SAFE ZERO PROCENT. DZIEŃ, W KTÓRYM EKONOMIA ZAŁOŻYŁA NOS KLAUNA

Warszawa

Uciekłem dziś z pracy.

Nie metaforycznie. Nie „w przenośni”. Normalnie: drzwi, klamka, korytarz, winda, parking. Jak człowiek, który słyszy z daleka dźwięk zbliżającej się katastrofy i nie ma ochoty sprawdzać, czy to na pewno jego stacja.

Bo ja się dziś bałem ludzi.

Nie tego, że mnie pobiją. Kanadyjczycy nawet jak są wściekli, mówią „sorry” i przepuszczają w drzwiach.

Bałem się tego pytania, które wisi w powietrzu jak komar nad uchem:

– Krzysztof, co tam znowu u was w Polsce?

I co ja mam odpowiedzieć? Że prezydent państwa i prezes banku centralnego wyszli przed kamery, usiedli w Pałacu jak w teatrzyku szkolnym i ogłosili, że właśnie odkryli pieniądz, który nie kosztuje? Że zrobili finansową wersję „wiecznego pióra”, tylko zamiast atramentu – 185 miliardów złotych na armię?

Spróbujcie kiedyś wytłumaczyć ekonomistom z Rotman School, że w Warszawie wymyślono kredyt bez kredytu, odsetki bez odsetek i bezpieczeństwo bez odpowiedzi na pytanie „z czego?”.

To jest jak próba objaśnienia, że grawitację da się anulować patriotyzmem, a bilans zamknąć uśmiechem.

Nie miałem dziś siły.

Wsiadłem do samochodu wściekły i… zawstydzony.

Bo człowiek może być zły na polityków. To normalne. Politycy są jak pogoda: psują plany i udają, że to nie oni.

Ale wstyd to co innego.

Wstyd jest wtedy, kiedy rozumiesz, że to wszystko idzie w świat, jak pocztówka z wakacji: „Pozdrowienia z kraju, w którym bank centralny właśnie zaproponował, że sfinansuje armię z własnej wyobraźni”.

POWRÓT DO DOMU: LOGISTYKA, KOT, PIES I WSTYD NARODOWY

W domu przywitał mnie pies.

Pies to jedyna instytucja, która ma u mnie pełną wiarygodność. Nie obiecuje. Nie manipuluje. Nie robi konferencji. Jest prosty jak rachunek z warzywniaka: jesteś – jest radość.

Ogon pracował jak helikopter ratunkowy. W oczach miał tę czystą wiarę, że świat jest uporządkowany, jeśli człowiek wraca do domu.

Kot stanął w progu jak sędzia konstytucyjny w wersji futrzastej. Spojrzał i w milczeniu zakomunikował: „Wróciłeś? No to dobrze. Ale nie udawaj, że masz kontrolę nad czymkolwiek”.

A Larysa – o dziwo – była dziś życzliwa.

Postawiła przede mną talerz. Dała kawę. Dała jedzenie, które wyglądało jak posiłek, a nie jak kompromis.

Zjadłem wszystko, choć miałem ściśnięte gardło.

Nie z głodu.

Z tego specyficznego uczucia, kiedy człowiek nie toleruje idiotyzmu, a idiotyzm właśnie odpalił fajerwerki i krzyczy do kamer: „Patrzcie, jaki jestem genialny!”.

Usiadłem na tarasie.

Toronto było lekko zachmurzone, powietrze pachniało wilgocią, a nie polityką. Popołudniowe światło było miękkie jak koc, którym przykrywa się człowieka, gdy ma gorączkę.

Papieros.

Kawa.

I ta myśl, która zawsze wraca w takich momentach, jak kamyk w bucie:

Może to ja jestem durniem.

A może jednak oni.

TVN24: GROTESKOWY SPEKTAKL PAŃSTWOWY

Włączyłem TVN24.

I zobaczyłem konferencję, która wyglądała jak inscenizacja szkolna: „Dzień Wynalazcy” w klasie 4B.

Flagi w tle. Mikrofony w szeregu, jak bagnety. Kamery jak oko wielkiej ryby.

Dwóch panów przy pulpitach.

Jeden – z miną profesora, który zaraz wyjaśni światu „mechanizm”.

Drugi – z miną człowieka, który właśnie odkrył, że można jednocześnie być suwerennym, bezpiecznym i błyskotliwym, jeśli tylko wystarczająco głośno to powiesz.

I pada hasło:

Polski SAFE zero procent.

Brzmi jak promocja w markecie:

„Dziś tylko dziś! Czołg w ratach 0%! Do każdego zestawu – gratis suwerenność i elastyczność zakupowa. Uwaga: szczegóły wkrótce.”

Przez chwilę myślałem, że to żart. Że zaraz wpadnie realizator, powie: „Przepraszamy, pomyłka, to był kabaret”.

Ale nie.

To była Polska.

To był Pałac.

To było państwo.

CO TO JEST SAFE, ZANIM ZROBIĄ Z TEGO BAJKĘ

Tymczasem rzeczywistość jest nudna jak tabela w Excelu – a przez to mądrzejsza.

Unia Europejska uruchomiła instrument SAFE – Security Action for Europe: do 150 miliardów euro pożyczek na obronność.

Polska może z tego wziąć około 43,7 mld euro, czyli prawie 200 mld zł.

Pieniądze nie „kiedyś”. Pieniądze tu i teraz.

Wojsko ma listę potrzeb. MON ma wniosek. Wniosek ma projekty. Projekty mają nazwy, które brzmią jak coś, co naprawdę istnieje: Piorun, Borsuk, Krab – rzeczy, które się produkuje, testuje, wdraża.

Rząd mówi: większość wydać w Polsce i UE, żeby napędzić przemysł.

To jest nudne.

Nudne znaczy: realne.

A realność w polityce ma tę wadę, że nie daje efektu „wow” na konferencji.

Więc wchodzi Prezydent.

I mówi: „Mamy lepsze”.

SAFE ZERO PROCENT: EKONOMICZNE PERPETUUM MOBILE

Nowa propozycja ma dać 185 miliardów złotych.

Bez odsetek.

Bez kredytu.

Bez długu.

W skrócie: pieniądz z powietrza, tylko w barwach narodowych.

Wspomina się dwa źródła:

  1. zysk NBP
  2. złoto NBP

A szczegóły – jak w każdej dobrej bajce – „przyjdzie czas”.

To jest dokładnie ta chwila, kiedy w głowie ekonomisty zapala się kontrolka jak w starym fiacie:

UWAGA: bajkopisarze przy sterach.

DLACZEGO BANK CENTRALNY NIE JEST BANKOMATEM DLA ARMII

Tu jest moment, w którym warto zejść z kabaretu na chwilę do piwnicy, gdzie stoi instalacja.

Bank centralny nie jest od finansowania wydatków rządu.

Nie dlatego, że jest złośliwy.

Tylko dlatego, że historia świata to katalog katastrof, które zaczynały się od zdania: „A co, jeśli bank centralny da nam pieniądze?”

Jeśli bank centralny zaczyna finansować państwo, to wchodzi na śliską drogę, na której kończą się:

– niezależność,

– wiarygodność waluty,

– stabilność cen,

a zaczyna się:

– polityczny nacisk,

– kreatywna księgowość,

– drukowanie „bez kosztów”,

– inflacja jako ukryty podatek.

To jest jak zrobienie z termometru grzałki. Przez chwilę działa. Potem płonie dom.

W Unii – i szerzej, w cywilizowanym świecie – są na to bariery prawne i instytucjonalne. Po to, żeby politycy nie zamienili banku centralnego w drukarnię wyborczą.

I dlatego, kiedy słyszę, że NBP ma „pokryć” wydatki armii, to widzę oczami wyobraźni psa, który nagle zaczyna pilotować samolot, bo „ma łapy i też umie naciskać przyciski”.

ZYSK NBP: PIENIĄDZ, KTÓRY NAJPIERW MUSI ISTNIEĆ

Pada argument: „Zysk NBP idzie do budżetu – w 95%”.

Tak, jeśli jest zysk.

Tylko że w ostatnich latach NBP notował straty.

A strata nie jest „chwilowym humorem”. Strata jest wynikiem finansowym. Jest sygnałem, że w danym roku nie ma czego dzielić.

Oczywiście, część tego wyniku to wyceny – kursy walut, złoto, różnice księgowe. Tak: wynik może falować.

Ale falowanie nie jest magicznym workiem z banknotami.

To nie jest tak, że „mamy stratę, ale pieniądze są”.

To jest tak, że bilans banku centralnego jest jak konstrukcja mostu: można nim jechać, dopóki nie zacznie się w nim wiercić dziury pod publiczkę.

A tu publiczka dostała obietnicę 185 mld, choć mechanizm jest mglisty jak poranny oddech na szybie.

ZŁOTO: 550 TON, CZYLI SKARBIEC, KTÓRY NIE JEST SKLEPIKIEM

Drugi rekwizyt tej konferencji to złoto.

NBP ma około 550 ton.

Wartość – według bieżących cen – w okolicach setek miliardów złotych.

To brzmi jak smok pod Wawelem.

Tylko że to nie jest smok do dojenia.

Złoto w rezerwach to fundament zaufania. To „żelazo w kręgosłupie” waluty.

Można nim zarządzać, można je trzymać, można je przesuwać w strukturze rezerw. Ale sprzedawanie złota po to, żeby finansować bieżące wydatki, to jest ruch z kategorii: „sprzedajmy dach, bo potrzebujemy na okna”.

A kiedy ktoś mówi: „Złoto jest podstawą, więc możemy kredytować”, to ja słyszę w tle ten sam stary przekręt myślowy, który zawsze prowadzi do kłopotów: aktywa to nie to samo co gotówka na zachcianki.

Bank centralny nie jest lombardem. A państwo nie powinno zachowywać się jak człowiek, który w trudnych czasach zastawia obrączkę, żeby kupić fajerwerki.

POLITYKA: „SUWERENNOŚĆ” JAKO WYTRYCH

W tej historii najciekawsze nie jest nawet to, że pomysł jest mętny.

Najciekawsze jest to, do czego służy.

Bo równolegle czeka ustawa wdrażająca unijny SAFE – i prezydent ma czas na decyzję.

I nagle pojawia się „alternatywa”, która wygląda jak argument do weta: „Nie musimy brać unijnego, bo mamy własne, lepsze, polskie”.

To jest klasyczny zabieg: kiedy nie chcesz wziąć realnego narzędzia, wyciągasz z kieszeni kartkę z napisem „Plan B”, tylko że kartka jest czysta.

A potem mówisz: „Dyskusja jest zbyt emocjonująca”.

Oczywiście, że emocjonująca.

Bo tu nie chodzi o emocje.

Tu chodzi o bezpieczeństwo.

I o to, czy państwo ma działać jak poważna instytucja, czy jak stand-up w prime time.

REAKCJE: RZĄD, MON I „PIENIĄDZE CZEKAJĄ”

Rząd – przez pełnomocniczkę programu – mówi prosto: pieniądze z SAFE są gotowe, projekty są gotowe, lista rezerwowa też jest gotowa.

MON mówi: SAFE daje najszybsze środki, a dodatkowe instrumenty – świetnie, ale nie zamiast.

Czyli: bierzemy realne, a jak ktoś chce dorzucić – proszę bardzo.

Brzmi jak dorosłość.

A Pałac odpowiada: „Nie damy się zastraszyć”.

To też brzmi… ale tylko w kampanii.

W zarządzaniu państwem „nie damy się zastraszyć” nie jest polityką. Jest manierą.

ŚWIAT: WOJNA, ROPA, RYNKI I LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ TANIEGO URLOPU

A w tle świat robi swoje.

Wojna na Bliskim Wschodzie się rozlewa.

Izraelsko-amerykański atak na Iran uruchomił reakcję łańcuchową. Teheran odpowiada, uderza w region, próbuje mieszać w Zatoce Perskiej – tam, gdzie płynie około 20% światowej ropy.

Ropa rośnie. Najdroższa od początku 2025.

Giełdy mają nerwy. Waluty uciekają do dolara. Złoty raz łapie oddech, raz się dusi.

Na stacjach paliw w Polsce już widać podwyżki.

I człowiek, patrząc na to wszystko, myśli: „To nie jest moment na ekonomiczne sztuczki”.

A jednak w Polsce RPP obniża stopy procentowe.

W środku wojny, w środku niepewności, w środku rosnących ryzyk inflacyjnych.

To jest jak zdejmowanie koła zapasowego z auta na autostradzie, bo „przecież ostatnio nie łapaliśmy gumy”.

W tym samym czasie turyści utknęli w hotelach i na lotniskach w regionie.

A internet – jak internet – pyta, czy przypadkiem nie będzie taniej na wakacje, bo hotele się przecenią.

Ludzkość jest jednocześnie genialna i beznadziejna. Zależy od dnia.

WIELKA GEOPOLITYKA: PARASOL FRANCUSKI, PARASOL AMERYKAŃSKI, PARASOL W GŁOWIE

I jeszcze jeden wątek, jak przyprawa, która psuje zupę.

Macron mówi o rozszerzeniu francuskiego programu odstraszania nuklearnego.

Rząd mówi: rozmawiamy.

Pałac mówi: my wolimy Amerykanów.

Czyli znów: zamiast układać klocki, rzucamy nimi o ścianę i sprawdzamy, czy któryś nie przypadnie do gustu kamerom.

OŚWIECENIE NA TARASIE

Siedzę na tarasie.

Pies śpi jak człowiek, który nie czyta portali.

Kot udaje, że nie istnieje, bo koty mają tę przewagę nad politykami, że potrafią się wstydzić po cichu.

Kawa wystygła.

Papieros się kończy.

I nagle robi mi się jasno.

Problemem nie jest to, że ktoś ma pomysł.

Pomysły są potrzebne.

Problem zaczyna się wtedy, gdy pomysł jest gorszy od rzeczywistości.

Unia daje realne pieniądze. Wojsko ma realne projekty. Przemysł ma realne moce.

A my dostajemy konferencję, na której „szczegóły przyjdą później”, ale już dziś mamy wierzyć, że „0%” znaczy „0 ryzyka”.

Nie.

0% znaczy tylko tyle, że ktoś postanowił sprzedać nam bajkę w wersji premium.

W tej historii nie najgorsze jest to, że dwóch panów mówi głupoty.

Najgorsze jest to, że mówią je z powagą państwa.

Bo państwo, które zaczyna mylić budżet z konferencją prasową, kończy tak samo zawsze:

najpierw drukuje słowa, a potem drukuje rachunki – i te drugie zawsze płacą ludzie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights