politycy uznają, że świat to ich prywatny teatr.

Potem przechodzimy do AI.

University of Toronto to jeden z globalnych biegunów badań nad sztuczną inteligencją. To tu rozwijały się koncepcje głębokiego uczenia. To tu powstały zespoły, które nie tylko budują algorytmy, ale także badają ich konsekwencje społeczne.

Wspominam o Pegasusie.

To właśnie środowiska akademickie – w tym kanadyjskie laboratoria badawcze – analizowały ślady cyfrowe, odkrywały infekcje, dokumentowały mechanizmy inwigilacji. Nie ministrowie. Nie rzecznik prasowy. Nie konferencja z planszą.

Badacze zrobili to, co robi uniwersytet w najlepszym wydaniu: cierpliwie rozebrali system na czynniki pierwsze.

Pokazuję studentom prostą myśl: algorytm jest jak młotek. Można nim budować dom. Można nim wybijać szyby. To, kto trzyma narzędzie, decyduje o etyce.

Rozmawiamy o odpowiedzialności. O tym, że wydział biznesu nie uczy tylko maksymalizacji zysku. Uczy zarządzania ryzykiem, odpowiedzialności regulacyjnej, ładu korporacyjnego. Uczy, że krótkoterminowa euforia może być długoterminową katastrofą.

Na co dzień kontaktuję się ze słuchaczami przez skomplikowane komunikatory, platformy e-learningowe, systemy z dwustopniową weryfikacją i hasłami, które wygasają szybciej niż polityczne obietnice. Widzę ich w małych prostokątach na ekranie. Mówię do mikrofonu. Odpowiedzi przychodzą z opóźnieniem, jakby ktoś filtrował emocje przez serwer w innej strefie czasowej.

Teraz stoję przed nimi na żywo. Słyszę śmiech bez kompresji dźwięku. Widzę zdziwienie bez pikseli. Czuję energię sali, której żaden Zoom ani Teams nie potrafi wygenerować. To jest jak przejście z wersji demo do pełnego oprogramowania.

I jeszcze jedno – mam okazję pogadać z kolegami z wydziału. Wymienić uwagi nie tylko w mailach, ale przy kawie. Przyznać się, że z czystego lenistwa niezbyt często bywam w Toronto, choć przecież mieszkam ledwie kilkanaście kilometrów dalej, w lesie, który skutecznie konkuruje z ambicjami akademickimi. Spotkanie twarzą w twarz przypomina mi, że uniwersytet to nie tylko instytucja. To ludzie. A ludzie najlepiej działają w trybie analogowym.

Prawda jest jednak taka, że dla wygody najwięcej czasu spędzam w Polsce, w Warszawie. Tam czuję się najlepiej. W otoczeniu komputerów, kabli, otwartych plików, nieposprzątanych notatek i twórczego bałaganu, który tylko ja rozumiem. W lekkim, dobrze zorganizowanym lenistwie, które pozwala myśleć bez pośpiechu i bez akademickiego ceremoniału. Toronto jest inspirujące. Warszawa jest oswojona. A człowiek, nawet wykładowca z ambicjami globalnymi, lubi wracać tam, gdzie zna każdy kabel pod biurkiem.

Patrzę na nich i myślę, że w tej sali jest więcej spokojnej siły niż w niejednym parlamencie.

Uniwersytet nie produkuje bohaterów z transparentami.

Uniwersytet produkuje ludzi, którzy potrafią policzyć koszt iluzji.


EAST YORK, LAS I PROPORCJE

Wracam do domu. Las mokry. Śnieg topnieje. Woda spokojna.

Sześć godzin różnicy czasu. Polska w telewizorze. Kanada za oknem.

Tu polityka też istnieje. Też są napięcia. Też jest dyskusja o relacjach z USA, o bezpieczeństwie, o Arktyce, o Chinach. Ale ton jest inny. Mniej operowy. Bardziej instytucjonalny.

Różnica nie polega na tym, że tu jest raj.

Różnica polega na tym, że tu problemy traktuje się jak zadania do rozwiązania, a nie jak paliwo do kolejnej wojny plemiennej.

Można zmienić kontynent. Można zmienić strefę czasową. Można zasnąć nad Atlantykiem i obudzić się w lesie pod Toronto.

Ale jeśli pierwsze, co robisz po przebudzeniu, to włączasz TVN24, to znaczy, że Polska nie jest miejscem.

Polska jest nawykiem.

A nawyki – jak polityków – najtrudniej jest zmienić.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights