Samorząd — jednostka przetrwania w nieprzyjaznym środowisku demokracji

Warszawa

Samorząd — jednostka przetrwania w nieprzyjaznym środowisku demokracji

W samorządzie terytorialnym, jak w serialu o przetrwaniu na bezludnej wyspie, liczy się tylko jedno: kto szybciej nauczy się organizować budżet z powietrza i podpierać zapałkami walące się filary administracji. Tyle że zamiast kokosów i palm mamy obligacje przychodowe, PPP i CUW, czyli Centra Usług Wspólnych. Nazwa brzmi jak coś, co przyjechało z Korei Południowej, a działa jak przeciętny ekspres do kawy w urzędzie – z gracją młotka.

Przez chwilę pomyślmy, jak cudownie funkcjonuje samorząd. Oczywiście jeśli za „funkcjonuje” uznamy dryfowanie na skraju bankructwa, brnięcie przez ustawowy labirynt bez wyjścia i ratowanie szpitali, których jedynym sprzętem diagnostycznym jest wróżenie z fusów. Według oficjalnych danych, których już nikt nie publikuje (bo wstyd), większość szpitali ma deficyt, a część z nich płaci dostawcom sprzętu starymi numerami „Poradnika Zdrowie”.

Ale nie martwcie się, mamy strategię! Nie jedną – całą gamę. Strategie rozwoju, strategie inwestycyjne, strategie smart city, strategie emisji obligacji, strategie pozorowania aktywności. Każda zawiera twarde dane, miękkie intencje i plastyczne wykresy. Zgodnie z metodą SMART – Sztucznie Mobilizujemy Administrację Rzeczywistością Tabel.

W dodatku każde większe miasto ma już CUW – czyli magiczne biuro, które z centralną efektywnością nie załatwia niczego szybciej, ale przynajmniej wszystkie pomyłki są teraz hurtowe. Bo kiedyś księgowa w szkole źle przeksięgowała fakturę – teraz robi to za nią wykwalifikowany zespół pomyłkarzy z CUW, zsynchronizowany na poziomie całej gminy.

I są jeszcze obligacje. Emisja obligacji to rytuał przejścia – coś jak bierzmowanie dla samorządów. Wyemituj raz, a potem co roku świętuj: „i tak nie spłacimy, ale dobrze się bawimy”. Obligacje przychodowe są cudowne, bo nie liczą się do limitu zadłużenia. To jakby zadłużenie nie istniało – dopóki ktoś nie zapyta, kto ma je spłacić.

Samorządowcy, których pasja do administracji może konkurować z gorliwością zbieraczy znaczków, wiedzą jedno: wszystko jest możliwe, jeśli ma się determinację, chęć i… brak audytu. Bo tak długo, jak istnieje budżet obywatelski (czyli coś pomiędzy happeningiem a listą marzeń), mieszkańcy czują, że mają wpływ – a to przecież najważniejsze.

I pamiętajmy: najlepszy samorząd to taki, który wie, jak pozyskać środki, których nie ma, na cele, których nie zrealizuje, w terminie, który już minął.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights