RZĄD SIĘ KRĘCI, MINISTROWIE WYSIADAJĄ(czyli jak przetrwać wtorek i nie zostać odwołanym, z kawą w tle)

Warszawa

Ktoś kiedyś powiedział, że polityka to teatr. Dzisiejszy dzień udowodnił, że to raczej cyrk objazdowy, a artyści nie mają nawet lin ochronnych. Donald Tusk przygotowuje rekonstrukcję rządu – eleganckie określenie na „czyszczenie kadrowe przy kawie i ciastkach”. Ministrowie masowo wylegli do mediów, tłumacząc, że „stanowiska nie są dożywotnie”. Cóż, śmierć też nie, ale nikt nie ogłasza tego z takim wdziękiem.

Każdy z nich wyrecytował dziś listę dokonań, których – jak twierdzą – nikt poza nimi nie byłby w stanie powtórzyć. Jeśli wierzyć tym deklaracjom, to co najmniej 70% współczesnych cudów gospodarczych wydarzyło się dzięki jednemu ministrowi infrastruktury, trzem wiceministrom klimatu i sekretarzowi stanu od rzeczy nieistniejących. A mimo to wszyscy pokorni jak stado baranków w kolejce do rzeźni kadrowej.

Na tym tle wyrósł niczym dąb na pustyni Szymon Hołownia – duchowny świeckiej polityki – który złożył przysięgę, że nie obejmie ani funkcji wicemarszałka Sejmu, ani wicepremiera. I to mimo że jego partia ma dostać oba te stanowiska. Czyli: „Damy ci wszystko, Szymonie”, na co on: „Nie, dzięki, ja tylko wodę z cytryną i może poduchę.” Ascetyzm polityczny w wydaniu glamour.

W sektorze prywatnym – bo przecież nie samym państwem człowiek się stresuje – Polsat zafundował sobie telenowelę pt. „Dynastia 5G”. Zygmunt Solorz, don medialnego renesansu, wypadł z fotela szefa rady nadzorczej Cyfrowego Polsatu. Został odwołany, ale pewnie sam sobie wcześniej kazał się odwołać, bo tak działa wielka władza: możesz sam sobie załatwić degradację z klasą. Nowy prezes, nowy rozdział, a Solorz zapewne i tak będzie wciąż wszystkim zarządzał z cienia, popijając espresso i klikając pilotem od dekodera.

A skoro już o espresso… Brazylia właśnie zakończyła kawowe żniwa. Świetna wiadomość dla każdego uzależnionego od kofeiny obywatela tego kraju, czyli – statystycznie – wszystkich. Ceny na światowych rynkach spadły o jedną czwartą od lutowego rekordu, ale to i tak trzy razy więcej niż pięć lat temu. Wniosek? Kawa tanieje, ale tylko teoretycznie. Bo jeśli nie płacisz więcej pieniędzy, to płacisz więcej godnością – pijąc coś, co smakuje jak popiół i korzeń.

Wracając do rzeczy poważnych (na moment): sprzedaż detaliczna w Polsce była w czerwcu tak słaba, że ekonomiści spojrzeli na to z zachwytem. Bo jak coś spada, to znaczy, że inflacja może też spadnie, a skoro tak, to może NBP obniży stopy procentowe. A jak obniży, to może ktoś wreszcie kupi zmywarkę. Tak działa polska ekonomia: łańcuszek nadziei, oparty na niechęci do zakupów.

Ale to nie koniec atrakcji. Z ostatnich sondaży wynika, że wzrosła ocena prezydenta, a pogorszyła się ocena Sejmu. Czyli naród mówi jasno: „Lubię was, jak nic nie robicie.” Sejm z kolei – obrażony i rozżalony – zapewne zaraz ogłosi trzydniową przerwę na refleksję, pizzę i oświadczenia majątkowe.

Na granicy polsko-białoruskiej trwa kolejny odcinek serialu pt. „Co tam się znowu dzieje” – wersja Afgańczyka kontra wersja żołnierza, z drugim dnem, trzecim planem i czwartą niejasnością. Ale w tej produkcji nie ma happy endów, tylko kolejne pytania bez odpowiedzi i konferencje prasowe z dramatycznym podkładem muzycznym.

I jakby tego było mało – z Gazy dochodzą doniesienia, że nawet lekarze mdleją z głodu. Czyli jesteśmy już w tej fazie kryzysu, w której brakuje nie tylko chleba, ale i tych, którzy mieli go rozdzielać. Ale to, wiadomo, temat niechciany, niewygodny, najlepiej go zostawić „ekspertom”.

Na deser – pytanie filozoficzne: czy kończy się era smartfonów? Technologiczni potentaci sugerują, że tak. Ale jeśli nie smartfon, to co? Chip w mózgu? Latający asystent z hologramem? A może po prostu… mniej scrollowania i więcej czytania książek? (Nie, tego nie zrobią, spokojnie.)

I tak kończy się wtorek – jak zwykle absurdalny, trochę śmieszny, trochę tragiczny, jak spektakl w teatrze bez sufitu.

Śpij spokojnie, obywatelu.
Jutro znów włączą światło, ruszy karuzela, polecą stołki i może nawet stanieje kawa.
Ale nie licz na zbyt wiele – to w końcu środa.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights