POMARAŃCZOWY RZEŹNIK AMERYKAŃSKIEGO SNU

Warszawa

(czyli jak Donald Trump zamienił USA w reality show z rekwizytami z demobilu, oligarchami w roli jurorów i Konstytucją jako ściereczką do szyb – ku uciesze polskiej prawicy)

Czy USA jeszcze istnieją? Technicznie – tak. W praktyce? Tylko jeśli za państwo uznamy korporacyjny lunapark zarządzany przez pomarańczowego bufona, z ego jak stadion i empatią jak kartka papieru ściernego. Trump, król spray-tanu, słoń w porcelanie demokracji, wjechał na amerykańską scenę polityczną jak nieskalibrowany buldożer – i pozostał. Bo czemu nie?

Nie da się już udawać, że to tylko epizod. Trump to nie błąd systemu – on jest systemem, który zaciągnął demokrację do piwnicy i urządził tam wieczorek autorski dla QAnona. Zamiast konstytucji – caps lock. Zamiast idei – tweety. A zamiast debaty – kłótnie na poziomie „sam jesteś głupi, CNN”.

I tu, drodzy panowie Kaczyński, Bosak, Mentzen, Braun, Nawrocki – wy, którzy patrzycie na Trumpa z rozmarzeniem godnym fanów czekających na nowy sezon ulubionego serialu – warto na chwilę przerwać wasze nabożne wpatrywanie się w figurę amerykańskiego „zbawcy”. Trump nie przynosi żadnego objawienia. Przynosi chaos. I tak, panie Nawrocki, wiem, że najchętniej położyłby się pan u stóp Donalda i wyhaftował mu orła białego na czerwonej czapce MAGA, ale może warto, choć przez chwilę się zastanowić, zanim zacznie się kopiować każdą jego pozę, każde jego przemówienie i każdą jego minę.

Kiedyś mówiono, że Ameryka to kraj nieograniczonych możliwości. Dziś wiemy, że chodziło o nieograniczone możliwości manipulacji. Witajcie w miejscu, gdzie „wolność słowa” oznacza prawo do grożenia dziennikarzom, a „wolny rynek” kończy się w momencie, gdy Disney nie chce robić prezydentowi PR na wizji. ABC zawiesza program Jimmy’ego Kimmela, bo ten pozwolił sobie na żart – w kraju, w którym stand-up stał się działalnością opozycyjną, a przewodniczący FCC mówi: „możemy to zrobić po dobroci albo po trumpowemu”.

Ten gość, Donald Trump, wcale nie jest przeciwnikiem świata, on chce nim zarządzać jak reżyser reality show globalnej geopolityki. Nagle wychodzi z propozycją zgody i pokoju z Władimirem Putinem – tak, tym samym facetem, który traktuje świat jak swój prywatny plac zabaw z atomówkami – i ofiarowuje Ukrainę, bez pytania jej samej, Europy czy partnerów. „Tak, drogie państwa, oto wasze nowe granice, oto nowy pokój, oto moja autoprezentacja jako wielkiego mediacyjnego bohatera”. Brzmi to mniej jak propozycja pokoju, a bardziej jak cennik przeceny w wyprzedaży „znamię wolnego świata”.

Właśnie: gdy myśleliśmy, że Trump zajmuje się głównie Twitterem, goleniem włosów na czubku głowy i fałszywymi tweetami o wyborach – on przygotował kolejny akt: ultimatum dla Ukrainy. Prezydent Trump wyznaczył termin, Wołodymyr Zełenski ma czas do czwartku na przyjęcie jego 28-punktowego planu pokoju, który wymagałby od Ukrainy ogromnych ustępstw wobec Rosji – w tym oddania Donbasu, ograniczenia armii i zrezygnowania z członkostwa w NATO. W skrócie: albo odpowiadasz „tak”, albo USA dokręcą kurek z pomocą. Europejscy przyjaciele? Niepytani. Ukraina? Pominięta w konsultacjach. To nie jest sojusznik, to negocjator-mafioso z podpisem „podejmij decyzję teraz, albo stracisz wszystko”.

Z perspektywy liberalno-demokratycznej to tragedia: niezliczone akty odwagi, tysiące ofiar, instytucje stworzone do ochrony prawa międzynarodowego – wszystko może zostać potraktowane jak karta przetargowa. Trump, który kiedyś deklarował wsparcie dla Ukrainy, teraz staje się architektem „realpolitik-light”: szybka ugoda, minimalne koszty dla USA, gala zdjęciowa z Putinem. A plan podpisany bez zgody tych, których dotyczy.

Nie, Trump nie jest tylko błędem w systemie. On jest jego produktem. Córka kapitalizmu i syn celebry. Facet, który całe życie uczył się jednej rzeczy: jak zamienić hałas w zysk. Ameryka z jego snów to nie republika, lecz logo. Nie wspólnota, lecz brand. Nie praworządność, lecz umowa sponsorka.

I jeśli myślisz, drogi zwolenniku MAGA – ale też wy, polscy naśladowcy Trumpa z PiS, Konfederacji i IPN – że on reprezentuje wasze wartości, to wiedzcie, że on wami gra. Jesteście statystami w jego reality show. On robi selfie z Putinem, a wy klaszczecie. On podpisuje „pokój”, a wy z dumą tweetujecie, że „Ameryka wraca do gry”. On buduje swoje imperium, a wy roicie o tym, jak nadacie mu order Orła Białego.

USA nie istnieje. Zostało zredukowane do marki. Wolność słowa? Tylko dla tych z wystarczającym budżetem na prawników. Wolny rynek? Tylko dla tych, którzy sprzedali duszę korporacjom. Demokracja? Tylko w deklaracjach PR-owych.

Ale może,  jeszcze zdążymy zbudować coś nowego. Z gruzów. Z gniewu. Z pamięci o tym, czym demokracja miała być – a nie czym się stała pod ręką pomarańczowego rzeźnika Amerykańskiego Snu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights