POLSKA NA GAPĘ. O TYM, KTO JEDZIE, KTO ŚPIEWA, A KTO KASUJE BILETY

Warszawa

Długi weekend minął, Polska otrzepała konfetti z płaszcza i właśnie sprawdza, czy przypadkiem ktoś nie ukradł portfela podczas świętowania. Rachunek? Wysoki. Nie tylko za race, gęsi i benzynę do patriotycznych autokarów. Równie kosztowne są brednie, które przez te kilka dni padły z ambon, z trybun i ust prezydenta Nawrockiego.

Ale we środę — bum! Wjechał on. Daniel Obajtek. Jakby wysiadł z serialu, którego nikt nie chciał kręcić, ale wszyscy muszą oglądać. Przed Prokuraturą Regionalną w Warszawie stanął niczym bohater tragedii narodowej klasy B i ogłosił narodowi — temu zwołanemu przez Kaczyńskiego — że jest niewinny, prześladowany i nieskazitelny jak ropa bez domieszki.

Wokół zgromadziła się lojalna widownia: posłowie PiS, pani Krupka, pani Arciszewska, tłumek z transparentami, okrzyki „hańba!”, uniesione ręce i łzy wzruszenia. Były prezes Orlenu mówił, że nie da się złamać, że to polityczny cyrk, że koncern przynosił przychody większe niż całe państwo polskie, a on sam jedynie troszczył się o bezpieczeństwo. Dlatego wynajął firmę detektywistyczną, która wcześniej chroniła jego prywatny majątek. Bo czemu nie? Państwowe pieniądze są przecież po to, żeby się nimi dzielić z zaufanymi.

Żalił się, że był śledzony, że go nagrywano, że tworzono spekulacje. Że „jestem tu, nie uciekłem, jestem z wami!”. Prawie zabrakło tylko płaczącego dziecięcia, które podbiegnie do Obajtka z biało-czerwoną chorągiewką i powie: „Dziękujemy ci, panie Danielu, za wolność i paliwo”.

Kaczyński zresztą ogłosił, że mamy do czynienia z represjami. Że najwybitniejszy menedżer jest wściekle atakowany, bo zrobił z Orlenu „multienergetyczny koncern”. Trzeba przyznać, brzmi to jak tytuł serialu o korporacyjnej mafii z budżetem Netflixa i dialogami pisanymi przez KGHM.

Tymczasem cała sprawa dotyczy tego, że Obajtek mógł przepalić publiczne pieniądze na prywatne bezpieczeństwo. Bo jeśli grozi ci detektyw, to najlepiej zatrudnić swojego. A potem udawać, że to dla dobra państwa. Orwellowskie, ale za to podlane patriotycznym rosołem.

I tak oto mamy w Polsce nie tylko problem z tym, kto jedzie i kto kasuje bilety — mamy też problem z tym, kto uważa się za konduktora. Obajtek, wygłaszający orędzie przed prokuraturą, Nawrocki śpiewający hymny wśród rac, Kaczyński, który rozdaje laurki dla „najwybitniejszych”, i tłum, który zamiast refleksji wybiera kabaret polityczny klasy „szampon za 4,99”.

Reszta bez zmian — MON nie wie, co kupić za 200 miliardów, rząd nie wie, jak rozdzielić środki z Unii, a Ministerstwo Finansów wysyła ludzi w objęcia KSeF-u jakby to był escape room bez wyjścia. Młodzi wyjeżdżają, Ukraińcy się integrują mimo pogardy, a państwo zarządza przez konferencje i memy.

Kto tu prowadzi? Kto śpiewa? Kto kasuje bilety? Nie wiadomo. Ale wiadomo jedno — Polska znów pojechała na gapę. A dziś za bilet chce nam wystawić rachunek Daniel Obajtek.

Miłej środy. I brońcie portfela. Nawet przed byłym prezesem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights